Nocne refleksje o partnerskiej dojrzałości


Każdą negatywną myśl można zastąpić myślą pozytywną. Nauczyliśmy się tego. Nie generujemy wewnętrznych wojen. Nie kłócimy się, nie strzelamy fochów. Umiemy złe słowa obrócić w żart, a przede wszystkim umiemy nie używać złych słów.

Jest sobotni wieczór, takie nocne refleksje mnie naszły… Może tak właśnie wygląda emocjonalna, partnerska dojrzałość? A może po prostu nauczyliśmy się siebie? W końcu wszystko robimy razem, pracujemy razem, zdalnie kontaktując się z klientami, siadamy przy jednym olbrzymim stole, z którego uczyniliśmy nasze biurko. Albo dzielimy przestrzeń – Ania zajmuje dół, ja górę. Każde gada do siebie (rozmawiacie sami z sobą? ja często, to mi pomaga pracować) lub co pewien czas krzyczy do drugiego: – Chcesz kawę?!

I tak sobie zasuwamy

Potem idziemy do ogrodu, do pracowni, wołamy się na herbatę, gotujemy, gadamy, oglądamy, czytamy, znów gadamy, łazimy z psami (nasze „psy” to pies i kot), piszemy, jemy, dzwonimy, mailujemy, polujemy na turkucia, sadzimy, wąchamy gnojówkę, przesiewamy kompost, spacerujemy, gasimy światła i biegniemy z aparatem łapać w kadrze wieczorne mgły.

Mamy z sobą wzrokowy, głosowy i dotykowy kontakt przez 24 godziny, dzień w dzień, noc w noc. No, przesadzam, ja chodzę spać zdecydowanie później niż Ania, ona za to wstaje godzinę przede mną.

Nienienie, to nie jest post poświęcony naszemu rozkładowi dnia, to ma być z założenia refleksja nad dojrzałością. I partnerstwem. Być razem z drugim człowiekiem przez całą dobę, 365 dni w roku i nie nudzić się sobą, nie bić się, nie toczyć wojen, nie kreować złych myśli, to wielka sztuka – sam się dziwię, że tak potrafię. Przypisuję tę zdolność wiekowi, spokojowi umysłu, spowolnionym emocjom i dystansowi do życia, którego nabiera się z wiekiem.

Kiedyś było inaczej

Wspomnienie. Miałem 31 lat, gdy po raz pierwszy z przytupem zwolniono mnie z pracy. Pracodawcy (wydawcy) zajęło to siedem minut. Zwołał zespół, powiedział, że straciłem jego zaufanie i – wypad.

Ha! Mogę powiedzieć, że było to najwspanialsze w moim życiu doświadczenie zawodowe: dzień później, na znak protestu przeciwko temu zwolnieniu, odeszła z pracy cała ekipa. Kilkanaście osób. Rzucili pracę, mimo obciążeń kredytowych, uwarunkowań rodzinnych i świetnej płacy. Do dziś mam przeogromny szacunek do tych ludzi. Ciągle mówię i myślę o nich: moi przyjaciele.

Ale do dziś pamiętam też tamtą niesłychaną nerwowość, emocjonalną szarpaninę. Wyrzucony z pracy, małe dzieci w domu, co to będzie? Do czwartej w nocy chodziliśmy z moim najlepszym kumplem po pilskiej wyspie, zastanawiając się nad strategią. Jak i co zrobić, żeby znów stanąć na nogach? Rano zaczęliśmy działanie: w siedem dni nie tylko założyliśmy nowe wydawnictwo, ale zdążyliśmy wydać pierwsze, własne pismo. W siedem dni! Od pomysłu do realizacji. Bez grosza na starcie.

Byłem nerwowy, podłamany, ale mimo wszystko – pełen pozytywnych emocji. Musi się udać! Tak sobie mówiliśmy. Nasz problem podzieliliśmy najpierw na dwóch, a potem na cały zespół. I okazało się, że z problemu zrobił się problemik – fajnie, że nas wyrzucili, fajnie że odeszliśmy, bo można zacząć coś zupełnie innego!

Zawsze jest wyjście z sytuacji

Nigdy nie dobijałem się negatywnymi emocjami. Z każdej sytuacji można znaleźć jakieś wyjście, każdy problem można rozwiązać, każdą sprawę zamknąć pozytywnie. Mogłem być wściekły, rozżalony, zły, mogłem nie mieć na chleb, ale zawsze szukałem w sobie optymizmu.

Po pierwsze więc, dojrzałość polega na umiejętności radzenia sobie z problemami. Na wyzwalaniu aktywności, która służy rozwojowi. Jeśli międlisz w sobie złe myśli, jeśli rozpamiętujesz – olaboga, co to się stało, co teraz będzie – nigdy nie ruszysz z miejsca. Każda wojna zaczyna się w ludzkim umyśle, każdy sukces jest efektem przełamania własnej niemożności.

Myślisz, że gorzej być nie może – i to jest najwspanialsze, co może Cię spotkać! Bo to znaczy, że może być tylko lepiej.

________________________

Dzisiaj wiem też, że w takich chwilach liczy się partnerstwo. Oparcie, które masz w drugim człowieku. Liczy się wzajemne wyciąganie z bagna za włosy – baron von Münchhausen bajał, gdy opowiadał o samodzielnym wyciąganiu się z trzęsawiska: tak naprawdę można to zrobić wyłącznie we dwoje. Lub w grupie.

Możesz czuć wściekłość, gdy coś idzie nie po Twojej myśli. Możesz padać na twarz ze zmęczenia i niemocy, czuć, że jest źle i że masa kłopotów za chwilę Cię przewali. Ale są dwa sposoby, by w takiej chwili wyjść z kryzysu – sięgnąć po wsparcie kogoś bliskiego i wyłączyć negatywne myślenie. Będzie, k…a, dobrze! Musi być! Jeszcze nigdy tak nie było, żeby jakoś nie było – jak mawiał dzielny wojak Szwejk.

Problemy podziel na pół

Z wiekiem takie myślenie staje się łatwiejsze. Patrzymy na wydarzenia z odległości, mamy wiele doświadczeń i umiemy je wykorzystywać. Ale i tak kluczowe wydaje mi się podzielenie problemów na pół lub więcej części. Samo mówienie o problemach potrafi dopomóc, jest dużo lepsze niż ich duszenie w sobie – pozwala złapać oddech, oddala złe emocje.  

Partnerska dojrzałość to stan, w którym każdy problem rozwiązuje się z pomocą rozmów i w którym każdy problem można podzielić na pół. Wyjawiasz go, mówisz – właśnie to mnie boli, a jednocześnie rozładowujesz emocje. Pomagasz sobie. Zbliżasz się do pozytywnych rozstrzygnięć.

Ale dodajmy też – taka dojrzałość oznacza jednocześnie umiejętność słuchania drugiej osoby. Odsuwasz egoizm, bo dwa egoizmy oznaczają wspólną porażkę. Po prostu słuchasz i rozumiesz, starasz się zrozumieć.

Kiedy stosujesz tę zasadę, kryzysy w relacjach z drugim człowiekiem stają się dużo mniej dynamiczne, a z czasem potrafią zupełnie zaniknąć. Kiedy umiesz słuchać i rozmawiać, rozwiążesz nie tylko wewnętrzne problemy swojego związku, ale pokonasz każdą barierę, z którą przychodzi się mierzyć w życiu zawodowym, społecznym, politycznym czy prywatnym. Bo masz partnera, który zachowuje się tak samo, jak Ty.

Bo macie razem dwie głowy i cztery ręce.

W partnerskiej dojrzałości nie ma więc znaczenia, czy jesteście z sobą stale przez 24 godziny na dobę, czy też spotykacie się dopiero wieczorami, każde po swoich zajęciach. Liczy się wspólnota dusz, rozmowy, żarty, wspólne planowanie i wspólne działanie. Liczy się zdolność wsłuchiwania się w drugą osobę, empatia i umiejętność wspólnego decydowania o przyszłości. Ale to miłe, gdy jesteście razem przez całą dobę. I nawet w oddaleniu nie przestajecie o sobie myśleć.

* * *

Swoje nocne refleksje spisałem z odległości 170 km od Ani, która – jak widzę w internetowej kamerze – skończyła zmagania z burzą. Nawet z oddali lubię ją podglądać 😉

Ja tymczasem w drodze na komunijne święto pewnej młodej damy, z samochodem wypchanym prezentami. Wiadomo: quad, elektryczna deskorolka, dron i klucze do własnego mieszkania 🙂

A tak na serio – najważniejszym prezentem jest kawałek lasu w wielkim szklanym słoju. Chciałbym, żeby dzieci umiały cieszyć się takimi rzeczami. I zobaczymy, czy się ucieszy…

Jacek

POLECAMY RÓWNIEŻ: Mit motywacji

Foto. Jonny Lindner z Pixabay 

Brak Komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Poprzedni Wydało się: przyjmujemy imigrantów!
Następny Nie ma zmiłuj, Panie Dziadku!

Poczytaj więcej

Fotografie czy wspomnienia? Wybór należy do siebie.

Wydało się: przyjmujemy imigrantów!

Ile kosztuje wiosna na wsi? Porównaj swoje ceny!

10 najlepszych książek, które przeorały młody mózg

7 przekleństw, które ciążą na wiejskim życiu

Czytam, czytam, aż Wióry Lecą!

Nie ma zmiłuj, Panie Dziadku!

Ptaszory, głupcze!

Teraz, k…, ja!

Wiejski CrossFit, czyli ćwiczenia na okrągło

Miłość prosto od krowy

Jaki powinien być lekarz idealny?

Ogrodowy rozdrabniacz do gałęzi… Kupić?

Piszę o wszystkim, co mi leży na wątrobie

Kiedy powiesz sobie dość! Co na to endorfiny?