Pochwała prostoty, czyli rzecz o wiejskich meblach


Pochwała prostoty

Nie działaj bezmyślnie, nie kupuj na wariata, nie przepłacaj. Twórz swój wiejski dom i klimat przy pomocy prostych, tanich sposobów.

Pomysł na ten wpis przyszedł mi do głowy, gdy zwalałem z Navary wielki kloc osikowego drzewa, pozyskany „po znajomości”. Daleki sąsiad-stolarz przeciął go wzdłuż, załadował nam na samochód przy użyciu wózka widłowego i powiedział – Nada się, trzeba tylko okorować. Osika jest najlepsza na wszelkie ławki, bo nie parzy nawet w największy upał i nie ocieka żywicą.

Pochwała prostoty: kloc z potencjałem

Przywieźliśmy… Stanąłem samochodem na środku podwórka i… Cholera, jak to zrzucić, jak okorować, jak się tym zająć? Nad nami słońce w wydaniu Sahara+ (od dłuższego czasu u nas wszystko jest na plus, łącznie z temperaturami), trawa parzy w stopy, a tu: kloc!

No, dobra, żeby skrócić tę opowieść napiszę jedynie – mówcie mi Szwarceneger. 🙂

Dałem radę: znieść, przestawić, ułożyć, okorować. Wszystko w pół godziny, przy użyciu sprytnych ośników (to takie dynksy do odzierania drewnianych bali z kory) i bez użycia Anuszki, która produkowała chłodnik. Teraz moje pół-bala schnie i czeka na ciąg dalszy prac. A wygląda tak:

Pochwała prostoty-7

Wiem, wiem, siedzi się na tym płaskim, a nie półokrągłym, ale przełożę bal później, kiedy tylko dorobię mu nogi. Będzie z niego siedzisko przed drewutnią. Nie jest nam specjalnie potrzebne, ale… zrobi klimat. Coś się na nim postawi, będzie można przysiąść, zadumać się. Prosty, nieskomplikowany mebel ogrodowy.

I ten bal właśnie mnie natchnął. Że jak tak patrzę po tych naszych zewnętrzach i wnętrzach, to widzę w nich bardzo wiele mebli z odzysku lub samodzielnie (przeze mnie lub Sławka-sąsiada) zrobionych, kupionych na pchlim targu, w sklepach z meblami second hand.

I dostrzegam w tym głębszą ideę: nie ma sensu przenosić miasta na wieś. Tu wszystko lub prawie wszystko powinno być lokalne, tutejsze, swojskie, przaśne nawet albo choć lekko zdezelowane. Takie akuratne, nie spod igły.

Pochwała prostoty: stoliki do kawy

Szukaliśmy dwóch okrągłych stolików kawowych na dwa tarasy, przy domu i stodole. I… mamy dwa okrągłe stoliki za całe 50 złotych. To szpule, na których zwinięte były kable energetyczne, wyszarpane w jednej z hurtowni, w której stały pod płotem. Poświęciłem im trzy godziny pracy, odczyściłem, zaimpregnowałem…

Pochwała prostoty

Pochwała prostoty-6

Mamy stoliki! Wiem, w IKEA też można kupić, w sklepach z meblami ław, stołów i stoliczków jest zatrzęsienie, ale wyobrażacie sobie takie meble w wiejskich wnętrzach??? No, nie…

Jak tak patrzę wokół… Cztery fotele z solidnego rattanu i kształtnymi poduchami stoją na tarasie i cieszą oko od prawie trzech lat – kosztowały jakieś dwieście złotych. Przyjechały z Holandii, w sklepie z używanymi meblami wyciągnęliśmy je z głębokiego magazynu… Więcej kosztowało nas obicie poduch niż one same… Wystarczyło trochę pracy przy czyszczeniu i są jak nowe. Fotel i krzesło na drugim tarasie – z jarmarku w Kiermusach. Krzesło w pracowni – podobnie. Dziesiątki drobiazgów i mebli – z odzysku lub w formie DIY!

Dawanie nowego życia starym meblom i urządzeniom jest bardzo fascynujące. W ogrodzie mamy dwa ogromne, wojskowe durszlaki. W armii służyły do odcedzania makaronu (albo do walki z czołgami, nie wiem), u nas pełnią rolę donic do pelargonii i werbeny. Kupione za dychę w Kiermusach.

EDIT ANI: Mówiłam Ci, że przepłaciliśmy! 🙂

Pochwała prostoty

Pochwała prostoty: huśtawka z charakterem

Huśtawka? W Leroy Merlin i Castoramie jest pełno huśtawek. Kosztują kilkaset złotych, mają metalowe stelaże i mocne, siatkowe siedziska z grubymi poduchami. Kusiło nas… Ale widzicie takie maszkarony na prawdziwej wsi? Nasi sąsiedzi powiedzieliby krótko: przecież to się po dwóch bujnięciach rozpadnie!

No i… mamy wielką, solidną, dębową huśtawę od stolarza, który robi je przy okazji swojej standardowej produkcji i sprzedaje za bezcen. Cztery stówki za kawał solidnej konstrukcji, która ma cudowną zaletę: SKRZYPI jak jasna cholera! I tak ma być! To jest wieś – usłyszałem od Sławka. O którym jeszcze za chwilę.

Ale pod dachem tarasu przy stodole zawisła rok temu jeszcze jedna huśtawka. Moja. Tymi (Szwarcenegera) rączkami wykonana. Prościuteńka – stara, oszlifowana deska plus kilka metrów liny plus godzina pracy – i bujamy. To był mój prezent dla Anuszki na imieniny. Do tej pory nic go nie przebiło! (Ale nie mówcie jej o prezencie tegorocznym: mam dla niej biały, bujany, wiklinowy fotel! Cicho-sza!)

Oto nasza najlepsza wiejska bujawka:

Pochwała prostoty-2

EDIT ANI: Czytałam! Fotel!!! 😘 😘😘Gdzie schowałeś? A co  do bujawki – znacie bujawki z oponą w roli głównej lub z kawałka deski na końcu liny, wkładanego pod tyłek między nogami? To jest dopiero jazda! Ale do tego potrzebna jest gruba gałąź na drzewie, a my nie mamy… To znaczy: drzewa są, ale odpowiedniej gałęzi brak. Szkoda. Bo opona jest 🙂

Takim samym prostym sposobem można wykonać ogrodowy stół ze starych desek. W sklepie żelaznym kupiliśmy żeliwne, solidne nogi i trochę śrub. Deski najpierw przetarłem szlifierką, potem wybrałem z nich stary, miękki miąższ (przy użyciu drucianej szczotki), później lekko wypolerowałem, żeby drzazgi nie wchodziły w zęby i przymocowałem do żeliwnej podstawy. Nie jest to mistrzostwo świata, ale – stoi. W naszej Ruinie robi za mebel podstawowy przy ognisku.

Pochwała prostoty-3

Bujaj się!

No i zydle, siedziska drewniane. Kiedy jeździliśmy z Anuszką na budowę, miejsca do posiedzenia lub zjedzenia śniadania nie było nigdzie. Siadaliśmy więc pod ścianą obory na kartonach, wyciągaliśmy nogi i… piliśmy kawę, jedliśmy, odpoczywaliśmy. Sławek, nasz sąsiad, murarz i dobry duch budowy Bocianki, nie mógł patrzeć jak się te miastowe męczą…

Pewnego dnia pojawiły się więc dwie solidne, dębowe ławy. Stanęły dokładnie w miejscu naszych ulubionych poddupnych kartonów – przy ścianie obory. Sławek po prostu… nie mógł patrzeć…

Były tak śliczne, że zamówiliśmy u niego dwa małe zydelki. Dokładnie takie, jakie wiejskie kobiety ustawiały sobie przy dojeniu krów.

Zrobił. W pół dnia. Każdy miał jedną nogę lekko krótszą… Ki czort! Niedowidzi ten Sławek?!

Dowidzi. Krótsza nóżka jest dla zabawy. Żeby się kobieta mogła bujać. Siedzi, doi (obmacywaliście kiedyś krowie wymiona?) i się gibie. Buja się, stuka. Rytm sobie może wystukać, poruszać się – na zydelku o równych nogach nic takiego nie zrobisz. A jak masz jedną krótszą, to i „Stairway To Heaven” Zeppelinów możesz sobie wystukać 🙂

Pochwała prostoty-4

Pochwała prostoty-5

Najpierw więc były dwa zydelki, potem dwa kolejne, potem następne – dla dzieci… Oczywiście, że można kupić stołeczki z IKEA – ale po co? A teraz pojawiły się dwa następne siedziska – tym razem już pełnowymiarowe, wysokie, do posiedzenia przy letnim stole…

Pochwała prostoty-6

Pochwała prostoty, czyli powrót do korzeni

Piszę o tym, ponieważ mam wrażenie, że dopiero na wsi zacząłem doceniać solidność i prostotę. Pragmatyzm naszych sąsiadów zabrania im kupowania rzeczy „jednorazowych”, chińskiej tandety. Kupują, owszem, elektronikę, narzędzia, ale wszystko co można wykonać własnoręcznie lub z pomocą sąsiada – powstaje właśnie w ten sposób. Może jest bardziej przaśne, może mniej uładzone, może z materiałów z odzysku (nic się nie marnuje!), ale jest. I służy przez lata.

Jeśli żyjesz we własnym rytmie, bujasz się nie po to, by ulecieć w Kosmos, lecz by mieć chwilę własnej nirwany, nie jest ci potrzebny wypasiony miejski mebel – wystarczy skrzypiąca huśtawa. Jeśli chcesz odpocząć, usiąść w głębokim, letnim fotelu, wystarczy staroć z przeszłością i duszą. Ciągle, gdy – tak jak teraz – siedzę w starym fotelu, piszę i piję wino, zastanawiam się: kto siedział tu przede mną? Ile pokoleń wstecz? Jacy ludzie, gdzie, w którym kraju? Młodzi czy starzy, pogodni czy stetryczali ramole?

Żeby się zmienić, najpierw musimy zauważać. Czuć.

Tak sobie myślę, chwaląc proste rozwiązania i ten stukot wiejskiego zydelka…

Jacek

POLECAMY RÓWNIEŻ:

Rzecz o wiejskim crossficie

Moda Za miastem

 

Brak Komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Poprzedni Przewodnik po ludziach: Pan Od Ziół
Następny Kobiety 40+ rządzą naszą wyobraźnią. Tekst sponsorowany. (Przez Anię.)

Poczytaj więcej

Ty piszesz, my odpowiadamy (2)

Jak suszyć zioła?

Deski do krojenia chleba. Czar prostej pracy.

Kania z podlaskiego dżdżu

Przegląd myśli podręcznych

Jak zadbać o ogród zimą? Sekrety zimowego ogrodu.

Grabiami mając zmęczone prawice… Zwierzenia osobiste.

Green Days. Ania z Cebulowego Wzgórza ma żal.

Mam zielone palce. A Ty jakie masz?

Prąd ze słońca. Sprawdzamy czy fotowoltaika się opłaca!

Piekło na różnych poziomach

Co na nas działa?

Ten wpis się dla Ciebie spodoba

Ptaszory, głupcze!

Pochwała prostoty, czyli jesteśmy samowystarczalni. Prawie.