fbpx
Archiwum

Uuuuch, to chyba jest materiał na dłuższą opowieść! I sama nie wiem, czy powinnam ją pisać – głównym bohaterem nie byłby Pan Z Kosą lecz pewna marka kosiarek-robotów i jej nierzetelność. Wspomnę o niej krótko, ponieważ w moim zamyśle dzisiejszy tekst ma tylko jeden temat – gorącą jesień z młodym, jesiennym facetem i jego męskim honorem.

Pleców nie czuję. A Anuszka kolan. Jakkolwiek dwuznacznie to brzmi – stan jest dokładnie taki, jak opisałem 🙂

Używam tu sobie, na prywatny rachunek, pojęcia bilans powietrzny. Ile razy mówisz: ja chcę na dwór? Ile czasu przebywasz na świeżym powietrzu?

Ależ ona ma moc, ta wiosna! No, prawie wiosna… Wystarczyły dwa dni na dobrym plusie i ze słońcem, a my już w siódmym niebie. Ponieważ weekend był zabójczo piękny i energetyczny, przyjmujemy za motyw przewodni rozpoczynającego się tygodnia hasło: Nieznośna lekkość ruchu.

Ambicją dzisiejszego wpisu z namiętnie clickbaitowym tytułem jest dotknięcie sensu życia z łopatą do odgarniania śniegu. Życzę powodzenia.

Zimowa depresja. Gwałcicielka nastrojów. Zabójczyni dobrego humoru. Złodziejka uśmiechów i witaminy D. Smętna, neurasteniczna pokraka obsiadająca wszystkie żywe organizmy od robotniczych dzielnic Śląska przez biurowce Warszawy aż po śpiące mazurskie wsie. Czy da się ją przegonić czymś więcej niż kieliszkiem porto? Da się! Wynurz się z domu!

Pół dnia grabiłam dziś liście, tworząc z nich jedenaście autonomicznych stert. Rąk nie czuję i dlatego proszę mnie nie denerwować pytaniami, czy grabienie liści ma jakiś głębszy sens? MA!!! I za chwilę to udowodnię.