fbpx
Zima na biegowkach

Zakładaj biegówki i hop na Podlasie!

Weź dwie smukłe łanie, przypnij im do nóg narty biegowe i otwórz bramę… Znikną aż do wieczora. Odwiedzą wszystkie okoliczne wsie i lasy, i wrócą z czerwonymi policzkami, krzycząc na powrocie – zajebiście było! Tak to działa.

Nigdy nie spoglądaliśmy na naszą okolicę pod tym kątem. Owszem, są tu pagórki, są leśne, rzadko zimą odśnieżane drogi, są łąki położone na łagodnych zboczach, ale żeby dostrzec w nich potencjał na biegówki? Narciarstwo u nas? Nigdy.

Biegówki, czyli uśmiech od ucha do ucha

Ada i Karolina miały szczęście. Otóż trafiły do nas w idealnej chwili, powitane brakiem prądu i wody, ale za to równo z pierwszym hurtowym wysypem śniegu. Mogły wpaść na kawę, nalewki, książki, gadanie i nicnierobienie, ale na przekór wszystkim zimom tego stulecia – wpadły do nas na narty.

Zabrały z sobą biegówki, upychając przy okazji wielką paczkę karmy dla ptaszorów (dziękujemy w imieniu sikor, gili, kwiczołów i sójek), nie miały jedynie pewności, czy będzie gdzie jeździć. My też, bo choć śnieg leży u nas prawie od miesiąca, to po pierwszych opadach i roztopach było go mniej, skurczył się i poszarzał. Ale poniedziałkowy wysyp zimy sprzed tygodnia rozwiał wszelkie wątpliwości – w styczniu i lutym śnieg na Podlasiu być musi!

I jest. I jeśli zobaczycie gdzieś w pobliżu Moszczony Pańskiej, Grabarki, Sokóli, Kajanki i Tołwina wąskie ślady nart, to znaczy, że one tu były! Dwie rącze łanie pomykające na biegówkach z uśmiechem od ucha do ucha, łapiące glebę na zjazdach, wiatr w płuca i zakwasy w mięśniach. Na biegówkach – pierwszy raz w życiu. Następczynie Justyny Kowalczyk i Marit Bjoergen. Nadzieje polskiego narciarstwa biegowego. Olimpijska przyszłość reprezentacji Polski w bieganiu artystycznym. Luxtorpedy ścigające się z zającami i pociągiem.

Biegówki, czyli wentylacja

To nic, że zbyt świeże buty zdarły Karolinie większą połowę palców u stóp: owinęła plastrami, dopełniła najmodniejszą warszawską onucą i jechała dalej. Codziennie. To nic, że Ada stoczyła ciężką wojnę ze śniegiem i lodem, przywożąc do domu najpiękniejsze zakwasy świata; nic to, ponieważ jednocześnie przywiozła kilka butelek piwa…

A wiecie, że piwo jest najlepsze na zakwasy? A piwo grzane, z miodem i goździkami, pite przy ognisku – szczególnie najlepsze?

Jazdą na biegówkach połączyły wszystkie formy fitness: aerobik, pilates, hi-lo combo, fat burning, step, dance aerobik, zumba, aqua fitness, ABT, TBC, crossfit, body pump, spinning, stretching i co tam jeszcze wymyślono. U nas na wsi mówi się na to: ćwiczenia mięśni dupnych, ale w cywilizacji nawymyślali tych nazw, żeby tylko maltretingowo dobrze się to sprzedawało. (Bo nie wiedzą, że takie same efekty można osiągnąć pieląc grządki i grabiąc liście…)

Tak czy siak, dziewczyny uległy mocnej wentylacji, robiąc codziennie co najmniej osiem kilometrów i zjadając wszystko, co wpadło pod widelec, bo łania po nartach głodna jest tak, że nawet seler naciowy zje i dynię, i jeszcze zwali wszystko na własną biologię – bo każda narciarka biegowa ma podobno dwa żołądki.

Narciarstwo na Podlasiu, czyli biznes

To ciekawe, teraz już piszę całkiem poważnie, że można tak spojrzeć na naszą krainę, w której mało kto dostrzega potencjał inny niż spokojność, przaśność, cichość i naturalność. Tu da się uprawiać sporty przez całą zimę – gdyby do jeżdżenia na nartach biegowych dołożyć rąbanie drewna, morsowanie w świeżym śniegu i zrzucanie go z konarów drzew w lesie oraz naprawianie sieci energetycznych na świeżym powietrzu, turystyka na Podlasiu kwitłaby przez cały rok! Do tego zajęcia crossfit w postaci odśnieżania całych odcinków dróg, przekopywanie się do zapomnianych przysiółków, budowa igloo i wyciąganie wody ze studni – i mamy sportowy komplet!

To nie żart, to pomysł na zimowy biznes dla lokalsów. To pomysł dla hoteli, które żyją wyłącznie z wesel i styp, bo w celach turystycznych rzadko kto do Koniecpolski przyjeżdża. Pomysł na zimową agroturystykę z wypożyczalnią nart biegowych i rakiet śnieżnych (i tylko czasem – śniegu), z grzańcami, ratrakami, skuterami śnieżnymi, z góralami, niedźwiedziami i oscypkami…

Stop! Zapędziłem się aż na Podhale, a my tu nie chcemy Podhala – chcemy świętego spokoju, z pojedynczymi łaniami na nartach i grzanym piwem przy ognisku, z dala od ludzi i hałasów cywilizacji.

Koniecznie!

Odkrycie, jakim są biegówki, to nowa regionalna nadzieja na przyszłość. Gdyby ją ucywilizować, pługi śnieżne jechałyby nie tylko po asfalcie, ale też po wyznaczonych trasach, żeby udostępnić je narciarzom. Samorządy postawiłyby kilka budek na odpoczynek i złapanie oddechu, przy nich szybko stanęłaby gromada food-trucków z vegeburgerami i – koniecznie – wypożyczalnie plastrów do stóp. I biznes by się kręcił, i pomysł na życie byłby jakiś, i Koniecpolski może wydałby się światu nie taki zadupiasty, jak się wydaje.

Co napisawszy postanowiłem założyć wysokie gumiaki i wyjść na śnieg. Biegówki ciągle są wizją przyszłości, a odśnieżyć siedlisko trzeba tu i teraz.

Chodź, Ania, idziemy na fitness, niechybnie brakuje tam nas…

Jacek

POLECAMY TAKŻE: Sceny z życia mrozu oraz Cztery pory roku: zima – start!

Podziel się:
Komentarz
  • Oj, już tęsknię za tymi waszymi fitnessami. Chcę do was. Weźcie mnie. Bo u mnie szaro, zimno, deszczowo, ponuro, nudno. Przynajmniej piszcie o tych pięknych atrakcjach i koniecznie dalej zamieszczajcie kolorowe bądź śnieżno – białe zdjęcia. Kocham Was ?.

    2 lutego 2021

Zostaw komentarz