fbpx
Archiwum

Zgarnia nagrodę za nagrodą. Bryluje na wielkich, światowych konkursach fotografii mobilnej. W osiem lat stała się niekwestionowaną gwiazdą w wielkiej rodzinie fotografów, którzy używają smartfonów zamiast tradycyjnych aparatów.

Dwa skaczące po trawie dudki, z zaciekawieniem przyglądające się okolicy, przypomniały nam, że minęło pięć lat od chwili odkrycia przez nas Bocianki.

Czego Wam życzyć? Nie umiem pisać życzeń – to Jacek został w 2005 roku Mistrzem Polski W Składaniu Życzeń Noworocznych. Cokolwiek napiszę, będzie trywialne. Wesołych Świąt? Pogody, miłości, radości, przyjemności, serdeczności i wszelkich takich -ości w dobrym wydaniu? Może być?

Szybko minęło! To już trzy lata – w moim przypadku – i trochę mniej w przypadku Ani. Tak długo żyjemy na wsi, z daleka od miejskiego zgiełku. Wsiowi ludzie jesteśmy. Dziś spojrzeliśmy na siebie przed wyjazdem na targ i pokiwaliśmy głowami ze zrozumieniem: to widać, słychać i czuć.

Złapała mnie, jędza. Sześćdziesiątka. (Przynajmniej ona tak sądzi.) Wczoraj posadziłem na tę intencję trzy dorodne sosenki, przekazując drzewkom część swojej postmłodzieńczej mocy pod postacią przekompostowanego obornika i kilku łopat próchnicznej ziemi. Mam nadzieję, że je przeżyję.

Dwanaście miesięcy temu opublikowaliśmy z Anią nasz pierwszy tekst na tym blogu. OK, jako pierwszy ukazał się mój tekst, pełen rozterek starzejącego się faceta, bardzo mocno z Anuszką przedyskutowany. Ania miała chyba większe opory, by zacząć…

Jeeeeny!!! Ale mam radochę! Lubicie cyranki z marmuladą? A kołdunki z bobra, o których pewien minister mówi, że wzmagają chuć? A może wątróbkę na prędce po strzelecku?

Robię coraz mniej zdjęć. Nareszcie! Zauważam ten fakt z dużą przyjemnością – nie dlatego, że skończyła mi się lista obiektów do fotografowania, przeciwnie. Odczuwam wielką frajdę w akcie przyglądania się światu na nowo. Samymi oczami.

Dość długo, przyznaję, nie mogłem oswoić się z myślą, że zostałem dziadkiem. To zjawisko – Pan Wnuk – budziło we mnie i radość, i lęk, i bunt jednocześnie: że oto właśnie, nieuchronnie, bezdyskusyjnie zaczęła się starość. Że nie ma zmiłuj, za chwilę nie będę dziadkiem lecz dziadem. Dziadzią. Bezzębnym staruchem.