Archiwum

Sławek zmarł. Ta wiadomość uderzyła nas dzisiaj z wielką siłą, wprawiając w zadumę, osłupienie i po stokroć, i po czasie, przypominając, że przecież trzeba się śpieszyć kochać ludzi, bo tak szybko odchodzą! I że nie wolno odkładać żadnych spotkań z nimi!

Siedem lat. Za chwilę minie siedem lat od dnia, w którym kupiliśmy Bociankę, podlaskie siedlisko ulokowane w ciszy pomiędzy lasami, polami i łąkami. Ta decyzja zmieniła wszystko w naszym życiu.

Pamiętacie odwiedziny Mikołajów, Gwiazdorów i innych Dziadków Mrozów w Waszych przedszkolach i szkołach? I jakie wspomnienia? Bo dla mnie to trauma…

Martwię się. Ania pognała autem do Warszawy, w porannej śnieżycy. I wraca w pośniegowej brei. Też się tak czasem martwicie o swoje lepsze połowy?

Coś niedobrego stało się z naszą miłością do fotografowania… Coś, czego nie rozumiem. Mam w kieszeniach dwa najlepsze smartfony świata i tak rzadko, jak teraz, nie wyjmowałem ich nigdy wcześniej.

Zgarnia nagrodę za nagrodą. Bryluje na wielkich, światowych konkursach fotografii mobilnej. W osiem lat stała się niekwestionowaną gwiazdą w wielkiej rodzinie fotografów, którzy używają smartfonów zamiast tradycyjnych aparatów.

Dwa skaczące po trawie dudki, z zaciekawieniem przyglądające się okolicy, przypomniały nam, że minęło pięć lat od chwili odkrycia przez nas Bocianki.

Czego Wam życzyć? Nie umiem pisać życzeń – to Jacek został w 2005 roku Mistrzem Polski W Składaniu Życzeń Noworocznych. Cokolwiek napiszę, będzie trywialne. Wesołych Świąt? Pogody, miłości, radości, przyjemności, serdeczności i wszelkich takich -ości w dobrym wydaniu? Może być?

Szybko minęło! To już trzy lata – w moim przypadku – i trochę mniej w przypadku Ani. Tak długo żyjemy na wsi, z daleka od miejskiego zgiełku. Wsiowi ludzie jesteśmy. Dziś spojrzeliśmy na siebie przed wyjazdem na targ i pokiwaliśmy głowami ze zrozumieniem: to widać, słychać i czuć.