Cherry bounce: nalewkowy flagowiec Pana Jacka


Kto ma ochotę na smakowitą i oryginalną nalewkę? Podpowiadam: zróbcie cherry bounce, korzystając z ostatnich tego lata wiśni.

Nie ukrywam, że zdradzę Wam własny, pilnie do tej pory strzeżony przepis. Choć powstał na podstawie internetowych poszukiwań, metodą prób i błędów przez pięć lat doszedłem do odpowiedniej proporcji składników, zwłaszcza w kwestii doboru alkoholu. Cherry bounce to bowiem nalewka na whisky, o wyjątkowym smaku.

Najpierw o owocach, Warto wypatrywać tzw. ostatnich wiśni, najmocniej dojrzałych. Odmian wiśni jest kilkadziesiąt, ale według mnie najlepiej nadaje się łutówka i wiśnia szklanka. Są mięsiste, mają dużo soku, lekko kwaskowaty smak, a pod koniec sezonu – wiele słodyczy. To ważne, ponieważ ich zadaniem jest zbalansowanie torfowo-bagiennej goryczy, jaką ma większość gatunków whisky.

Cherry bounce – jaką whisky wybrać?

Wiśniówka cherry bounce to nalewka bardzo popularna w Stanach Zjednoczonych XVIII i XIX wieku, a i dziś chętnie produkowana w wielu domach. Mój serdeczny przyjaciel z podstawówki, od lat z własną firmą budowaną w USA, uważa ją za najważniejszy domowy trunek. Do jej produkcji wykorzystuje się nie czysty spirytus lecz whiskey.

No właśnie: whisky czy whiskey? To zawsze trudne do określenia, choć jeśli sięgnąć do źródeł – banalnie proste. Amerykanie robili swoją whiskey na kukurydzy, Szkoci w oparciu o jęczmień. W Szkocji whisky to whisky, w Stanach whisky to whiskey (choć są też wyjątki nazewnicze). Może być „single malt” – z jednego rodzaju słodu, trzymana w jednej beczce – a może być „blended”, mieszana z wielu rodzajów whiskey. Bourbon to nazwa typowej amerykańskiej whiskey, która powstaje wyłącznie w oparciu o fermentację kukurydzy.

Ja zacząłem od mieszanek i to był błąd, który jednakowoż miał swoje praktyczne uzasadnienie. W domu stało kilkanaście butelek whisky i bourbona, nikt ich nie pił, sam nie należę do fanów tego rodzaju alkoholu, a butelki trafiły do nas i odstały (uwaga!) przez kilkanaście lat jako prezenty, którymi faceci z biznesu standardowo się wymieniali.

Wlałem więc do słoja kilka różnych rodzajów whisky, z przewagą Ballantines, Glen Silver i Johnny’ego Walkera Red Label. O pozostałych składnikach opowiem za chwilę, najpierw wrażenia: ta wiśniówka była najsłodsza, najspokojniejsza, wielu moim przyjaciołom smakowała najbardziej, ale… W porównaniu do innych, późniejszych, była najmniej charakterystyczna.

Później tworzyłem tę nalewkę w oparciu o mieszaninę Jim Beama i Wild Turkey – był to średnio udany mariaż, wyjątkowo dobra i wyjątkowo… droga była natomiast nalewka oparta o bourbona Maker’s Mark. Dziś robię cherry bounce wyłącznie w oparciu o Jacka Daniel’sa – whiskey z Tennessee.

Cherry bounce – jak to zrobić?

Potrzebujemy: 1 kg dojrzałych, soczystych wiśni, 1 l whisky i około 250 g cukru, choć lepsza jest szklanka akacjowego miodu. Miód z akacji nie wpływa na smak pozostałych ingrediencji, a to się liczy. Z takich proporcji powinniśmy otrzymać około 1,5 litra wybornego trunku.

Jako dodatków – choć ortodoksyjni wyznawcy cherry bounce są im przeciwni – używam cynamonu (1 laska, pokruszona), 5-7 goździków i laseczkę wanilii.

Wiśnie drylujemy. Pozostawione z pestkami oddadzą nalewce trochę kwasu pruskiego, a nie jest to dodatek atrakcyjny dla naszego zdrowia. Dla porządności – ugniatamy lekko wiśnie w słoju, dolewamy whiskey (lub whisky), uzupełniamy miodem, dodatkami i… pozostawiamy na trzy miesiące. Co pewien czas drewnianą łyżką mieszam ten nastaw, żeby krążeniem wymusić lepszą wymianę smaków pomiędzy składnikami. Później filtrujemy, przelewamy do butelek i…

I, kochani, miejcie w sobie cierpliwość!!! Ta nalewka naprawdę jej wymaga. Po trzech miesiącach jest wyśmienita, ale po następnych trzech – genialna, a po roku – zjawiskowa! Wiśnie idealnie komponują się z alkoholem, dodatki wzmacniają smak o ciekawą nutę, miód sprawia, że trunek bardziej przypomina likier niż mocną whisky, a Jack Daniel’s w tej w postaci, to po prostu sam miód i czysta wiśnia 🙂

To znakomita nalewka na grudniowe święta i smutne zimowe wieczory, niesamowita po zmrożeniu i pita letnią porą… Odkryjcie uroki cherry bounce i wierzcie mi Panie, Panowie: każda teściowa Was ozłoci!

Jacek

WARTO PRZECZYTAĆ: Absynt – kto jeszcze pamięta jego smak?

Brak Komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Poprzedni Szczytowanie w spiżarni. Bardzo namiętny, letni tekst
Następny Sangha. Leśny Festiwal Hipokrytów uważam za zaorany

Poczytaj więcej

Wiejski CrossFit, czyli ćwiczenia na okrągło

Moda Za Miastem: co dziś nosi strach na wróble?

Rośliny nas ocalą. I zniszczą koncerny farmaceutyczne.

Zrób wewnętrzny raban. Nie gromadź stereotypów.

Pochwała prostoty, czyli jesteśmy samowystarczalni. Prawie.

Zasada równowagi, czyli nie rób kwasów, kochanie

Minimalizm. Dalibyście radę?

Moda Za Miastem, czyli o tym jak Ania została szafiarką

Sangha. Leśny Festiwal Hipokrytów uważam za zaorany

Fioletowe ziemniaki, czyli dieta cud

Nalewunia z młodych pędów sosny? Robi się!

Niebo w wielkim mieście

Księga nalewek, czyli przeprosiny z dziką różą

Ogrodowy rozdrabniacz do gałęzi… Kupić?

Polskie globalne ocipienie. Rzecz o zacofaniu.