Dziewczynka z książeczkami, czyli Ania wspomina lektury młodości


dziewczynka z książeczkami

Wiecie, co nas z Jackiem różni? On jest słowno-muzyczny, ja obrazkowo-muzyczna. On czyta, ja oglądam. Jacek myśli słowami, ja obrazami. I pewnie, gdybym miała przytoczyć listę filmów z mojej  młodości, byłoby mi znacznie łatwiej – przed oczami przesuwa mi się masa wspomnień filmowych. Podobnie jest z muzyką. Ale książki?

OK, Jacek już zaprezentował swoją listę, czyli zestaw powieści i reportaży, które przeorały jego mózg. Ja dzisiaj, z okazji mijającego Światowego Dnia Książki, przedstawiam swoją. Z zastrzeżeniem: nie przeorały mi mózgu 😉 Po prostu zrobiły na mnie dobre wrażenie, zostały w pamięci na zawsze, trochę mnie ukształtowały, choć inaczej niż filmy i obrazy. Albo po prostu były na tyle dobre, że je z radością pochłonęłam i tę radość pamiętam do dzisiaj. Rozbudziły moją wyobraźnię i pokazały mi, które klimaty potrafią mnie unosić, a które wprost podcinają mi skrzydła.

Moja Mama-nauczycielka bardzo by się zdziwiła… ;-

Denis Diderot „Zakonnica”

Otwierałam szeroko, baaaardzo szeroko oczy, czytając historię Zuzanny, młodej mniszki bez woli życia w stroju zakonnym. Zaczytywałam się w tej powieści pod koniec szkoły podstawowej, ukazała mi coś, o czym wcześniej nie miałam pojęcia – że istnieje miłość lesbijska. Czytana w ukryciu, w domu z dwoma programami telewizji, bez Internetu, pod czułą opieką kochających rodziców.

Nie miałam takich przykładów we własnym środowisku, wszystko o czym pisał Diderot było dla mnie nowe, odkrywcze, szalone. I odważne, nie tylko w kontekście jego czasów, ale i moich, XX-wiecznych. Dziś „Zakonnica” byłaby jedną z wielu pozycji na rynku, pewnie za mało bezpruderyjną, zachowawczą, ale jak pomyśleć o szoku, który musiała wywołać w XVIII wieku. A swoją drogą: ciekawe, jak przyjęłabym ją dzisiaj…

Andersen „Baśnie”

No, musiałam… Nie mam prawa zapomnieć, nie wolno mi powiedzieć, że to było nic – bo w latach mojej młodości „Królowa Śniegu”, „Calineczka” czy „Dziewczynka z zapałkami” to było WSZYSTKO! Cały mój świat! Wszystkie bajki pamiętam, wracałam do nich wielokrotnie (każda mama musi przez nie przejść, prawda?), ale do tej pory mogłabym wymieniać kolejne tytuły z pamięci: „Dzielny ołowiany żołnierz”, „Słowik”, „Świniopas”, „Mała syrenka”, Latający kufer”, „Brzydkie kaczątko”, „Pasterka i kominiarczyk” czy „Księżniczka na ziarnku grochu”.

Hans Christian opanował moją wyobraźnię na wiele lat. Do tej pory wszystkie moje „dorosłe” choinki stroję postaciami z jego bajek. A kiedy widzę je w telewizji, rzucam wszystko. (Bo ja to pani filmowo-muzyczna jestem, ostrzegałam.)

Bolesław Prus „Faraon”

Nie chcę ściemniać, że przejmowały mnie społeczne podziały ujawnione w tej powieści lub że walka klas i mentalności zrobiła na mnie piorunujące wrażenie. Nie. Po „Faraonie” zaczęłam marzyć o dalekich podróżach. O północnej Afryce, o klimacie Egiptu, pustyni. Poruszyły mnie przede wszystkim opisy egzotycznego kraju – chciałam tam być! Zobaczyć! Dotknąć!

Życie na szczytach władzy było równie ekscytujące, jak wyobrażenie opalonych ciał Egipcjan czy wielkości piramid. To mnie fascynowało, nakręcało. Czytałam z zapartym tchem, a później był film… Echhh… On tylko wzmocnił przekaz! Jerzy Zelnik w roli Ramzesa XIII… Któraż z nas się w nim nie podkochiwała?

Wojciech Żukrowski „Kamienne tablice”

Wymieniam tę książkę jednym tchem po „Faraonie”, ponieważ Żukrowski i jego Indie wzmocniły jedynie moje marzenia o odległych podróżach. Namiętność, pułapki zdrad i zazdrości, intrygi, żądze, morderstwo – wszystko pochłaniałam z wielkimi oczami, ale te Indie… Ten klimat, żar, nastrój…

Zostały mi na lata, podobnie jak jedna natrętna myśl: zrobić takie same sandałki! Były w książce Żukrowskiego niewiele znaczącym epizodem, zwykłe hinduskie butki dla dziewczyny, z rzemieniami… Baaaardzo długo poszukiwałem sposobu i materiałów, w pustostanie komuny nic nie było łatwe, ale wreszcie spróbowałam sama je zrobić! Bajkowe!

Astrid Lindgren „Dzieci z Bullerbyn”

Nie do zapomnienia. Pierwsze ezgotyczne obrazki, które pozostały w mojej głowie, to właśnie sceny ze świata Lisy, Lassego i Bossego, i jego kury, Albertyny. Kto się przyzna, że czytał tylko raz? Bo tę książkę można czytać w kółko. I chociaż zimy w moim dzieciństwie na Warmii i Mazurach bywały prawie tak samo srogie i śnieżne jak w Szwecji, to jednak klimat, w który wprowadzała mnie Astrid, był zupełnie odmienny od tego, w jakim żyłam. Chciałam wtedy mieszkać z Lisą i przeżywać to samo, co dzieciaki z Bullerbyn.

Zbigniew Nienacki „Raz w roku w Skiroławkach”

To nie jest literatura wysokich lotów, wiem, ale… Postaci, zachowania, język i zjawiska są żywcem wyjęte ze środowiska, w którym dorastałam. Jako dziecko i nastolatka mieszkałam w niewielkiej miejscowości graniczącej – uwaga – z Wojewódzkim Ośrodkiem Postępu Rolniczego. Zarządzającą państwową posiadłością była lokalna elyta, zwykli ludzie żyli, kochali się i pracowali z własnym Kłobukiem w tle.

I ja tych ludzi, ten klimat, dialogi, mentalność – wszystko to znalazłam u Nienackiego! Jakby pisząc, mieszkał tuż obok mnie. Czytałam „Skiroławki” niemal jak powieść z kluczem, odnajdując większość opisywanych postaci we własnym środowisku. Dla innych może ta książka nie była zrozumiała, dla mnie była opisem części świata, którego doświadczałam „za płotem”.

Michalina Wisłocka „Sztuka kochania”

Nie tylko Jacek skrupulatnie studiował kolejne stronice i nie tylko on próbował ustawiać się tak, jak postaci na rysunkach w tej książce… Kupiłam swój egzemplarz (tłoczony na powielaczu) na bazarze Różyckiego w Warszawie, podczas wakacji u cioci Jadzi. I zniknęłam na długie chwile, z wypiekami na twarzy, choć nie byłam już dzieckiem ani pensjonarką z dobrego domu.

Umówmy się: ta książka zmieniła nasze pokolenie. Otworzyła nam oczy, pokazała świat, który traktowałyśmy albo przedmiotowo, ale nie wiedziałyśmy o nim nic. Nagle się okazało, że o seksie można mówić normalnym językiem, że nie ma tematów tabu, że wszystkie nazwy i techniki mogą być dostępne – i nie są czymś grzesznym. Przy dzisiejszym dostępie do literatury i filmów porno, Wisłocka jest cudowną, staroświecką staruszką, ale jeśli wspomni się tamte lata, nasz poziom seksualnej edukacji, nasz zaścianek mentalny… Cenię tę babkę! No i film o niej 😉

Victor Hugo „Nędznicy”

Tu jesteśmy z Jackiem zgodni, choć on widzi w „Nędznikach” reportaż, a ja fascynującą historię z okrutnego świata. Ale choć wydawała mi się okrutna, nie mogłam przestać czytać. A kiedy już skończyłam, doszłam do wniosku, że nie są to emocje dla mnie. Za mocno pozostają w oczach, zapadają w pamięć. Niedobre emocje, którymi wypełniona jest ta książka, popchnęły mnie w stronę innego świata. Nie śmiejcie się – to ucieczka w świat Ani z Zielonego Wzgórza. To mój świat! Jego kolory, dobroć, która zawsze zwycięża, jego pastelowe nastroje. I znów: uwielbiam filmową wersję bardziej niż książkę. Nic na to nie poradzę.

Borys Pasternak „Doktor Żywago”

Piękna ta Rosja, taka straszna. Piękna ta miłość, taka z bólem piekącym do żywego, ale czysta. Tak pokazana kraina i okoliczności przyrody budziły mój zachwyt, ale emocje – bliskie „Nędznikom” – były i są trochę ponad moje siły. Nie lubię swojego stanu po takich obrazach w głowie. Moja wyobraźnia + moja empatia + moja wrażliwość wielokrotnie mówiły podczas tej lektury: Uciekaj!!!

Nie pamiętałabym pewnie o tej powieści (pamięć łatwiej wypiera złe emocje), gdyby nie wersja filmowa, którą z ciekawości obejrzałam po latach. No i… Oglądam od tamtej chwili raz do roku, cudo! Ileż to roków już było, Jurij? Ileż to razy wzruszałam się i wzdychałam? OK, film to film, książka to książka, ale nie byłoby tego wspaniałego filmu bez powieści Pasternaka. I dlatego trafia na listę.

George Orwell „Folwark zwierzęcy” i „1984”

Książki, które otwierają oczy. Nie tracą na aktualności, prawda? Do cytowania i wspominania. Zostały we mnie mocno, czytane w dorosłej świadomości. Nie zmieniły mojego świata, ale pokazały jaki on może być, gdy pękają wszelkie mechanizmy, gdy dochodzi do władzy totalitaryzm, gdy władza dobiera się nam do tyłków…

Taki to był mój światek książek z młodości. Myślałam, że będzie bardziej dziewczęcy, naiwny, ale jak patrzę na zestawienie – jest mieszanką realizmu z baśniowością. Jest trochę inny  niż świat książek Jacka, to prawda, ale widzę w nim wiele cech wspólnych. Książki nas kształtują – tak powinnam teraz napisać. Ale dodałabym prędziutko: filmy również! I często dużo mocniej!

Ania

PS. Największy problem, oboje, mielibyśmy z wyborem zestawu muzycznego… Dramat. Nie wiem, czy zmieściłabym się w setce najpiękniejszych utworów. A Ty?

POLECAMY RÓWNIEŻ: Cisza i spokój. Prawda o życiu daleko od miasta.

Foto. Mystic Art Design z Pixabay 

1 komentarz

  1. małgorzata
    24 kwietnia 2019
    Odpowiedz

    Wspomnienie Dzieci z Bullerbyn zawsze wywołuje uśmiech na mojej twarzy,a Kaj i Gerda to ulubieni bohaterowie dzieciństwa?warto czytać dzieciom książki kochani rodzice.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Poprzedni Mit motywacji. Nawet nie wiesz, ile możesz osiągnąć.
Następny Śpiewający sex czy proste dźwięki ciszy?

Poczytaj więcej

Mam zielone palce. A Ty jakie masz?

Tarnina. Jaśnie Pani Tarka lub Ciarka.

Cherry bounce: nalewkowy flagowiec Pana Jacka

Samotność na wsi, czyli masturdating z konieczności

Czytając Vincenta Severskiego

Moda Za Miastem: co dziś nosi strach na wróble?

Bądź ekomaniakiem. Buduj oczyszczalnię! (2)

Popracuj w drewnie. To działa!

Fotografie czy wspomnienia? Wybór należy do siebie.

Pochwała prostoty, czyli jesteśmy samowystarczalni. Prawie.

Zawieje i zamiecie, czyli historia tubki z klejem

Ten wpis się dla Ciebie spodoba

Przeklęty żywioł uderza w nocy

Co na nas działa?

O wyższości świąt Wielkanocy nad świętami Bożego Narodzenia