Choinka ubrana, śniegu po pas, znaczy: idą święta!


Ha! Chcielibyśmy… Wprawdzie choinka już stoi, ale bzy na zewnątrz zaczynają wypuszczać pąki. Marzyło nam się poprosić Jańcia Wodnika sąsiada ze wsi, którego uhonorowaliśmy takim kryptonimem, żeby zrobił nam kulig w drugi dzień świąt, ale raczej się to nie uda. Śnieg zastąpiła mgła.

Idą święta. Pokażę wnukowi stare fotografie, żeby zrozumiał czym jest prawdziwa zima. Dzieci ją trochę znają, my z Anuszką ciągle mamy w pamięci zimę stulecia, więc nam śnieg niestraszny.

Ale te małolaty, które śmigają dziś do przedszkola lub żłobka w głębokich i wygodnych wózkach, czy one już nie zaznają frajdy bycia ciąganym na sankach przez ojca? Nie będą już szukały górek, żeby pozjeżdżać? Pojadą posmakować śnieg w Alpach lub Himalajach? Na czym zrobią orła? A z czego bałwana? A co to w ogóle jest bałwan?

Psioczę może niesłusznie, bo dzisiaj był piękny wiosenny dzień. Ucięliśmy gałązki sosny do wazonów – Ania tworzy kompozycje sosen i goździków – kto lubi goździki? – bo my bardzo – i może w ten sposób, poprzez zapach, stworzymy aurę…

Idą święta na opak?

Próbujemy ogarnąć sytuację. Na Facebooku Sylwia Majcher, autorka książki „Wykorzystuję, nie marnuję” o 52 wyzwaniach zero waste, przytomnie ostrzega przed marnowaniem świąt:

Czy jesteśmy zero waste? Nie wiem. Robimy zapasy – po to, by je jeść i zjeść w całości do wiosny. W nocy śpimy, ale bez przesady.  Wystarcza nam dnia na gotowanie, bo jest niemożebnie długi. Prezenty ograniczamy, ale nie agresywnie – w końcu to ciągle jedna z nielicznych okazji, by sprawić najbliższym przyjemność, dużo zaplanowanej przyjemności! Okien nie myjemy w grudniu, lecz w październiku. Do kina mamy za daleko. Stresów unikamy. Odpoczniemy na emeryturze.

Zrobiliśmy przedświąteczny remanent. Co jest, czego jeszcze brakuje? Kwas buraczany do barszczu zrobiony – ale w tym roku buraki wszędzie jakieś liche, mało ekspresyjne. Kapusta kiszona stoi w ziemiance od października. Ma taki smak, że aż nieprzyzwoicie o nim mówić. Będzie idealna z cieciorką, która już się moczy! Choinka stoi, iluminacja jest, warzywa czekają, pierniki zrobiła Jagoda, owsiane ciasteczka Ania.

Czy w Waszych domach głowa rodziny też planuje święta z kartką? Ma wszystko rozpisane, zanotowane, wypunktowane i odhaczone? Bo nasza głowa tak ma. I za tą ją podziwiam.

I powinienem jeszcze zapytać o bigos. Robicie go przed świętami czy po? U nas czeka gotowy w słoikach od listopada. Zrobiliśmy go po mojemu, czyli z dużą ilością wędzonego wszystkiego. Pojawi się drugiego dnia świąt. Według planu 😉

Mój przepis na bigos

Nie żebym chciał ścigać się z Anią, ale są rzeczy, które w kuchni uwielbiam robić i w których jestem dobry. Czyli tak: jabłka w cieście, fasolka po bretońsku, kanapki i właśnie bigos. Że mało? Zrobię też kotlety (ale mięsa prawie nie jemy), zrobię jajecznicę, zalewajkę, pomidorową, rosół, no co? Potrafię. I parzę świetne herbaty ziołowe!

Wracając do bigosu. Idą święta, bigos być musi. Mój bigos to 3/4 kapusty kiszonej i 1/4 kapusty białej, niekiszonej. Surową kapuchę poszatkować, wiadomo. Dodać sól, kminek, cebulę, trochę jabłka – i zostawić na dwie godziny. Niech zmięknie. Powinno się wycisnąć z niej sok, ale zwykle tego nie robimy.

Kiszona kapusta to osnowa bigosu. Nie kupujcie takiej, która z daleka wygląda na zakwaszoną octem: jest mocno kwaśna, ale i sinobiała jednocześnie. Ocet nie robi dobrze kapuście, małe cwaniaczki przyśpieszają w ten sposób proces kwaszenia, a nie o to chodzi. Kapucha do bigosu musi pachnieć jak kapucha! I mieć żółtawy kolor. My kisimy ją sami, więc ma obowiązek smakować jak delicje.

Mięso? Jeśli go używacie, trzeba ugotować lub podsmażyć. Niektórzy dodają świąteczne resztki, skrawki pieczeni, szynki, wędliny, które zostały ze świątecznych śniadań – można. Ale ponieważ my robimy bigos przed świętami, wędliny i mięso kupujemy specjalnie do niego. Trochę od łopatki, trochę boczku, trochę dobrze uwędzonej wędliny. Trochę, czyli dużo. Lubię, kiedy bigos jest „na bogato”.

Boczek i wędliny obsmażamy, a na wytopionym tłuszczu szklimy cebulę. Brrr, nie jestem fanem zeszklonej cebuli, ale Ania używa dwie cebule na kilogram bigosu.

EDIT ANI: Jak można nie lubić podsmażanej cebulki? Jacek zeskrobuje ją nawet z wątróbki! Profanacja!

Po wrzuceniu podsmażonego i drobno pokrojonego mięsa i wędlin, dodajemy śliwki i grzyby. Gotujemy na wolnym ogniu. Drugiego dnia wrzucamy jałowiec, ziele angielskie i liść laurowy, dodajemy przecier pomidorowy i zalewamy całość szklanicą czerwonego wina. I wolniuteńko gotujemy przez cały dzień… Banały piszę, wiem, ale w życiu prostego mężczyzny każdy bigos, to WYDARZENIE.

Świąteczny plan

Czytałem, bodaj u Magdy Gessler, że w wersji wege można zamiast mięsa zastosować sos sojowy i wędzoną paprykę… No… pewnie tak… Nie wiem… Bo jeśli chcemy zjeść kapustę z sosem, to spoko, ale jeżeli chcemy posmakować bigosu, to – kurczę blade – jak inaczej, jeśli nie z mięsiwem?!

Mój bigos najbardziej lubię w jego wstępnej fazie, kiedy dadzą się wyodrębnić wszystkie frakcje, a kapusta nie jest jeszcze mazią. To esencja bigosu! Po drugim dniu gotowania!

Nie oszukujmy się jednak: kuchenny chojrak to ja nie jestem, przechwalam się. Bigos robiliśmy wspólnie z Anielicą. Wspólnie będziemy robili rybę w warzywach, choć Ania woli warzywami obłożyć rybę, a ja wolę ją pokruszyć i zmieszać. Ania zrobi śledzie w kilku smakach, a cała nasza reszta – sałatkę warzywną. Nie rozumiem tego polskiego uporu na sałatki warzywne: dlaczego muszą być?

Karpia nie będzie. Ale kapusta z cieciorką już tak. Będą pierniki od dziewczyn i owsiane ciasteczka, i ciasto marchewkowe, i makowiec. I pierogi od Pani Oli, no bo skąd? Nikt nie robi lepszych! (A słyszałem, Pani Olu, że w tym roku przerobi Pani półtorej tony kapusty do uszek! O matko!) Plus kompot z suszu. Obowiązkowy barszczyk. I tłuczone ziemniaki – w domu rodzinnym Ani ziemniaki były podczas każdej Wigilii, a w moim właśnie nie, wydawały się takie „nieświąteczne”.

I wiecie co? Podczas Świąt poczęstujemy naszych gości kanią! Pisaliśmy o kaniach, że wysypały w ogródku, a my w desperacji, nie chcąc, by się zmarnowały, obsmażyliśmy je w mące i przyprawach – i zamroziliśmy. I są rewelacyjne!

Idą święta i fajnie, że właśnie tak kończy się stary rok. Że jesteśmy tu i teraz, wśród nocnej ciszy.

Jacek

POLECAMY RÓWNIEŻ: Sceny z życia w upałach (dla odmiany)

 

Brak Komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Poprzedni W tym sezonie stawiamy na duchy
Następny Życzę Wam na te Święta...

Poczytaj więcej

Zasada równowagi, czyli nie rób kwasów, kochanie

Fotowoltaika. Jak się przygotować? Jak dostać dotację? (3)

3 lata z dala od miasta…

Narzędzia do domowego warsztatu

Ile kosztuje życie na wsi? Jesień 2019.

Dwoje na ławeczce. Medytacje w stylu joga-country

Nocne refleksje o partnerskiej dojrzałości

Kaflove (3)

Wiejski CrossFit, czyli ćwiczenia na okrągło

Kiedy powiesz sobie dość! Co na to endorfiny?

Hortiterapia i ja, starzejąca się wszerz

Piekło na różnych poziomach

Przewodnik po ludziach: Pan Od Ziół

Burza w głowie. Masz czasem takie dni?

20 rad na bezsenność. Możesz już ziewać.