fbpx
Nalewka na owocach derenia

Dereniówka. Królowa polskich nalewek

Owoce derenia zbieramy na przełomie sierpnia i września. Są smaczne, ale w proporcji do miąższu mają zbyt dużą pestkę, nie nadają się więc zbyt mocno na przetwory. Ale dereniówka?! Palce lizać!

To jest jedna z tych nalewek, do których mam ogromną słabość. Prosta, mało zobowiązująca, ale w finalnym stanie – rewelacyjna. Dereniówka to królowa polskich nalewek, bijąca się o to miano z wiśniówką i pigwówką. Ale według mnie – to zdecydowany lider.

Ma wyrazisty, słodko-cierpki smak, który można wspaniale podkręcić kilkoma dodatkami. Jest nalewką z wielowiekową tradycją: podawano ją na szlacheckich dworach i w pałacach, nie gardzono nią w trakcie polowań. Ma wiele właściwości – jest pomocna w przeziębieniach i w grypie. Owoce derenia zawierają mnóstwo antyoksydantów i witaminy C.

Dereniówka: prosty przepis

Moją dereniówkę przygotowuję od kilku lat w niezmienionej recepturze. Zgodnie z naszym pomysłem na nalewki – mniej liczy się siła alkoholu, bardziej zawartość owoców. A zatem używam do jej przygotowania dużo więcej owoców derenia niż nakazywałyby przepisy naszych dziadków. To pozwala wyciągnąć z derenia maksimum jego właściwości. Jeśli coś zdarza mi się modyfikować, to jest to głównie lista dodatków.

W tym roku przepis był następujący. Kupiliśmy z Anią 2 kilogramy owoców derenia. Najlepsze są te mocno dojrzałe – jeśli macie własne krzewy, warto poczekać do momentu, w którym same zaczną spadać. Dereń na naszym ryneczku tani nie był: 20 złotych za kilogram. O 25 procent droższy niż rok temu.

Do tego potrzebne nam były: dwie półlitrówki spirytusu nalewkowego (65 proc.), dwie gwiazdki anyżu gwiazdkowego, łyżeczka wanilii mielonej (nie mieliśmy w lasce, a taka jest najlepsza – wtedy potrzebna jest jedna laska), 8-10 goździków i pokruszona laska cynamonu.

Umyte owoce wsypujemy do dużego słoja, zalewamy spirytusem i odstawiamy na 5-6 tygodni. W starych przepisach zaleca się jeszcze, by je nakłuć, ale… kto ma dzisiaj tyle cierpliwości? Użyłem więc tłuczka, zgniatając je delikatnie po włożeniu do słoja. Puściły piękny, czerwony sok i…

Na razie tyle 🙂

Co kilka dni warto potrząsnąć słojem. Po upływie wskazanego wyżej terminu zlewamy alkohol (przez gęste sito) do osobnego słoja/butelki, a pozostałe owoce zasypujemy cukrem. Powinno wystarczyć około 0,8 kg cukru trzcinowego. Tak mówi przepis. Ale my cukru raczej nie używamy, więc wlewamy do owoców szklankę miodu wielokwiatowego. Można wlać nieco lub więcej, jeśli chcecie, by nalewka miała słodszy smak. Zresztą, dosłodzić można ją w każdej chwili tego procesu.

Cukier lub miód w piękny sposób wyciągają z owoców resztkę ich właściwości. Po około dwóch tygodniach powstały syrop łączymy z odstawionym wcześniej nalewem spirytusowym. I tu uwaga: w ten sposób powstanie dość mocna nalewka. Można ją „zmiękczyć” dodając 0,5-1 litr wódki żytniej.

Połączony zestaw trzeba jeszcze potrzymać we wspólnym słoju przez około 7 dni, a następnie przefiltrować nalewkę i rozlać do docelowych butelek. Najlepiej klaruje się nalewki używając filtrów do kawy; to niezawodny sposób.

Najgorsze dopiero przed nami… Taką nalewkę powinno się odstawić na co najmniej pół roku, a najlepiej na rok lub dłużej. Dopiero wtedy – wierzcie mi – fuzja smaków daje ostateczny, wspaniały efekt. Dereniówka najlepsza jest po roku-dwóch od przyrządzenia.

Nalewki przechowujemy w chłodnym i zacienionym miejscu. Czasami zdarzało mi się zignorować te zalecenia i wtedy np. dereniówka traciła swój pyszny, ciemnoczerwony kolor, przechodząc w brąz. Właściwości ma te same, ale kolorystycznie wygląda gorzej. A ponieważ królowa powinna błyszczeć, trzeba ją trzymać z dala od słońca. Lub w ciemnej butli.

Smacznego nalewkowania! Polecam tę nalewkę, bo dereniówka robi naprawdę doskonałe wrażenie. Na panach i paniach. Na paniach – przede wszystkim. Anuszka, nie używająca alkoholu, jeśli na coś się czasem skusi, to właśnie na dereniówkę lub głogówkę. I ma rację, bo to samo zdrowie!

Jacek

POLECAMY TAKŻE: Skrzyp – idealny sojusznik!, a także Jaśnie pani Tarnina

 

Podziel się:
Brak komentarzy

Zostaw komentarz