Jarmark Kiermusy. Barachołka i tandeta.


Jarmark Kiermusy. Barachołka i tandeta

Jest takie ludowe przysłowie: bloger strzela, Pan Bóg kule nosi. Całkiem niedawno pisaliśmy, że nie biorą nas żadne choróbska, a tu masz: dwa dni w piekle kataru i zatok!

Żeby dopełnić formalności: katar przywlekliśmy z Warszawy. Wystarczył jeden dzień w korporacyjnej klimatyzacji i w warszawskim smogu,  i już. Najpierw padła Ania, potem ja. Ona potrzebowała dwóch dni, żeby dojść do siebie (ma metodę, którą nazywa płukaniem mózgu – hardcore, ale skuteczny), ja umierałem od czwartku do niedzielnego poranka. Co postawiło mnie na nogi? Barachołka i tandeta,a konkretnie na przykład to:

Perspektywa wyjazdu na jarmark w Kiermusach była silniejsza od kataru, zatok i bólu głowy!

Jedziemy!


Jarmark Kiermusy to miejsce osobliwe, chyba największy cykliczny targ staroci w Polsce, rozłożony na Czarciej Polanie, a ściślej na kilku śródleśnych polanach i drogach pięć kilometrów za Tykocinem. Imponujący zwłaszcza latem, gdy zjeżdżają nań tłumy z centralnej i wschodniej Polski (widok samochodów z warszawską rejestracją to norma, choć oczywiście rządzi Białystok, Olsztyn i Lublin), a wcale nierzadko można tu spotkać turystów ze Skandynawii i Niemiec, zawsze zaś handlarzy z Białorusi.

Od grudnia do marca warto do Kiermus  wyskakiwać, bo to jest ten czas, kiedy jarmark wypełniają głównie prawdziwi entuzjaści staroci i koneserzy piękna. Od wiosny do jesieni trwa tam festiwal chińszczyzny  – jeżdżę tam od trzech lat i od trzech lat dostrzegam, że kiermuski jarmark traci swój klimat, powoli ustępując tandecie, podróbkom i plastikowi.


Ciągle na szczęście króluje (piszę to z radością) barachołka, czyli wielki zestaw urządzeń, sprzętów i mechanizmów używanych, zużytych, czasami bezwartościowych lub mających wyłącznie wartość sentymentalną. I to jest super.


Ale kiedy tylko ruszy wiosna, do Kiermus przyjadą dostawczaki z chińskimi gumiakami, pościelą z kory, majtkami, flanelami i szczekającymi pieskami (pieski szczekają od Zakopanego po Ustkę), pojawią się oscypki z Podlasia (niemożliwe? możliwe!), cudowne tarki, które starkują każdą marchew, wywalą się na stoły ceraty, buty, wędki, lornetki i cały ten chłam, który szuka handlowej szansy dla siebie na wszystkich targowiskach Polski. To nie jest całkiem złe, ale – kompletnie  zaburza ideę kultowego pchlego targu. Jarmarku staroci.

Targi organizowane są w każdą pierwszą niedzielę miesiąca, a jeśli chcesz znaleźć coś naprawdę interesującego, zajrzyj do Kiermus wczesnym rankiem. Po pierwsze: łatwo znaleźć miejsce do zaparkowania, po drugie około 8-9 nie ma jeszcze dzikich tłumów, po trzecie wybór wtedy jest największy, a sprzedający mają jeszcze ochotę do rozmów i targowania.

Jarmark Kiermusy. Tu jest wszystko!


W Kiermusach kupiliśmy dotychczas wiele rzeczy do naszego domu i ogrodu. Są przydatne lub po prostu służą jako ozdoba. Stare beczki, masielnice, kopańki (służące kiedyś do przechowywania solonego mięsa lub np. zagniatania ciast). Oprócz tego metalowe misy, w których stoją kwiaty, kanki na mleko, które zawisły na płocie i „robią klimat”, naczynia. I wreszcie stare noże, kielichy i… medyczne nożyczki z wojskowego demobilu, których jakości nie dorówna nic współczesnego. Ania kupiła w Kiermusach spory zapas lnianych ścierek i worków, dłuta rzeźbiarskie, kilka zrobionych na szydełku obrusów. Ja z kolei kupiłem na jarmarku butelki i karafki do nalewek, żeliwne okucia, kilka płyt gramofonowych.


Zawsze przywozimy z Kiermus miód z pasieki Mistrza Alberta Oleńskiego z Moniek – którego nazwaliśmy Dziadkiem Miodem. To chyba najstarszy sprzedawca na jarmarku, któremu towarzyszy jego wnuczka Diana, przejmująca schedę po dziadku.  

Kupujemy też w Kiermusach korycińskie sery, wileński kwas chlebowy, podpłomyki, chleb z Litwy, czasem wędliny.

Wyroby z Podlasia

Lubię tam wyjeżdżać, choć z miesiąca na miesiąc coraz mniej z Kiermus przywożę. Wczoraj kupiliśmy za 30 złotych wielkie, ogromne durszlaki, które od wiosny pełnić będą rolę donic w naszym kwiatowym oczku. Do tego (za 25 zł) dwie stare łopaty chlebowe – zawisną na drewutni i stodole – dziurawy metalowy dzbanek (też do kwiatów) oraz… sierp. Po co nam sierp? Jeszcze nie wiem, ale warto mieć 😉 

Ania z durszlakiem 🙂
Koneweczka 😉
Kopańki
Strzelba, która trąbi 🙂

Gdzie jest więzienie dla żubrów? 

Jarmark ulokowano w tzw. kompleksie wypoczynkowym, którego główną część stanowi Dworek Nad Łąkami i Karczma Rzym – czynna w niedziele targowe, nie wiedzieć czemu, dopiero od 12.00 – a także dworskie czworaki, muzeum, aleja dębów, spa i ostoja żubrów. Co w tym wszystkim robi kilka starych szop i stodół krytych eternitem, nie wiem; całość ma ambicję służyć jako ostoja  tradycji szlacheckiej i być może eternit wzmacnia ten przekaz.


Najmniej przekonuje mnie ostoja, czytaj – więzienie dla żubrów, kóz, owiec i osłów, z którymi fotografują się turyści. Trudno mówić o ostoi, jeśli miesiąc w miesiąc, a i co weekend, otaczają zwierzęta tysiące gapiów ze smartfonami i podsypują żarcie… Smutne.


Jacek

2 komentarze

  1. Akasha
    7 lutego 2019
    Odpowiedz

    Zaciekawiła mnie ta metoda Ani na przeziębienie. Możecie zdradzić coś więcej?

    • 7 lutego 2019
      Odpowiedz

      Mówisz o płukaniu mózgu? To metoda na katar, nie przeziębienie. Jedno leczą nos preparatami ze słoną morską wodą – i to jest mniej więcej coś podobnego 🙂

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Poprzedni Czy warto mieć rekuperator? (1)
Następny Jej Wysokość Egzaltacja. Znasz ją?

Poczytaj więcej

Poradnik dla prawdziwych facetów

Jak zadbać o ogród zimą? Sekrety zimowego ogrodu.

Kobiety 40+ rządzą naszą wyobraźnią. Tekst sponsorowany. (Przez Anię.)

Skrzynia i pasja, czyli historia, która nie trafi na śmietnik

Zasada równowagi, czyli nie rób kwasów, kochanie

Odliczamy do wiosny…

Jaki powinien być lekarz idealny?

Moda Za Miastem: modeling z kosą i lnem

Dwoje na ławeczce. Medytacje w stylu joga-country

Prąd ze słońca. Sprawdzamy czy fotowoltaika się opłaca! (2)

Deszcz perseidów. Czy Twoje niebo zasłania świetlny smog?

Proszę, nie rdzewiej. Męskie zdrowie po 40.

Weź nie pytaj! Rób kiszonki, to proste!

Piszę o wszystkim, co mi leży na wątrobie

Kaflove (1)