Rok za rokiem. Białystok bije. Trzeba się bać.


Marsz równości w Białymstoku

Dobry film widzieliśmy, serial. „Rok za rokiem”. I byłaby dziś piękna o nim opowieść, gdyby po drodze nie przydarzył się TEN marsz. Ten Białystok.

Przybiło nas, wiecie? Taka zwyczajna bezsilność, wstyd, ale też poczucie, że nie wolno milczeć. Nie uprawiamy polityki, brzydzimy się nią i ludźmi, którzy wypełniają ją swoją nicością, ale czasem aż chce się krzyczeć. Nazywać rzeczy po imieniu.

Białystok bije

Usłyszałem wczoraj zdanie: „żyjemy w czasach przedwojennych” i dopiero po dłuższym namyśle dotarł do mnie jego sens. Fakt, istnieje takie zagrożenie. Po relacjach i filmikach z Białegostoku, w których młodzi Polacy naparzali z buta młodych Polaków tylko dlatego, że mają inne poglądy lub inną orientację seksualną, powinniśmy wszyscy wyć z bólu i martwić się o przyszłość.

Nie rozwali nas ISIS, nie podskoczy nam żaden ciapaty imigrant – my, Polacy, rozwalamy się sami. Wy-pier-dalać – krzyczą młodzi wierni pod sztandarami Boga, honoru i ojczyzny, kopiąc młode dziewczyny. A potem? W niedzielę przyjęli hostię, wyspowiadali się (przeklinałem…) i w poniedziałek od rana mogą z opłukanym sumieniem wracać do siebie i swojej polsko-polskiej nienawiści.

Tchórze

Czy dobiegają do Was głosy autorytetów tonujące tę wojnę? Czy słyszycie zdania nawołujące do opamiętania, czy widzicie działania, które do opamiętania prowadzą? Nie. Zabrał głos jakiś prezydent? Jakiś premier? Jakiś prezes? Nie. W takich chwilach nigdy nie mamy prezydenta, premiera i prezesa.

Tchórze. Tchórze. Tchórze.

Może choć komendant policji krzyknął – idziemy po was? Nie krzyknął. Facet, który wypowiedział to zdanie przed kilku laty – poszedł, owszem, na ośmiorniczki do Sowy i Przyjaciół. I od tamtej pory nikt już „po was” nie chodzi.

Brunatni, pożyteczni idioci robią za armię, która w wojnie Polski z Polską staje po stronie ksenofobii, faszyzmu i nietolerancji, nie dostrzegając żadnych nauk z przeszłości. Nie dopuszczą do siebie wątłej myśli, bezmózgie muły, że ludzie mogą się różnić, że mogą mieć inne poglądy i że każdy ma prawo do głoszenia swoich. Nie. Pogląd jest jeden, nasz, najszejszy, najmojszy. Jedna Rzesza, jeden Kościół, jeden Naród, jeden Wódz, jeden Ch… Wszystko w imię i ku chwale.

Rok za rokiem

Jak to się ma do serialu, który przeleciał przez HBO GO i trafił w piątek na antenę HBO?

„Rok za rokiem” przeraża nie mniej niż polskie, białostockie piekiełko. Pokazuje rzeczywistość, która zmienia się na naszych oczach w tak realistyczny sposób, że wręcz wbija w fotel. Naprawdę tacy jesteśmy? Naprawdę zmieniamy się w tak beznadziejną społeczną galaretę? Wszystkie zasady, na których oparte jest życie czwórki rodzeństwa Lyonsów, wydają się zrazu takie oczywiste, znormalizowane, naturalne – i z każdym rokiem każda z tych zasad pęka. Coś się wali, coś umiera.

Pierwszy od Hiroshimy atak nuklearny? Niemożliwe? Możliwe. Wojna Chin ze Stanami? Niemożliwa? Możliwa. Populizm polityków? Jak najbardziej, przeniesiony ze współczesnych czasów: każdy polityk powie wszystko, co chcą usłyszeć wyborcy. Byle zdobyć władzę i pieniądze. Ogłupiający wpływ technologii? Możliwy. Nieumiejętność odróżniania prawdy od fikcji, newsów od fake newsów, zła od dobra? Absolutnie możliwa!

Brytyjski film o Polsce

Ten serial ogląda się z fascynacją i przerażeniem. Jedyna przytomna na umyśle osoba, babcia Muriel, to postać zupełnie nie z tego świata. Z tego świata jest natomiast jej wnuczka, która marzy o oddaniu swojego mózgu do państwowej wirtualnej chmury, bo nie może już znieść własnego ciała. Z tego świata są dzieci, które czerpią wiedzę wyłącznie z Internetu. I także z tego świata jest polityczka Vivienne Rook, świetnie zagrana przez Emmę Thompson, która zapytana o globalne problemy odpowiada wprost: – Ja to pierdolę! Dla mnie ważniejsze jest kto wywiezie śmieci spod mojego domu! I zyskuje coraz większy poklask…

Jakbym widział nasze elity i ich dalekowzroczność… To niemożliwe, że klimat się ociepla, skoro mojej mamie zmarzły wczoraj nogi! To niemożliwe, że Europa wtrąca się do naszej praworządności, skoro to my przed laty uczyliśmy ją jeść nożem i widelcem! Czy musimy zajmować się Puszczą Białowieską, spalarniami, smogiem, energetyką odnawialną, brakiem wody? Po co? Przecież liczy się odpowiedź na pytanie ile partii wejdzie w skład koalicji X, a ile w skład koalicji Y? I czy skoczą sobie do gardeł dziś, czy poczekają do jutra?

Ten serial trzeba oglądać przez polski pryzmat. Wynika z niego przesłanie, które powala swoją prostotą – tylko zwykła przyzwoitość może być ratunkiem. Tylko mówienie prawdy, zabieranie głosu w ważnych sprawach. Tylko tolerancja, szacunek, bycie człowiekiem wobec drugiego człowieka, a nie hieną lub mięśniem ubranym w kominiarkę. To się liczy.

Zaćmienie umysłów

Taka wizja świata jest przerażająca. Brak wspólnoty (którą rozbijają politycy goniący za własnymi karierami i kasą), brak porozumienia na poziomie elementarnym (córka rozmawia z matką przez holograficzny „filtr” rodem ze Snapchata), brak uczuć i emocji, którymi łatwo sterować, gdy ma się w ręku technologię i narzędzia propagandy… I prawo, które uwstecznia ludzkość, nakazując ściganie ludzi podejrzewanych o homoseksualizm.

Zaćmienie umysłów. Tak to nazywam. Zbiorowe zaćmienie umysłów, któremu ulega „Białystok” i które nie jest przypadkowe. Zbiegają się w jednym nurcie siła technologii, miałkość polityków, brak autorytetów i planów budowy wspólnoty. Wkracza w ten nurt ksenofobia, niezdolność do podejmowania racjonalnych decyzji. Mieści się w nim Kościół z jego archaicznym widzeniem świata, odradzający się faszyzm i lewicujące kamaryle, które na siłę przekonują, że tęcza to najważniejszy z naszych problemów.

Nikt nie cofa się choćby o krok, nikt nie ustępuje z drogi. Nikt nie szuka rozumu, bo i po co. Świat się kręci, idzie ku jakiejś zagładzie albo maszeruje (w marszach równości i niepodległości) donikąd… Kogo to może obchodzić? Kogo to porusza?

Dobry, mądry, przekonujący serial. Ważne, wartościowe przesłanie. Głupi jesteśmy, jeśli nic z tego co dzieje się wokół nas nie zrozumiemy, jeśli nie odczytamy właściwie wydarzeń w Białymstoku, tchórzostwa polityków, wydarzeń z życia naszej własnej rodziny, toczącego się wokół smartfonów i Facebooka.

Amen.

Jacek

Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Gazeta, HBO

POLECAMY RÓWNIEŻ: Polska podzielona płotem durnej polityki

4 komentarze

  1. Piotr Jurkowski
    22 lipca 2019
    Odpowiedz

    Bardziej niz niby „odradzajacego sie faszyzmu” obawialbym sie na Pana miejscu aktualnych przejawow orwellowskiego totalitaryzmu- wiezenia za „mowe nienawisci ” lub. „antysemityzm” rozumiany jako wszelka krytyka , kary za „homofobie” wymierzane dzieciom, ktore nie chca isc na lekcje „rownosci i tolerancji” lub osmielaja sie powiedziec, ze wybieranie plci jest glupie. To nie przyszlosc. To TERAZNIEJSZOSC. A jaka byla Pana reakcja gdy minister sprawiedliwosci wyslal 100 prokuratorow do tropienia „mowy nienawisci” , gdy Polakom wpaja sie wstyd, ze sa Polakami , gdy dygnitarz mowi, ze „polskosc to nienormalnosc ” gdy agresywnie promuje sie homosrksualizm i inne „normalnosci”. Dlaczego takiego wpisu nie popelnil Pan gdy bojowki „antyfaszystow” niemieckich okladaly ludzi w Warszawie – rowniez kobiety i dzieci , kijami rozdawanymi przez polskich neokomunistow? Bo jest Pan tchorzem , po wielokroc tchorzem i to okreslenie powtarzane przez Pana jest po prostu projekcja?
    Przyznam, ze zamiast „swiatowych” rozwazan o mizerii Polakow w tym miejscu spodziewalbym sie znalezc rozwazania o swiezo zasiedlajacych wsie „swiatowcach” czy „europejczykach” ktorzy. dzwonia na policje gdy sasiad kosi po 22 , gdy wywozi obornik, lub gdy zdzbla slomy spadna z przyczepy. Dlaczego akurat tego nie ma? Brak swiadomosci problemu czy tez znow … „jestem tchorzem” ?

    • 22 lipca 2019
      Odpowiedz

      Nie doświadczam „światowców”, którzy dzwonią na policję, gdy sąsiad kosi po 22 nie tylko dlatego, że nie mam sąsiadów, ale dlatego, że po godzinie 22 nikt na wsi nie kosi, obornika nie wwozi i nie rozsypuje źdźbeł słomy. Trudno zatem pisać o problemach, które są albo wydumane, albo wymyślone, albo tak irracjonalne, że szkoda zaprzątać sobie nimi umysł.

      Problem polega też nie na tym, że ja czegoś nie dostrzegam lub nie dostrzegłem, gdy działo się to „po drugiej stronie” – nic Pan o mnie nie wie, zatem trudno Panu obiektywnie oceniać moje postępowanie z przeszłości.

      Więc gdzie jest problem? W moim „tchórzostwie”? Może. Albo w tym, że godzę się na głoszenie poglądów skrajnie różnych niż moje: nie przeszkadza mi idiota, który w wywiadzie opowiada, że „polskość to nienormalność”. Jestem odporny na cudze poglądy, nie muszę kupować politycznej ściemy prawactwa i lewactwa, ponieważ mam własny sposób widzenia świata. Cudze poglądy mi nie przeszkadzają. Przeszkadza mi natomiast, kiedy za te poglądy ktoś dostaje po mordzie. Ktokolwiek – z lewej czy z prawej strony. Przeszkadza mi, gdy ludzie plują na ludzi. Ja nikogo w życiu nie oplułem. Przeszkadza mi, gdy młot w koszulce Pszczółki Mai (no, podobnej) traktuje z buta dzieciaka, dziewczynę. Przeszkadza mi lewak z czarną chustą na głowie, podpalający cudze lub publiczne mienie. Przeszkadza mi nietolerancja, brak dystansu do cudzych poglądów, uleganie instynktom stadnym i naparzanie się na ulicach. W każdym wydaniu.

      A że skreśliłem parę zdań akurat teraz? Każdy moment jest dobry. Każda chwila, by zwrócić uwagę na idiociejący świat, jest najlepsza. Stawiam z tego zarzut politykom: nigdy ich nie ma we właściwym czasie, z właściwym słowem i właściwą decyzją. Stawiam ten sam zarzut hierarchom Kościoła, którzy fanatyzm i mordobicie traktują wybiórczo.

      Reszta, czyli te Pańskie podjazdy pod moje takie czy inne cechy, szczerze mówiąc – mało mnie obchodzą. Dla Pana mogę być tchórzem, szanuję każdy pogląd w tej sprawie. Wolę być tchórzem, który raz zabrał głos niż bojownikiem, który stale milczał.

  2. Kasia
    5 września 2019
    Odpowiedz

    Nie zgadzam się na utożsamianie bandytów bijących kogokolwiek z katolikami. Nie spodziewałabym się, by którykolwiek z nich kiedykolwiek odwiedził kościół. Kościół to rodziny, które Bogiem silne opierają się szaleństwu nowych czasów. Dla których patrzenie na homoseksualizm nie ogranicza się do pojęcia takich czy innych obyczajów, ale którzy patrzą dalej na wpływy tych, suto opłacanych grup zmierzające do zniszczenia rodziny. Najpierw agresywna edukacja seksualna, zmiana sposoby myślenia u dzieci z „miłość i odpowiedzialność” na „miłość i wolność”, potem promocja swawoli, aborcji i rozwodów, a na koniec adopcje dzieci przez pary homoseksualne.Sielanka, prawda? Jeśli pan tego nie widzi, proszę popatrzeć na to oczami dzieci. „Poznacie drzewo po owocach”. Nie na rozporku się sprawa opiera, ale sięga dużo, dużo głębiej, w sprawy dotyczące całego społeczeństwo. I na tą rozwałkę my katolicy się nie zgadzamy. A bić oczywiście nikogo nie wolno, o czym wie każdy katolik. Po tym pan odróżni jednego od drugiego.

    • 5 września 2019
      Odpowiedz

      Ujmując rzecz statystycznie: dość łatwo jest udowodnić, że białostoccy kibole to katolicy, ale żeby nie pójść w banał, odpowiem: nie interesuje mnie ich wyznanie wiary, bardziej obawiam się o skojarzenie ich głupoty, podłości i nietolerancji z pięściami, maczetami i kijami do bejsbola. Ktoś nimi gra – ruchy narodowe, kler, politycy. Ktoś ich pcha na ulice przeciwko innym, często pod znakiem krzyża.

      Nie wiem zbyt wiele o tym, jak rodziny opierają się dziś szaleństwo nowych czasów, ponieważ uważam, że homoseksualizm nie jest ani szaleństwem, ani wyborem, ani nie ma związku wyłącznie z nowymi czasy. Jest ludzkim sposobem odczuwania, nie jest mi bliski, ale szanuję ludzi o innej orientacji płciowej i nie widzę powodu, by się przed nimi opierać, ani też nie widzę powodu, by widzieć w nich wrogów.

      Nie wiem też nic o tych „suto opłacanych grupach, które zmierzają do zniszczenia rodziny”, obawiam się, że to jakaś kalka pojęciowa z kręgów propagandy prawicowej. Jeśli są dowody na to opłacanie, to warto je pokazać, jeśli nie, to szkoda o tym mówić, bo to tylko spekulacje i polityka, nic więcej. Mój racjonalizm każe mi szukać dowodów, a nie opinii – Pani wygłasza opinię, której ja nie mogę podzielić, ale szanuję ten pogląd. Nie widzę powodu, by go zwalczać i myślę, że warto, by wszyscy myśleli tak samo. Jeden chce więcej miłości i wolności, inny więcej miłości i odpowiedzialności – póki wszyscy chcemy miłości, jest dobrze. Gorzej, gdy ta miłość chowa się pod słowami, a zastępuję ją pięść, pała i wyzwiska. Nie wyobrażam sobie, że Kościół może w nieskończoność uciekać od potępiania przemocy wobec innych ludzi. Nie werbalnie, ale czynem: czekam na kapłanów, którzy zaprzyjaźnią się publicznie z homoseksualistami – to tacy sami ludzie, jak Pani i ja – i wezmą ich w obronę. Bo jeśli błądzą, to trzeba mieć odwagę im pomóc, a nie nasyłać na nich bandy osiłków.

      I tyle. To dobrze, że rozmawiamy. Dobrego wieczoru.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Poprzedni Jak motyle! Lekki felieton weekendowy
Następny Dwoje na ławeczce. Medytacje w stylu joga-country

Poczytaj więcej

Wiejski CrossFit, czyli ćwiczenia na okrągło

Pochwała prostoty, czyli rzecz o wiejskich meblach

Zapraszamy do środka: mieszkańcy naszego kredensu

Sceny z życia mrozu

Przewodnik po ludziach: Pani Od Pierogów

Pokrzywa! Stawiam pokrzywie pomnik!

Pompa ciepła: męska rzecz! (1)

Kaflove (5)

Nalewka orzechowa w trzech wariantach i każdy na zdrowie

Rośliny nas ocalą. I zniszczą koncerny farmaceutyczne.

Sceny z życia w upałach

Rok za rokiem. Białystok bije. Trzeba się bać.

Ptaszory, głupcze!

Przewodnik po ludziach: Pan Od Wina

Kaflove (1)