fbpx

Wybory: Trzaskopolacy kontra Dudapolacy

Jesteśmy szalonym krajem. Żyjemy w  dwóch bańkach medialnych, w których wyborcy mają swoje telewizje, gazety, tygodniki, portale, radia i social media. Od wczoraj mają w nich także swoje debaty, w których wygrywa ich kandydat. Konkurent do niczego nie jest mu potrzebny.

Obejrzeliśmy dwie wieczorne debaty z zawstydzeniem, patrząc jak obaj walczący w wyborach politycy toczą dyskusję sami z sobą, nie mając poczucia obciachu, który towarzyszy tej formie demokracji. Obaj są młodzi, niezbyt mocno spaczeni PRL-em i jałowością ówczesnych dyskusji. Obaj mogli wykazać się odwagą, dynamizmem i przebojowością, ale obaj wybrali wariant najgorszy dla obywatela – uniknęli sporu. Z politycznej kalkulacji wyszło im, że bezpiecznie jest nie mierzyć się na argumenty. Czy to są wybory? Nie. To jest wyborcza szopka.

Wybory w smutnej Polsce

Trzaskopolacy i Dudapolacy to dwa plemiona zamieszkujące tereny współczesnej Polski. Każde dysponuje odrębną czasoprzestrzenią. Każde ma inną motywację. Mają swoje narzędzia uprawiania polityki. Mają odrębnych liderów, których drogi nigdy się nie krzyżują. Którzy nie rozmawiają z sobą, unikają tych samych miast, unikają spotkań, kontaktów (social distance…), o uściskach dłoni nie wspominając.

Każde z plemion ma własny język, wrażliwość, moralność, cele i polityków, którzy je realizują. Dla Dudapolaków zwycięzcą debaty jest Andrzej Duda. Trzaskopolacy, nie zważając na głosy z drugiego silosu, wskazują jako zwycięzcę Rafała Trzaskowskiego. Obaj kandydaci wznoszą do góry ręce i świętują – każdy jest najlepszy i bezkonkurencyjny. Bo trudno mieć konkurencję w debacie, w której obok lidera stoi puste krzesło z nazwiskiem adwersarza.

 

W konfrontacji z krzesłem każdy mówca jest zwycięzcą.

 

Ta szopka nie jest zawstydzająca – jest dramatycznie smutna. Media godzą się na rolę paprotek w dwóch silosach. Politycy godzą się na rolę tchórzy. I w istocie są tchórzami – jakkolwiek głośno by  mówili o potrzebie zmian, odbudowy, przebudowy czy modernizacji. Jeśli nie stać ich na stanięcie twarzą w twarz do pojedynku na argumenty – w sporze, który decyduje o przyszłości 40-milionowego narodu – to znaczy, że obaj nie dorośli do swojej roli. Że nie nadają się do funkcji, o którą walczą.

Co będzie, jeśli przyjdzie im zmierzyć się w rzeczywistością przekraczającą dzisiejsze wyobrażenia o odwadze? Z wojną, dżumą, klęską?

Zamkną się w swojej bańce? Schowają przed odpowiedzialnością? Pokażą na puste krzesło i powiedzą – kolega? Krzykną: mamy dość, niech żyje Polska?

Naprawdę tylko tyle?

Jacek

PS. Oto najsmutniejsze zdjęcie, które dziś obiegło internety… Tak rodzi się faszyzm.

Foto: Christian Supik (Fotografie) + Manuela Pleier (Design) z Pixabay 

Podziel się:
Brak komentarzy

Zostaw komentarz