Moda Za Miastem: modeling z kosą i lnem


Moda za miastem

Czy robiliście kiedyś sesję fotograficzną facetowi, który dał się w życiu sfotografować dwa razy? Pierwszy raz po komunii, a drugi  – do dowodu osobistego, bo chciał wyjechać do Czechosłowacji. Chyba już wiecie z czym musiałam się zmierzyć…

Oczywiście, że mi obiecał! Moda Za Miastem to miał być nasz wspólny cykl. Anuszka, będę do twojej dyspozycji, wyzbędę się kompleksów. Ukryję brzuch i siwe włosy, schowam twarz w ciemnych okularach, a usta pokryję szminką, żeby było piękniej. Tylko obiecaj, że to nie potrwa dłużej niż dwie minuty!

Tak mówił, choć oczywiście – speniał, gdy przyszedł czas wielkiej próby. A muszę? Potrzeba? A jak ja będę wyglądał? Ale bez twarzy, tylko nogi, prawda? I wygładzisz mnie w fotoszopie? I nie będę podobny do Severskiego?

Ludzieeee! Faceci krygują się bardziej od kobiet! Przecież widzę, że ma parcie na szkło, ale oficjalnie – no photo, no photo!

Tak jak tutaj. Protestujący nawet z daleka:

Moda za miastem

Moda za miastem-2

I ja z takim modelem muszę pracować! 😉 Ale na szczęście pierwsza sesja już za nami. Wzięłam obiektyw z długą lufą, więc część zdjęć powstała bez jego świadomości; to może lepiej: w życiu nie stanąłby przed aparatem i na hasło – rób miny! – robił miny.

Moda Za Miastem: król Len

Chciałam Wam pokazać modę męską na wsi, odwołującą się do międzywojennego dwudziestolecia (bo głębiej nie sięgam pamięcią), w której główną rolę odgrywał len, a nie bawełniane t-shirty z napisem Śmierć Frajerom.

Dlaczego len? Dlaczego to świetny materiał do wiejskich realiów? Miałam i mam masę lnianych ciuchów, ale dobrodziejstwo tego surowca odkryłam dopiero na wsi, w szczycie gorącego lata. Lniana bluzka, niby grubsza od bawełnianej, zachowuje się w upale i pełnym słońcu inaczej niż bawełna. Pocisz się, to jasne, ale masz raczej uczucie chłodu niż gorąca. Len wchłania wilgoć, świetnie oddycha, przepuszcza powietrze i szybko schnie. Trochę się gniecie, to fakt, ale ja lubię gnieciuchy.

Moda za miastem-3

Mikołaje rządzą

Model (jak go mam inaczej nazwać? może kryger – z uwagi na zachowanie?) ubrany został w lniane (własne, nie z wypożyczenia ze sklepu) jasne spodnie i lnianą koszulę. O koszuli za chwilę, bo teraz uwaga, proszę o trzymanie się krzeseł: wiecie co założył na nogi?

To, że kapcie, to jakoś bym przeżyła! Ale on ubrał długie skarpety w czarno-czerwone prążki z MIKOŁAJEM W CZERWONEJ CZAPIE!!! Prezent od córki. Śliczne, ale na Boże Narodzenie, na zimę!

EDIT JACKA: No co? Taki mam styl, jako wiejski szafiarz. 

Boszszsz… Zdjęć skarpetom nie zrobiłam, zdjął je na wyraźną prośbę w moich oczach i do sesji przystąpił nago. To znaczy boso. Oczywiście: wszystko go gryzło od spodu. Wiadoma rzecz, facet. Był w wojsku, w domu robi za killera, wykopie każdy dół i umie fachowo zepsuć każde urządzenie, ale jak wychodzi bosą stopą na trawę – wszystko go gryzie i wszystko jest zagrożeniem. Od mrówek po barszcz Sosnowskiego, od komara po osty, trawę, mlecze i ropuchy – wszystko przecież może go ugryźć! I przegryźć mu tętnicę nożną! (Jest taka?)

Strój do kosy i kosiarki

Wrócę do koszuli. Bo teraz będzie na całkiem serio. Kupiliśmy ją za 80 złotych na odpuście pod Świętą Górą Grabarką. Przyjeżdżają tam siostry zakonne z Białorusi, przywożą moc towarów, w tym świece, olejki, nalewki. I trochę ciuchów. Te stylizowane na ludowość odpuszczam, bo pachną tandetą i mam wrażenie, że wzory tkane są przemysłowo. Ale sam materiał – niesamowity!

Cieniuteńki, ale mocny len. Piękne, dobrze wyczesane włókna. Prosty krój. Z reguły na stójce, bo tak się kiedyś szyło. Luźne, przewiewne, eleganckie. Kryger, gdy przymierzał, wyglądał w nich (moim zdaniem) dobrze – wybraliśmy tę jedną, z długim rękawem, przedłużoną.

Moda za miastem-4

 – Taki strój pasuje do kosy – to opinia modela, całkiem słuszna zresztą, bo nasi pradziadkowie w niczym innym nie kosili. Nam się ta stylizacja przydała jeszcze z innego powodu: weszliśmy (bez jakichkolwiek zobowiązań) do programu testów Husqvarny i wkrótce dostaniemy od nich robot do koszenia trawy, na dwumiesięczną próbę. Zrobimy filmowe zestawienie – jak kosi się kosą, a jak robotem?

Stópki męskiej szafiarki

Kosiarz przystąpił najpierw do ostrzenia kosy, która nie pracowała od dwóch lat.

Miało mu to zająć godzinę (bo jest perfekcjonistą w ostrzeniu kos), ale skróciliśmy te męki do kwadransa. To i tak długo: w tym czasie powstało kilka ukrytych zdjęć, które model zobaczy dopiero po publikacji. (Na szczęście kosę zdążył już odwiesić, więc jeśli mu się efekt sesji nie spodoba – zginę raczej w torturach, a nie od jednego sztychu.)

Gdybyście mieli ciekawość, jak kosił, no to właśnie tak:

Sama sesja szafiarska zajęła nam pięć minut, z tego dwie zostały przeznaczone na pytania, typu: ale ucinasz twarz? ale nie wychodzę na idiotę? ale nie widać mnie? Rozluźnił się dopiero po wejściu na kamień i po mojej prośbie, że trzeba pokazać stópki szafiarki.

Umiecie tak pięknie pokazać stópki szafiarki? On potrafi! Ten ruch, ta płynność, ten wdzięk!

A kiedy na moją namiętną prośbę (wydęłam usteczka różane – to działa, widziałam w kinie) zdjął wreszcie kapcie, wtedy kamień wydał mu się zbyt gorący (jak to dobrze, że kamienie nie gryzą!) i na szczęście bardzo szybko z kamienia skakał. Dawaj, krzyczał, ja skaczę, ty mnie łap i z głowy! Miejmy to za sobą!

I mamy 🙂 Tak wygląda len skaczący z kamienia:

Skaczący z kamienia

Potem, ku wielkiemu zaskoczeniu wszystkich domowników – pies był totalnie zdziwiony zachowaniem pana  i lekko wystraszony machaniem kosą – zaczął uprawiać regularny modeling! Jak prawdziwa szafiarka! I jakby mu się nawet to spodobało! 🙂 🙂 🙂 Męska Moda Za Miastem w klasycznym wydaniu:

Koniec wieńczy dzieło. I kosę.

Na koniec przyszedł czas triumfu… 🙂

Kosiarz_7

Lniany model wreszcie poczuł się jak prawa ręka Kościuszki – i nastąpił szybki przemarsz do stodoły. Z ulgą. W dwóch celach: żeby odwiesić narzędzie i założyć mikołaje na nogi. Bo przecież kapcie gryzą gołą stopę  równie mocno jak trawa i gryzonie, prawda?

Kosiarz 7

Sesja za nami. Odetchnęłam, a nawet odetchłam pełno piersio (tak mówi pewien minister). Len się sprawdził. Kosa też. Model żyje. Nie narzeka. O swoim stroju napisze zaraz sam:

JACEK:Wyciągnąłem lniane ciuchy, w których nie chodziłem dobre pięć-siedem lat. Urzekające w lnie jest to, że spodnie nadal na mnie pasowały, co oznacza, że materiał ma jakąś tajemną zdolność dostosowania do zmiennej objętości mężczyzny 🙂 Zbyt szerokie są nogawki, ale przecież to nie rurki, zupełnie mi nie przeszkadzają, tak się kiedyś szyło lniaki.

Koszula lniana jest naprawdę ekstra i tę bym polecał nie tylko na wieś. (Ale w końcu to Moda Za Miastem…) Zdrowa, zwiewna, daje wentylację, nie gryzie… 🙂 Może ciut za długa, bo wygląda jak sukmana, ale chodziłem w dłuższych, więc to nie jest problem. I dobrze się w niej pracuje. Mam białe, szare, prążkowane lniane koszule i szczerz mówiąc, nie wiem, dlaczego zakładam je tak rzadko.

Nie wspomniałam o kapeluszu (choć jak znam modela, chętniej założyłby kominiarkę), a trzeba. To nie jest stylizacja, to jest must have w takiej temperaturze i w takim słońcu. Prosty, fajny, przywieziony przed rokiem z Montepulciano, z dobrej i wytrzymałej słomki. Pełno ich teraz na wszystkich jarmarkach i ryneczkach, ale warto szukać takich, które nie straszą sztucznymi włóknami i są maksymalnie przewiewne.

Podsumowanie

Zrobiliśmy na łące kawał solidnej roboty: łąkę trzeba kosić dwa razy w roku – za to kosiarzowi chwała. Co się nagadaliśmy i uśmialiśmy przy okazji, wszystko nasze. Bo w końcu o to chodzi. Szafiarza z Jacka nie zrobię, to wiedziałam dużo wcześniej, ale może zdejmę mu tego cholernego blokersa z głowy, który go wstrzymuje przed wejściem w obiektyw aparatu i kamery. Macie jakiś sposób na to? Upić? Odurzyć? Obiecać coś?

(Ale gdy mu nawet obiecam, to przecież powie, że już to dawno dostał… 😉 Nie ma jakichś lepszych metod?)

Ania

POLECAMY RÓWNIEŻ: Co dziś nosi strach na wróble?

1 komentarz

  1. Alicja
    2 lipca 2019
    Odpowiedz

    Super Model w super lnie w twarzowym, słomkowym kapelino!
    Anuszka! superowa sesja zdjęciowa, żal jedynie, że Model jest bez tych”długich skarpet w czarno-czerwone prążki z MIKOŁAJEM W CZERWONEJ CZAPIE”… 😉

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Poprzedni Kobiety 40+ rządzą naszą wyobraźnią. Tekst sponsorowany. (Przez Anię.)
Następny Przewodnik po ludziach: Pani Od Pierogów

Poczytaj więcej

Ojagupiacipa, czyli z wyprawy baby do miasta

Prąd ze słońca. Sprawdzamy czy fotowoltaika się opłaca! (2)

Deski do krojenia chleba. Czar prostej pracy.

Życie. Część II. Wydanie poprawione.

Deszcz perseidów. Czy Twoje niebo zasłania świetlny smog?

Opoka. Elewacja z historią sprzed tysięcy lat

Kania z podlaskiego dżdżu

Samotność na wsi, czyli masturdating z konieczności

Odetchnij od miasta

Bądź ekomaniakiem. Buduj oczyszczalnię! (1)

Nie ma zmiłuj, Panie Dziadku!

Ile kosztuje życie na wsi? Jesień 2019.

Grabiami mając zmęczone prawice… Zwierzenia osobiste.

10 kroków do własnego domu na wsi

Ziemniaczany horror i podziemne duchy