Pohulanka na skraju kraju


Pohulanka w Puszczy Białowieskiej

Czasami warto się zgubić, żeby coś znaleźć. Ruszyć przed siebie, nie wyznaczać celu i nie ograniczać się czasem ani kilometrami. Po prostu iść lub jechać i przyglądać się światu. Tak zrobiliśmy i tak trafiła nam się Pohulanka.

Piękna wyprawa za nami. Kierunek wschód. Jedyne ograniczenia: granica z Białorusią i zakazy wjazdu do puszczy, które łatwo jest złamać, wijąc się krętymi, nieznajomymi dróżkami. Na rozjeździe w prawo czy w lewo – to twardy dylemat.

Pohulanka robi nadzieję

Nowy świat zaczął się na wschód za Kleszczelami. Tam nie byliśmy nigdy wcześniej, zawsze trudno nam było zboczyć z głównej drogi do Hajnówki i Białowieży. W Kleszczelach mieszka Sławomir Smyk, słynny nie tylko w okolicy rzeźbiarz, znajomy Ani. I gdyby nie objazd, pewnie zajrzelibyśmy do jego galerii, ale droga wyprowadziła nas na ubocze, w stronę zapomnianej stacji kolejowej i dalej nad zalew w Repczycach.

Na dworze plus 29, nad wodą kilkanaście osób, w sennej atmosferze grillowiska wystawiających ku słońcu raz prawy, raz lewy bok. U stóp zalewu: plaża, duży parking, dwa kampery z emerytami, wędkarze, kajaki, cisza, jakieś piwo, lemoniada, kurczaki nad paleniskiem. Jeśli porównać ten pejzaż z plażą Władysławowa – sielanka. Nikt nie otacza swojego grajdołka parawanem, nikt nie sypie piaskiem, można odpocząć.

Zalew w Repczycach

Właśnie to uwielbiamy na Podlasiu: niezwyczajną powolność i senność. I luz.

I takie domy, jak ten z Kuzawy:

Czeremcha w tych warunkach wydała nam się zgrzytem: spory ruch, budowa nowego dworca – bo to przecież stacja graniczna – budynki agencji celnych, rozrzucone w chaosie murowańce bez stylu i pomniki kolejowej kultury… Ale wystarczy wyrwać się kawałek dalej, w stronę Wólki Terechowskiej i jeszcze dalej – do Pohulanki, by złowić oczami zupełnie nowy świat. Szutrowe drogi donikąd, konie na łąkach, składy siana i baloty słomy, głębokie lasy i ciągnące się zasieki na granicy z Łukaszenką.

Zawsze granica

Przez Wólkę i Gajki dotarliśmy do Opaki Dużej – Mała Opaka znajduje się po drugiej stronie granic, na Białorusi. Wieś schowana wśród lasów, zagubiona i wyludniona zawsze była wsią przy jakiejś granicy. W czasie I Rzeczypospolitej przebiegała tędy granica między Koroną i Wielkim Księstwem Litewskim. Po rozbiorach ta sama linia rozdzieliła Rosję i Prusy, a w 1919 roku, jako linia Curzona, wyznaczała granicę II Rzeczypospolitej. Po 17 września Opaka stała się wsią na pograniczu ZSRR i III Rzeszy, a po wojnie Opakę Małą i Dużą rozdzieliła granica PRL i Związku Radzieckiego.

To tereny, z których od wieków przesiedlano ludzi hurtem, w jedną i w drugą stronę. Jedna z opowieści głosi, że mieszkańcy wsi wykupili się od przynależności do ZSRR za beczkę miodu, podarowaną premierowi Osóbce-Morawskiemu, który osobiście negocjował u Stalina zasady podziału Puszczy Białowieskiej. Dziś Opaka to kilkanaście gospodarstw, zasieki, cerkiew i bezgraniczna cisza.

Wzbijając tumany kurzu – nie padało od dwóch tygodni – przejechaliśmy z Opaki do osady Pohulanka licząc na wieś, która zaskakuje swawolami. Dojechaliśmy i znów to samo: cisza, bezludzie, kilka gospodarstw schowanych między starusieńkimi drzewami, a między nimi agroturystyka Pohulanka, o której gospodarze sami piszą, że… cały dzień słychać tu radosny śpiew ptaków, a słońce wydaje się do Ciebie uśmiechać… Czyste powietrze, niezanieczyszczone miejskimi spalinami, ogólnie panujący spokój i harmonia… Idealne miejsce na wypoczynek.

I to już wszystko? Cała Pohulanka? Cała. Jak większość okolicznych wsi – opustoszała, senna, dyskretnie chowająca się przed cywilizacją…

__________________________

Obojętne, czy dotrzesz do Nikiforowszczyzny, do Mikołajowego Lasu, do Starzyny, Krągłego czy do Wiluków – wszędzie spokój i harmonia.

I wszędzie trochę ruder, ruin i trochę smutnej starości – jak w Starzynie, w Domu Opieki, który zdaje się umierać razem z pensjonariuszami.

____________________________________

W puszczę idziemy!

Chyba najpiękniejszy fragment wyprawy – błądzenie po duktach Puszczy Białowieskiej. W zasadzie nie wiedzieliśmy co przed nami, mapy w smartfonach nie pokazywały wielu dróg, a jeśli pokazywały, to życie szybko je weryfikowało – rozjeżdżone przez ciężki transport do wywozu drewna nie nadawały się do użytku. Ale warto było błądzić! Skręt w stronę osady Kruhle – która na miejscu zyskała nazwę Krągłe – wart jest każdej godziny błądzenia. Choćby dlatego, że można po drodze znaleźć taki widok:

To Dębosze. Jeśli zdawało się nam do tej pory, że mieszkamy na odludziu, to widok tego przysiółka wyprostował nasze poglądy. Absolutnie pięknie, doskonale cicho, z dala od wszystkiego, w leśnej głuszy. Miejsce idealne do kontemplacji, wsłuchiwania się w śpiew ptaków, do obserwacji przyrody, spacerów. Poza puszczańskim lasem, nie ma tu nic: tylko się zaszyć, zamknąć oczy i oddychać ciszą i powietrzem. W Dęboszach można znaleźć parę gościnnych gospodarzy i wielki kawał puszczańskiego raju.

Tak o nich piszą: Cisza i piękno otoczenia pozwoli odetchnąć od codziennych zmagań w miejskiej dżungli. Obejście stylizowane na dziewiętnastowieczną wiejską zagrodę łączy tradycyjne elementy drewnianej, podlaskiej architektury z komfortem wnętrza. Domowa atmosfera i nieskażona przyroda – kaflowy piec opalany drewnem, dobiegające zza okna stukanie dzięcioła w pień rosnącej nieopodal brzozy, a nocą pohukiwania sów i rechot żab. Czasem zajrzy tutaj nawet sam białowieski żubr…

Topiło

Południowa część Puszczy Białowieskiej, odmiennie do Białowieskiego Parku Narodowego, jest mniej popularna i rozpoznana. Turystów jak na lekarstwo. Wszędzie – dojmująca susza. Aż zgrzyta pod stopami. Ania co chwilę wskazywała miejsca, w których teoretycznie powinny rosnąć grzyby – i nie widzieliśmy nic, ani jednego. Nawet muchomorów.

Droga wyprowadziła nas prosto na Majdan, a stamtąd do jeziora Topiło i… stacji leśnej kolejki wąskotorowej. Tuż obok: bar z grochówką, przesmacznym chlebem, lokalnym piwem i starymi zdjęciami. Topiło to zbiornik wodny powstały w 1936 roku na rzece Perebel, ale też osada leśna, którą zbudowano dla robotników tuż po wojnie. Zamieszkiwana kiedyś przez 120 osób, dziś to raptem kilka domów i bar Ostatni Grosz z imponującą letnią kuchnią. 

Dlaczego ostatni grosz? To nawiązanie do stojącej tu dawno temu karczmy, w której robotnicy leśni przepijali ciężko zarobione pieniądze. Pili do końca, czego świadkiem mogą być klimatyczne fotografie, umieszczone tuż przy ogrodzeniu siedliska…

Kolejka wąskotorowa

Topiło to ostatni etap naszej wyprawy, choć z wyjątkowo silnym akcentem. Kolej wąskotorowa była przed laty, poza końmi, głównym środkiem puszczańskiego transportu: leśnicy wywozili nią drewno prosto do Hajnówki. Do tej pory stoi w Topile zabytkowa ciuchcia z wagonami, które upamiętniają stare lata. Dziś leśnicy wożą nią turystów, za 30 złotych (tanio nie jest) w każdy wtorek, czwartek, sobotę i niedzielę można dostać się nad jezioro prosto ze stacji w Hajnówce. Podróż z postojami trwa 3 godziny!

Puszcza Białowieska żegnała nas długo: jeszcze skok do Czerlonki, Rutki i Witowa, jeszcze kilka kilometrów szutrem i kilkanaście asfaltami. Wszędzie jednakowa cisza, spokój, harmonia. Jakby wokół nie strzelały polityczne działa, jakby nie istniała telewizja, propaganda, wojny, nic, co zakłóca tę błogą senność, ten nastrój nie z tej ziemi. W takich chwilach chciałoby się napisać – przyjeżdżajcie, warto! Ale nie napiszę: bo jeśli najedzie się tu Was gromada, to stanie się to samo co z Beskidami i Bieszczadami, o Tatrach nie wspominając. Nie wolno zadeptać, zajeździć tych miejsc. Nie wolno kierować tu turystycznej watahy z jej plastikiem, wrzaskiem, piwem i samochodami z głośną muzyką.

Tu trzeba zamieszkać, a nie bywać. Jeśli chcecie zamieszkać – zapraszamy gorąco. Pohulanka, Mikołajowy Las, Opaka: czekają! Jest wiele chałup i siedlisk na sprzedaż! Bylebyśmy nie zadeptali tej krainy.

Jacek

POLECAMY RÓWNIEŻ: Przewodnik po ludziach – pan na zamku

Brak Komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Poprzedni Piekło na różnych poziomach
Następny Czy warto mieć młynek do zboża?

Poczytaj więcej

Czas ziół. Jak zrobić herbatę Tuarega i nalewkę na kwiatach dziurawca?

Jaki powinien być lekarz idealny?

Szczytowanie w spiżarni. Bardzo namiętny, letni tekst

Śpiewający sex czy proste dźwięki ciszy?

10 kroków do własnego domu na wsi

Jak ułożyć plan na życie? Spróbujesz?

Popracuj w drewnie. To działa!

Niebo w wielkim mieście

Późny wieczór w Niebie: sałata z burzą w tle

Wydało się: przyjmujemy imigrantów!

Ciągle w zielone gramy… I ciągle nam się chce.

Kaflove (2)

Orzeszkowo 14. Smakuję tę książkę.

Przegląd myśli podręcznych

Nie ma dnia bez warzyw i owoców