Ojagupiacipa, czyli z wyprawy baby do miasta


Ojagupiacipa

Kopnęłam się wczoraj do miasta. Sama. Autem. Do Dużego Miasta. W obie strony wyszło jakieś 340 kilometrów. W stronę TAM jechało się bardzo szybko. Ale Z POWROTEM jeszcze szybciej: napędzała mnie głupota. I starość.

Zostań, Jacuś, co będziesz jeździł – szkoda czasu. Ja tylko w jedno miejsce. Na trzynastą. I zaraz wracam. Nawet się nie zorientujesz, że mnie nie ma. Śniadanie masz, obiad masz, buziaki, pa.

Między nami mówiąc: dlaczego to nie obudziło w nim żadnej czujności – NIE WIEM. Kobieta bierze ze stodoły jego samochód. Ubiera się jakoś tak… nie na pole. Głowę rano umyłam. Torebunia. Smartfon. I myk – do Warszawy. A on: nic. Nie zapytał, nie dopytywał, nie marudził. 

Dobra. Dostałam wolne od życia. Jadę.

Po raz drugi między nami mówiąc: pojechałam na pazury. Umówiona na trzynastą. Był wtorek, sprawdziłam: środa – trzynasta, Karolina. A musicie wiedzieć, że Karolina to najlepsza w Warszawie pani od paznokci. Profesorka od paznokci! O podologii wie wszystko i umie wszystko. I kocha to robić: leczyć dłonie, leczyć stopy. Precyzyjna, delikatna, myśląca, perfekcyjna. No, miód na kobiecą duszę. I kończyny.

Ma jeszcze inną przypadłość: jakieś dwa lata temu ona również odkryła Podlasie. 🙂 Nie wiedziała, że my wcześniej znaleźliśmy tu nasze Niebo Za Miastem, a ja – celowo w ogóle jej o tym nie mówiłam. To miała być niespodzianka! Jeździłam pokornie na każdy nowy pazurowy termin i wypytywałam: no i co tam u Was na Podlasiu? I żeby była jasność: mamy do siebie (asfaltową drogą!) jakieś dwadzieścia minut!

Najbardziej zabawnie było, gdy Karolina żywiołowo opowiadała o postępach prac przy remoncie swojego domu, wymieniając nazwiska i imiona fachowców, których ja poznałam rok wcześniej. Dach kładzie nam Piotrek… Albo: konstrukcja jest od Wojtka… Kamienie na ganek mam od Adama… Albo na przykład: starocie kupiłam w takim fajnym sklepiku w Drohiczynie…  A my to wszystko już zaliczyliśmy!!!

Dość powiedzieć, że kiedy sprawa się wydała – zaprosiliśmy Karolinę do nas, potem złożyliśmy jej rewizytę (wyremontowała piękny domek nad Bugiem) i od pewnego czasu obie mamy jeden wspólny temat: podlasiactwo. Czyli styl życia na wsi pod lasem. I nad rzeką.

Ale – Karolina na stałe pracuje w Warszawie, podlasiuje sobie weekendowo. My zaś całkiem odwrotnie.

Dojechałam.

170 kilometrów padło jak z bicza strzelił, w nieco ponad dwie godziny. Przy okazji mam prośbę – nie mówcie tego Jackowi, ale jego samochód naprawdę DUŻO MOŻE. Więcej niż kierowca 😉

Co potem? W mieście najpierw szybka kawa – czy wiecie, że w Costa Coffee zmniejszyli rozmiary kubeczków, ale nie zmniejszyli ceny? Hmmm… Podlasie Was znienawidzi! – potem jeszcze mały sklepik (nasiona i cebulki) i drugi (wino – dla pana J.), i trzeci (no dobra, trochę wydałam…), ale zaraz potem – do Karoliny.

Ja: – Puk, puk!

Ona: – Cześć, kochana! A ty tu co?

Ja: – Na szilak. Na trzynastą.

Ona (z wyrozumiałością prawdziwie nadbużańskiej pazurniczki, patrząc mi głęboko w oczy): – Zgadza się. Na trzynastą. ZA TYDZIEŃ.

Ja: – Ojagupiacipa!

Szilak!!! Szilak by to trafił!

Jak można było pomylić się z datą o cały tydzień – nie wiem. Jak można było pojechać w siną dal, zostawić na głodową śmierć starego – nie wiem. I przede wszystkim – jak można wytrwać jeszcze przez cały tydzień z pazurami bez lakieru – zupełnie nie wiem!

A powinniście wiedzieć, że kiedy ostatni raz gościłam w gabinecie u Karoliny, zdjęła mi lakier, zrobiła manicure i… nic więcej. W centrum dwumilionowego miasta nie było… prądu! Całkiem jak u nas, na Zadupiu i Bezprądziu. Świeciła mi w pazury latarką ze smartfonu przyklejonego taśmą do lampki, w której zabrakło prądu. Wypielęgnowała i orzekła: przez miesiąc ci odpoczną, to nawet dobrze, przyjedziesz następnym razem, nałożymy nowy.

Wróciłam. Ojagupiacipa!

Mam nadzieję,  że samochód nie ma nagrywarki… (Jacek, ma???) Gnały mnie w stronę domu niezwykle ekwilibrystyczne bluzgi. Zrobiłam sobie sesję wymyślania bluzgów! Na swój temat wyłącznie.

Odetchłam (bo przecież nie odetchnęłam!) dopiero przed zjazdem z asfaltu na naszą polną drogę. Facet czeka na wino, więc wymówkę mam – pojechałam po wino, nie? I po nasiona, i po cebule. Zobacz, kochany: groszek pachnący, dalie, agapant, mieczyki, śliczne prawda? U nas tego nigdzie nie ma!

Chciałam być piękna w pazurach, bo hybrydowy lakier świetnie sprawdza się w wiejskich warunkach. Bardzo serio to piszę. Jest wytrzymały, można grzebać w ziemi przez całą dobę – i choć używam rękawiczek, bardzo często zdarza mi się gmerać w grządkach gołą ręką. Dobry lakier wytrzyma wszystko. A czym jest dobry lakier dla kobiety – kobieta wie najlepiej. I zrozumie.

Kobieta kobietę zrozumie. Rozumiecie mnie?

EDIT JACKA: Brak mi słów. Posłuchaj, zamiast komentarza… 🙂

Kochany jesteś! I naprawdę się nie gniewasz? Przecież ja to wszystko dla ciebie… Bo gdzieżby dla mnie… 😉

Ania

 

POLECAMY RÓWNIEŻ: Ciągle w zielone gramy

Foto:  ivabalk on Pixabay 

4 komentarze

  1. Anna
    7 marca 2019
    Odpowiedz

    Jak ja Panią uwielbiam! ? Przede wszystkim za dystans i poczucie humoru. Jak to mówią „Śmiej się z siebie, a będziesz miał ubaw do końca życia .” ? You made my Day!

  2. 7 marca 2019
    Odpowiedz

    Do usług 🙂
    I nie paniujmy tutaj sobie. Jestem Ania. Dla wszystkich – Ania. I Jacek.

  3. Ania
    7 marca 2019
    Odpowiedz

    Zrobiłam podobnie miesiąc temu jadąc na imprezę niespodziankę z okazji 40-tych urodzin kolegi…na szczęście po drodze zajechałam do sklepu i zachciało mi się do toalety, a jak wiadomo najlepiej myśli się w łazience…I tak na Małysza wisząc nad muszlą klozetową pomyślałam że sprawdzę czy na pewno na dobrą godzinę jadę na te imprezę…okazało się że impreza za tydzień!;D ależ by się kolega zdziwił gdybym mu wbiła na chatę ze śpiewem ‚100 lat’ na ustach – gdyby nie wizyta w toalecie:P

  4. beata
    7 marca 2019
    Odpowiedz

    Ja w podobny deseń…
    Chodziło o zrobienie specjalistycznego badania. Powtarzałam sobie o nim od tygodnia -po to, żeby nie zapomnieć. Zjawiłam się w przychodni. Ze spokoje odczekałam godzinę spóźnienia -wiadomo – na nfz nie ma się wygórowanych oczekiwań. Wszystkie osoby już poszły a mnie nadal nikt nie wzywał. Moja cierpliwość powoli się napinała…
    Weszłam do gabinetu i z „lekkim” wyrzutem w głosie mówię że czekam od godziny…
    Pani spogląda w swoją karteczkę i oznajmia: nie mam pani zapisanej.
    Nie chcę mówić jaki przybytek przyszedł mi na myśl i jakie wkurzenie narastało we mnie z sekundy na sekundę. Żałowałam, że nie weszłam wcześniej bo już może sparawa byłaby wyjaśniona a tak… dopiero teraz zacznie się szukanie kto zawaił, kto nie wprowadził w system, no i na kiedy uda się ustalić nowy termin… Ale pani zapytała czy mam karteczkę z zapisanym badaniem – a ja : no tak i podaję pani szybciutko karteczkę .
    Pani, z tajemniczym uśmieszkiem, który mnie nieco zaniepokoił, oddaje mi karteczkę i mówi ze spokojem: ale to za miesiąc!
    WWWWWWWIELKIE ZDZIWIENIE
    Opuszczając gabinet, byłam dumna z siebie, że byłam tak długo niewymownie spokojna i nie skomentowałam w żaden sposób ICH bałaganu i ICH nieliczenia się z czasem pacjenta…
    Byłoby mi dopiero wtedy wstyd.
    Idąc do samochodu i jeszcze kawał drogi powrotnej nie hamowałam się…klęłam na siebie i na swoją… sama nie wiem co- niebywale siarczyście jak nie zdarzyło mi się chyba na nikogo dotychczas.
    Dokładnie tak jak ty ojagupiacipa
    Raźniej …i śmieszniej, że innym też tak się przydarza!

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Poprzedni Pompa ciepła: męska rzecz! (1)
Następny 10 największych banałów o życiu

Poczytaj więcej

Sceny z życia mrozu

Śpiewający sex czy proste dźwięki ciszy?

Nutribullet. Zwyczajny blender czy coś więcej?

Sceny z życia w upałach

Rośliny nas ocalą. I zniszczą koncerny farmaceutyczne.

Prąd ze słońca. Sprawdzamy czy fotowoltaika się opłaca!

Ten wpis się dla Ciebie spodoba

Podlaskie hygge

Teraz, k…, ja!

Selfie z kozą pośród łąk szumiących suszą

Czy warto mieć rekuperator? (2)

Orzeszkowo 14. Smakuję tę książkę.

Czas ziół. Jak zrobić herbatę Tuarega i nalewkę na kwiatach dziurawca?

Cisza pełna dźwięków

Fioletowe ziemniaki, czyli dieta cud