Pompa ciepła: męska rzecz! (1)


Czy wiesz, że Twoja lodówka również grzeje? Pewnie, że wiesz! Czyli – masz już całkiem niezłe pojęcie o ogrzewaniu domu z wykorzystaniem pompy ciepła.

Dziewczyny, które liczą w tym wpisie na kolejne moje pseudoromantyczne uniesienia uprzejmie przepraszam i proszę o przekazanie bloga panom – ta wiedza może im się przydać! 🙂 No, chyba, że robicie w domu za faceta, w takiej sytuacji:  voilà!

Dzisiaj mamy tekst o ogrzewaniu domu przy pomocy pompy ciepła. Piszemy znów na własnym przykładzie, od późnej jesieni korzystamy bowiem z jej dobrodziejstw i złowiliśmy już trochę osobistych refleksji.

Najpierw jednak dłuższa retrospekcja. Ważna, ponieważ chcąc mówić o pompie ciepła, powinniśmy w miarę precyzyjnie opisać miejsce jej instalacji. Na prawie półhektarowej działce, która stała się naszą własnością, poprzedni właściciele postawili niewielki dom i 140-metrową oborę. Ściany obory zbudowano z pojedynczej warstwy żużlobetonowych pustaków. Budynek składa się z trzech pomieszczeń i położonego nad nimi strychu.

Widzicie ten obiekt na głównym zdjęciu do tego wpisu. Tak wygląda obora po remoncie, zimową porą… 🙂

To była zresztą pierwsza nasza inwestycja: wymiana dachu nad oborą. Starą, nadpaloną i zgniłą więźbę dachową zastąpiliśmy nową. Wymieniliśmy eternit na blachodachówkę (Rukki Finnera), a na nowym dachu położyliśmy panele fotowoltaiczne o mocy energetycznej 10 kW, o których jeszcze napiszemy.

Z obory będzie dom

Po dwóch latach jedno z trzech pomieszczeń obory (50 mkw) zaadaptowaliśmy na dwa pokoje z osobnymi łazienkami i aneksem kuchennym. Posadzka w tej części domu ułożona została bezpośrednio na gruncie, musiała więc być bardzo dobrze zaizolowana.

Ma grubość ponad 40 centymetrów, w trzech warstwach: wylewka chudego betonu, dwie warstwy (razem 24 cm) styroduru i betonowy jastrych, na którym ułożone są rurki ogrzewania podłogowego (oczywiście z izolacją termiczną od spodu). Podłogi wykonano z gresu.

Z pozostałej części budynku usunęliśmy tony gruzu, żelastwa, starej słomy i szkła. Ściany domu zostały wzmocnione, a całość ocieplona. Jeśli starczy nam pieniędzy, kiedyś zmodernizujemy całą resztę – jedno duże pomieszczenie będzie salonem, a poddasze zyska charakter użytkowy i powstaną na nim dwa odrębne mieszkania.

W ostatnim, najmniejszym pomieszczeniu ulokowaliśmy maszynownię. W maszynowni mieści się inwerter do fotowoltaiki, dwa bojlery do ciepłej wody oraz dwie jednostki i instalacja pompy ciepła. Realnie rzecz biorąc – mamy zatem 140-metrowy budynek (z docelowo użytkowym poddaszem), w którym obecnie wykorzystywany jest 50-metrowy segment.

Co to jest pompa ciepła?

Jak to ogrzać? Jakie rozwiązanie przyjąć? Nie chcieliśmy ogrzewania elektrycznego, ponieważ nasza instalacja fotowoltaiczna nie byłaby w stanie efektywnie obsłużyć całej posesji (łącznie to dzisiaj już trzy budynki). Nie chcieliśmy ogrzewania olejowego, pieców na pelet i tym bardziej – na węgiel. Szukaliśmy systemu ekologicznego, bezobsługowego (lata płyną…) i efektywnego, wybór padł więc na pompę ciepła.

Laik taki jak ja zapytał najpierw: pompa ciepła – z czym to się je? Jeden z fachowców, którego poprosiłem o krótkie streszczenie technologii pompy ciepła, zapytał czy mam w domu lodówkę? Lodówka wewnątrz chłodzi, ale na zewnątrz oddaje część swojej energii cieplnej. Pompa ciepła to coś w rodzaju odwróconej lodówki: zamiast chłodzić – zasysa powietrze z otoczenia, spręża je, a ciepło ze sprężania oddaje do instalacji we wnętrzu budynku.

Dzięki sprężarce pompa pobiera ciepło z otoczenia (specjaliści mówią – z tzw. dolnego źródła). Tym źródłem może być woda, grunt lub powietrze. Następnie oddaje ciepło w wymienniku do tzw. górnego źródła, czyli w naszym przypadku do rur ogrzewania podłogowego albo grzejników. Nie emituje przy tym żadnych szkodliwych substancji, korzysta jedynie z zasilającego ją prądu.

Jak to funkcjonuje? Mechanizm działania pompy ciepła najprościej przedstawia film wyprodukowany przez firmę Vaillant:

Dlaczego właśnie pompa ciepła?

To najmniej inwazyjne rozwiązanie – orzekliśmy. Nie zużywa tyle energii  ile tradycyjne elektryczne ogrzewanie podłogowe. I przede wszystkim nie ma spalin. Nie ma też żadnych innych uciążliwości związanych z dodatkowym spalaniem drewna, paliwa gazowego, węgla czy peletu. Jest bezobsługowe. Zajmuje mało miejsca. Jest ekologiczne, łatwe do sterowania, wydajne.

Czynnikiem grzewczym wypełniającym rurki ogrzewania podłogowego jest glikol. Z powodów oczywistych: jeśli budynek nie będzie ogrzewany, sieć nie zamarznie. Musieliśmy dostosować pompę ciepła do potrzeb energetycznych całego budynku, nawet jeśli teraz w użytkowaniu pozostaje zaledwie 1/6 jego powierzchni.

Kluczowym zadaniem był wybór rodzaju pompy ciepłej. Jak napisałem powyżej – jej źródłem może być albo ciepło pozyskiwane z gruntu (odwiert), albo z powietrza lub wody. To pierwsze rozwiązanie jest najbardziej efektywne – otwór wierci się do poziomu niższego nawet niż 100 metrów w głąb ziemi – ale jest jednocześnie najdroższe.

Odwierty podnoszą koszt budowy średnio o co najmniej 20-30 procent. Dodatkowo jednym z warunków jest niski poziom wód gruntowych. Można też instalację źródła dolnego rozłożyć poziomo, ale to wymagałoby kolejnych rozkopów i sporej powierzchni pod instalację.

Ogrzewanie wodne można by zastosować, gdybyśmy znaleźli pod ziemią warstwę wodonośną lub mieli miejsce na spory zbiornik wodny. Tu uwarunkowania dyktowane są przez skład chemiczny wody, jej zasoby i ewentualne zanieczyszczenia.

Nasz wybór

Wybór padł więc na pompę powietrzną, która czerpie ciepło prosto z otoczenia. Mieliśmy wątpliwości: co dzieje się wtedy, gdy temperatury na zewnątrz są ujemne, albo wręcz bardzo ujemne? W końcu mieszkamy na Podlasiu…

Cóż, faktem jest, że wraz ze spadkiem poziomu temperatur obniża się efektywność pompy ciepła. Kiedy na zewnątrz panuje minus 20, w urządzeniu włącza się grzałka elektryczna podgrzewająca dodatkowo obieg glikol w instalacji. Założyliśmy jednak, że takich dni, nawet na Podlasiu, zdarza się teraz coraz mniej, a jeśli już występują, mróz utrzymuje się przez kilka lub góra kilkanaście dni. Trudno, w takich chwilach dogrzewamy się energią elektryczną. Ale mamy przecież fotowoltaikę…

Istotnym elementem wzmacniającym efektywność instalacji z użyciem pompy ciepła jest maksymalnie dobre ocieplenie domu. Tutaj jesteśmy dopiero w połowie drogi – budynek wprawdzie ma ocieplone ściany, ale na wykończenie wełną mineralną czeka wciąż całe poddasze. A to oznacza, że część ciepła ucieka poprzez płytę stropową i nieocieplony dach.

Prowizoryczny (i skutecznym) ratunkiem było tej zimy – to pierwsza zima z pompą ciepła – ułożenie 12-centymetrowej warstwy styropianu podłogowego, który czeka na swoją kolej przy okazji kolejnych etapów modernizacji. Efekt był odczuwalny natychmiast: temperatura w ogrzewanych pomieszczeniach podniosła się aż o 3 stopnie!

Pompa na zimę i… lato

Czy w pokojach jest ciepło? Odpowiem krótko: na początku narzekaliśmy, ale teraz jest jak w bajce. Narzekaliśmy, ponieważ płyta posadzki, położona wczesną jesienią, musiała się dobrze rozgrzać, podobnie jak świeżo wymurowane ściany. Trwało to ponad miesiąc, później zaczęliśmy odczuwać efekty grzania. Jest bardzo dobrze!

Tak wygląda główna jednostka pompy stojąca na zewnątrz domu:

Pompa ciepła - męska rzecz

A tak prezentują się urządzenia wewnątrz maszynowni…

Pompa ciepła - męska rzecz

Jaką markę wybraliśmy? Vaillanta. Z wielu powodów, przede wszystkim – z powodu elastyczności cenowej i wykonawczej (potrafili się dostosować do naszych terminów), ale przede wszystkim z uwagi na jakość obsługi klienta. Zmilczę moją opinię o konkretnych konkurentach – jeden nie odezwał się na żaden z kilku maili, mimo wypełnienia formularzy kontaktowych. Drugi odesłał  nas we wrześniu na terminy lutowe, a trzeci rzucił na odczepnego cenę 80 tysięcy złotych. Nasz ostateczny wybór  kosztował połowę tego…

Cieszymy się więc pompą ciepła od Vaillanta i cieszymy się nią także z nietypowego powodu: latem może nam służyć jako… klimatyzator! W najgorętsze dni wychłodzimy pomieszczenia od strony podłogi 🙂 Taka jest sprytna!

Jacek

W KOLEJNEJ CZĘŚCI: o mitach związanych z pompą ciepła, kosztach eksploatacji, efektach użytkowania

PS. Ten tekst nie powstał we współpracy z Vaillantem, zawiera wyłącznie nasze prywatne oceny

2 komentarze

  1. Darek
    8 marca 2019
    Odpowiedz

    No kurcze powiem Ci, że tym artykułem rozwiałeś mnóstwo moich pozytywnych emocji związanych ze zmianą życia.
    O ile te wszystkie wpisy o narzędziach, budową ziemianki i kilka innych łykałem jak bocian żaby – tak te techniczne wpisy obalają mity wsi.
    Jeszcze dałoby się zrozumieć „promocję“ miejscowych firm, czy produkcję Kazia Kowalskiego, który w swojej kuźni na Podlasiu wykuwa osłonki do pieców kaflowych, albo pędzi bimber w przydomowym garażu – byłoby to bardziej prawdziwe, aniżeli rekuperator na wsi, gdzie nie ma praktycznie żadnych zanieczyszczeń. Oczywiście wiem… o gustach się nie dyskutuje, ale chciałbym troszkę może obalić ten jeden z dziesięciu banałów 🙂
    Nie gniewaj się, ani nie traktuj mojego wpisu jako hejt – bo nie mam złych zamiarów. Czytam wszystko z zapartym tchem – ale te wpisy techniczne są dla mnie zdecydowanie miastowe/sztuczne. Pomimo, że sam jestem do bólu techniczny i wywodzący się z branży grzewczej… Nie z jednej budowy chleb jadłem – ale i tak mam stresa wyprowadzając się na wieś.
    Na początku bardzo mocno podnosiłeś temat ucieczki od zgiełku, reklam, a teraz nie jesteś do końca szczery – bo podlinkowujesz wszystkie firmy którymi współpracujesz.
    Jak się to ma do tego, że „uciekłeś‘ od nawału informacji, od nawału marketingu, od korporacji, a sam promujesz taki system.

    Oczywiście nie wiem jaki zamysł macie z blogiem – bo to każdego indywidualne podejście i oczywiście nie ma nic złego w pozyskaniu Klienta i napisanie artykułu sponsorowanego o danej firmie, czy rozkręcenie kolejnego biznesu 😉

    Nie mam też nic przeciwko hybrydom Ani – bo przecież każda kobieta musi mieć kawałek wychodnego, żeby podbudować swój nastrój i poczuć się w pełni kobietą. Nie mam z tym kompletnie żadnego problemu. Jednak na wsi – trochę mi to nie pasuje 😉 zwłaszcza jak 4 raz przeczytałem wpis Ani o grabieniu liści – bo faktycznie mnie zafascynował. Kompletnie nie miałem świadomości o ziemi z liści itd itp…

    Ale teraz zamknij oczy i wyobraź sobie kobietę w dresie/podomce, gumofilcach trzymającą grabie dłońmi z bordowymi hybrydami – czy tam wściekły róż…
    (nie wiem nie znam się na kolorach, bo jestem facetem i znam tylko cztery kolory – biały, czarny, taki se i … ch..y 😀 )
    Czy to nie jest sztuczne?
    Fakt faktem paznokcie mogą pasować do czerwonych gumofilców Ani :).

    Wiem, czytałem – że pracujecie zdalnie i jeszcze musicie dojechać do Warszawy, no i oczywiście wyglądać dobrze, żeby prowadzić biznes.
    Jasnym dla mnie jest, że mieszkając na wsi – wcale nie oznacza, że mamy przestać dbać o siebie – wręcz przeciwnie.
    Ale uważam, że chyba bardziej prawdziwym będzie pokazanie prawdziwych emocji związanych z remontem, czy bolącym krzyżem, aniżeli opisywanie jak co działa w maszynowni… Zwłaszcza podlinkowując producentów.
    Bardziej prawdziwe dla mnie jest pokazanie błędów przy budowie ziemianki, aniżeli, że Vailant był elastyczny cenowo i miał miłą obsługę 🙂 – tak na marginesie…. – gdyby było inaczej to nie byłby już Vailant… 🙂

    Czemu o tym napisałem… mogłem przecież sączyć drineczka grając z żonką w karty, a nie czytać cudzego bloga, ale… czeka nas ogromna zmiana – i czytamy wszystko o ludziach, którzy taką zmianę mają za sobą, albo są w trakcie, rozmawiamy z takimi ludźmi – jak pisałem kiedyś w komentarzu – kupiliśmy dom na Pojezierzu Drawskim – i jesteśmy na etapie planowania remontu – za 3 tygodnie ruszają pierwsze prace.
    I nijak większość technicznych rzeczy nie pasuję do tego co piszesz…
    Nie mam kanalizacji na wsi, nie mam gazu i takie tam… kocypoły 🙂
    Ale mamy zapał i jakiś plan… to chyba najważniejsze

    Napisałem to, bo czytając te wpisy Was polubiłem, mam chęć z Wami polemizować, w każdym wpisie czuć relacje między Wami (o tym kiedyś pisałem), mam chęć z Wami pogadać, napić się wódki czy zjeść dobre ciasto.

    Ale tego typu wpisy są dla mnie mega miastowe…. 🙂

    Pozdrawiamy jeszcze na razie ze Śląska

    • 9 marca 2019
      Odpowiedz

      Hmmm… Długi wpis, więc i odpowiedź nie będzie krótka 🙂

      Zacznijmy od marek, bo to Cię chyba najmocniej ugryzło. My też biliśmy się z tym tematem – pisać o naszych doświadczeniach z markami lub systemami, które tu zamontowaliśmy, czy nie pisać? I żeby Ci dokładnie odpowiedzieć, musiałbym się cofnąć o prawie cztery lata.

      Kiedy przymierzaliśmy się do kupna, a potem remontu, rzecz jasna siedzieliśmy w Internecie. I mnie, konkretnego faceta, szlag trafiał, że nigdzie nie mogłem znaleźć pełnej porady na problem, który stal przede mną. Kiedy ktoś pisał o ziemiance, to nigdy nie podawał całości informacji, kiedy szukałem wątków o rekuperacji, nie znajdowałem kompletu wiadomości itd. Zawsze tylko cząstkowo, zawsze fragmentarycznie. Wtedy jeszcze nie było decyzji o blogowaniu, ale kiedy ona przyszła, pomyślałem, że moją rolą jest między innymi ułatwianie poszukiwań ludziom takim jak Ty i ja. Żeby mieli maksymalnie wiele w jednym miejscu.

      Właśnie dlatego podajemy linki w tekstach. Bo już przeszliśmy tę drogę. Bo coś nam się sprawdziło, a coś nie. Żebyś miał pewność – nie pracujemy z żadną i dla żadnej marki. A jeśli zaczniemy kiedyś współpracę, będzie to jasne i jawne od początku. Tak działamy, taki mamy etos – górnolotnie mówiąc. Jeśli więc kogoś chwalę, to dlatego, że zasługuje na pochwałę – nie widzę w tym nic zdrożnego. Wkrótce napiszę o telefonii komórkowej na wsi – zobaczysz tekst i złapiesz, że potrafimy też przyładować. Podajemy więc linki, żeby ułatwić życie Czytelnikom. Możesz od razu przejść na stronę producenta czy dostawcy usług i od razu widzisz to, co ja sprawdziłem. Możesz – nie musisz. Zewnętrzne linki są ważne, pomagają, a my chcemy pomagać.

      Rekuperacja to temat nieco inny niż myślisz. Nie użyliśmy jej po to, by mieć na wsi świeże powietrze – rekuperacja to odzyskiwanie ciepła z domu, w którym mieszkamy i ponowne ogrzewanie tym ciepłem wnętrz. Oraz, po drugie, gdy ma się wymiennik ciepła zewnętrznego, to odzyskiwanie ciepła z gruntu. Nie ma jednak rekuperacji bez wentylacji mechanicznej (choć kiedyś myślałem, że jest). Czyli musisz zamontować wentylację i filtrować zewnętrzne (czyste, wiem) powietrze, by je ogrzewać ciepłem z ziemi i z domu. Temu to służy.

      Przeszedłem przez wiele firm, które oferowały rekuperację – ta jedna okazała się z mojej perspektywy najlepsza. Tak samo Vaillant. Lubię, gdy marka traktuje klienta poważnie i rozwiązuje jego problemy – tylko firma na V potrafiła to zrobić z odpowiednim profesjonalizmem. Mógłbym nie napisać jej nazwy, jasne, ale wiesz co – to byłoby nieuczciwe wobec nich samych i wobec Czytelników. A my jesteśmy szczerzy. Jeśli coś nam odpowiada – piszemy TO nam odpowiada. Tak powinien działać blog. Liczą się zresztą nie tylko wrażenia – np. profesjonalizm Vaillanta, który bardzo mi się spodobał. Liczy się też efekt końcowy – jak to działa, jaka jest obsługa po sprzedaży etc. Jak coś będzie z nimi źle – też to napiszemy.

      Oczywiście, moglibyśmy tutaj zachwalać pod niebiosa naszych lokalnych wykonawców, wręcz ich polecać – i my czasem o nich wspominamy, z ogromnym ciepłem, choć linkować do nich nie sposób (większość nie używa internetu), ani też nie widzę szansy, by skorzystać z ich usług gdzieś poza Podlasiem. Ale jeśli potrzebujesz dekarzy, cieśli, tynkarzy czy murarzy – służymy lokalnymi kontaktami. To są wspaniali ludzie i robią perfekcyjną robotę. Wierzę jednak, że na Pojezierzu Drawskim znajdziesz tak samo dobrych.

      Podsumowując ten wątek: NIE MA TU TEKSTÓW SPONSOROWANYCH. A jeśli kiedyś się pojawią, mocno to zaznaczymy. Są teksty, które biorą się z naszych doświadczeń – dzielimy się nimi, po całości, nie unikając nazw producentów, bo niby dlaczego? Opisujemy NASZ przypadek, w szczegółach. Każdy może ocenić i wybrać po swojemu.

      Kiedy mieszkasz na wsi, siłą rzeczy nie uciekniesz od rzeczywistości, od marek, miejskich wykonawców, od nachalności marketingu. My odcięliśmy się bardzo mocno od nawały informacji, ale przecież nie żyjemy w pustelni. Jeśli szukam źródła ciepła do dużego domu, to przecież nie będę myślał o ognisku czy piecu na miał węglowy, lecz o rozwiązaniach alternatywnych, mądrych, efektywnych. Stąd – kontakty ze światowymi i krajowymi markami.

      Ten wybór nie ma nic wspólnego z symboliką wiejskiego życia, to wyraz czystego pragmatyzmu. Mieszkam na wsi, ale nie muszę marznąć, palić plastikowymi butelkami i krzesać ogień kamieniem. Nasz dom, w sensie technologicznym, jest bardzo nowoczesny, energooszczędny, dobrze przemyślany. Właśnie dlatego, że myślimy jak ludzie, którzy sporo poza własną wsią widzieli, którzy docenili wygodę życia w mieście i mówią sobie – nie musimy tworzyć gorszych warunków niż te, które są w zasięgu naszych możliwości.

      Ani szilak… To bardziej żart z samej siebie niż wskazówka. I za to ją kocham, że umie z siebie pożartować. 🙂 Ale to też swoiste potwierdzenie tego, co zauważasz: tak, my ciągle jesteśmy trochę miastowi, trochę wsiowi. Jak zapytasz o nas we wsi po nazwisku, pewnie niewielu jeszcze wskaże Ci drogę, ale jak zapytasz o warszawiaków – każdy powie. Na wsi pod Drawskiem Ty też długo będziesz Ślązakiem, i też miastowym 🙂

      EDIT. Jeszcze na chwilę o szilaku. To nie był tekst o nabzdyczonej lasce, która gna do Warszawy, żeby zrobić sobie nowy kolor pazurów. Ania mi wytłumaczyła, czym jest szilak i całość tych jej operacji na paznokciach: to służy ich wzmocnieniu. Pracujemy głównie w rękawiczkach, choć często też w gołych dłoniach. Lakier (nie wiem, nie znam się) chroni powierzchnię paznokci, zwłaszcza, jeśli były w ten sposób pielęgnowane od dwóch dziesięcioleci. A poza tym – kwestia samopoczucia jest totalnie istotna, jeśli ładne paznokcie mogą wpędzić ją w dobry nastrój, to dlaczego nie? Ja to lubię, że ona dba. Ona lubi, że ma zadbane. To się nazywa: drobne przyjemności 🙂 I zapewniam Cię, że przy rozrzucaniu obornika te paluszki z fioletowymi paznokciami radzą sobie tak samo dobrze, jak moje łapy bez lakieru 😉

      Nie ukrywamy tego, że ciągle jeszcze mamy miejskie korzenie. Nie ukrywamy też tego, że nie chcemy, by wieś kojarzyła się wyłącznie z obornikiem, brudnymi rękami, walonkami i łojdiridi-ucha! Nasi znajomi ze wsi też mają panele fotowoltaiczne, też instalują sobie pompy ciepła – a mieszkają tu od zawsze. Może ich trochę zaraziliśmy, nie wiem. Ale – robią to. I super. Dziewczyny we wsi też malują paznokcie, fajnie się ubierają (widzieliśmy na dożynkach!), jeżdżą dobrymi, miejskimi samochodami. To też jest wieś.

      Tu muszę wrócić do założeń bloga, opisanych w tekście „O nas” czy „Współpraca” – chcemy pomagać ludziom, którzy tak jak my zamierzają dokonać rewolucji w swoim życiu. Paradoksalnie, chyba już nawet to napisałem, nie muszą na siłę uciekać na wieś – na początek wystarczy zmiana wewnętrzna, mentalna. Stąd też pojawiają się nasze teksty w rodzaju „Proszę, nie rdzewiej” czy „Ciągle w zielone gramy”. To nie są teksty dla mieszkańców wsi, to są teksty dla ludzi z naszego pokolenia i trochę młodszych. Uniwersalne. Dla każdego, kto szuka odmiany.

      A my prowadzimy blog dla ludzi, którzy poszukują odmiany. Nie tylko blog o młotkach i rekuperacji. I nie tylko o życiu na wsi, choć kiedy ruszy wiosna, takich wpisów będzie zapewne dużo więcej. Spodziewaj się 🙂

      I przechodząc do finału… Mogę coś podpowiedzieć? Jeśli czeka Cię poważna zmiana, rewolucja, czyli przeprowadzka na wieś, nie myśl wyłącznie technicznie. Nie myśl o samym remoncie. Myśl o tym, co po. O własnym stylu życia w kompletnie innych warunkach. Remont, to tylko remont, tak samo wykonasz go w mieście, jak i na wsi. Najważniejsze jest to wszystko, co pojawia się po nim. Kiedy musisz przewartościować swój cały dotychczasowy świat. Kiedy wszystko się zmienia. Remont to tylko etap – jeśli szukasz odpowiedzi na jakieś pytania techniczne i nasze z nimi doświadczenia, pisz w komentarzach. Na wiele pytań potrafimy już odpowiedzieć. Jeśli widzisz jakieś wątki, które powinniśmy rozwijać – pisz również. To dla nas nieocenione, gdy Czytelnicy podsuwają tematy i proszą, byśmy podzielili się doświadczeniami!!

      Dobra… Kończę. Jeśli te wpisy są miastowe, to znaczy, że ciągle jesteśmy sobą. Nie udajemy nikogo. Dzielimy się naszym życiem (Ani wyjazd do Warszawy to była właśnie część tego życia…), dzielimy się naszymi poglądami (moje gęganie o starości) i doświadczeniami (te Vaillanty i rekuperatory), ale to ciągle jesteśmy my. Nie pozwól nam się zmieniać, grać w innych rolach!

      A co do wódeczki, ciasta czy kawy – bardzo chętnie 🙂 Choćby wirtualnie!

      Pozdrawiam Cię serdecznie i bardzo się cieszę, że tak ładnie nam uświadomiłeś, że trzeba jednak mocniej tłumaczyć naszą rolę i ujawniać – dlaczego piszemy tak lub inaczej. W kolejnym tekście o pompie ciepła wrócę do tego wątku. dzięki!

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Poprzedni Życie. Część II. Wydanie poprawione.
Następny Ojagupiacipa, czyli z wyprawy baby do miasta

Poczytaj więcej

Przewodnik po ludziach: Pan Od Ziół

Bądź ekomaniakiem. Buduj oczyszczalnię! (2)

Moda Za Miastem: modeling z kosą i lnem

Nieznośna lekkość ruchu… Prawie wiosna!

Późny wieczór w Niebie: sałata z burzą w tle

Czy warto mieć rekuperator? (1)

Minimalizm. Dalibyście radę?

Tacy sami

Wiejski CrossFit, czyli ćwiczenia na okrągło

Jaki powinien być lekarz idealny?

Rośliny nas ocalą. I zniszczą koncerny farmaceutyczne.

Uprawy na rabatach podniesionych

Jak założyć ogród od podstaw

AAAAlergię w dobre ręce oddam!

Ucieczka na wieś. Pytasz… czy warto?