Kaflove (1)


Kaflove

Masz jedną zapałkę, naręcze długich na pół metra szczap drewna, garstkę trocin, siekierkę, obok stoi piec kaflowy ‒ a tobie jest  potwornie zimno. Woda w wiaderku zamarzła: nie będzie herbaty. Węgla nie ma, elektryczności nie ma, centralne ogrzewanie porzuciłeś w Warszawie, nawet napędzany zimowym wiatrem wagon Przewozów Regionalnych wydaje ci się teraz świątynią ciepła. I co robisz?


Kątem oka zerkasz za siebie ‒ kobieta, którą kochasz, obserwuje teraz każdy twój ruch, dostrzegasz w jej wzroku ciche polecenie ‒ zróbztymcośmisiu! Myślisz sobie: jesteś mężczyzną, a ona marznie!


Poddajesz się w takiej chwili czy walczysz? Paliłeś kiedyś w piecu? Przyznaj się!


Tak myślałem: jesteś mieszczuchem takim samym jak ja.


Czyli nie paliłeś nigdy. Może dmuchałeś w żarzące się skrawki tektury i gałązek na harcerskim ognisku, ratowałeś ogieniek na grillu, podrzucając skrawki nasączonej parafiną ekologicznej podpałki, dosypywałeś do żaru węgiel drzewny z torebki Lidla i wtykałeś ziemniaki w gorący popiół, i to była cała twoja styczność z żywym ogniem i prawdziwym ciepłem.


Jesteśmy pokoleniem kaloryfera, grilla i kominka. Nasze ognisko domowe podsyca gorąca woda z bezimiennej ciepłowni na skraju miasta. Ucztą dla oka są płomienie z biokominka napędzanego paliwem w żelu. Jeśli jeszcze o tym nie wiesz: żel twojego ogniska domowego może spalać się nie wytwarzając dymu ni zapachu. Nie zostawia popiołu, śladów sadzy. Patrzysz jak delikatna, błękitna poświata płomieni muska taflę szkła i niewiele cię interesuje, że spalasz alkohol etylowy wbrew jego pierwotnemu przeznaczeniu. Upijasz spirytusem ogień.


Jeśli jesteś w tej grupie, mieszczuchu, to przybij piątkę. Mamy wspólne korzenie: spędziłem całe życie pod kaloryferem. Nie jestem lamberseksualnym brodaczem i nigdy nie biegałem z siekierą po lasach, szukając drew na podpałkę. Nigdy nie byłem harcerzem. Hedonistą, owszem. Tak jak ty, jeździłem do pracy i wracałem z pracy wygodnym autem, dozowałem poziom ciepła w łazience przekręcając termostat ogrzewania podłogowego, dzwoniłem do administracji, kiedy grzejniki były zbyt zimne.

Jesteśmy z miasta 


Historycznie jestem częścią cywilizacji ciepła bez płomieni. Wdychałem suche powietrze i ustawiałem na parapecie pojemnik z wodą. Przytulałem się do żeliwnych żeberek. Wieszałem skarpety na białych pałąkach łazienkowego grzejnika. Jabłka piekłem w mikrofali. Gotowałem na indukcyjnej płycie. Piezoelektryczną zapalarką rozpalałem świecę z IKEA ‒ to był mój jedyny ukłon w stronę żywego ognia.


Jesteśmy więc w jednej grupie. Mamy podobne doświadczenia, podobne nawyki i umiłowanie względnego komfortu. Wiesz co nas różni?



Postawiliśmy piec z tykocińskich kafli. Rąbiemy drewno, układamy w drewutni i uczymy się spalać je w taki sposób, by włożone na rozpalone ruszta wieczorem, utrzymywało ciepło w całym domu aż do południa następnego dnia.


W młodości nie raz patrzyłem na absurd domowych pieców, sens i bezsens ich budowania. Patrzyłem, na torturę nieustającego napełnienia węglem i drewnem, sinusoidę ciepła i zimna, zimna i ciepła. Dorastałem w opozycji do niemodnych kafli i żeliwnych drzwiczek. Dojrzewałem z radością w świecie kaloryferów, żeberek, paneli i rur centralnego ogrzewania. Ale dzisiaj ‒ o dziwo, o radości! ‒ czuję wspaniałą moc, pisząc: mamy piec kaflowy!


Dokładniej, zbudowaliśmy od podstaw trzy piece. A literalnie: piec opalany drewnem, piec z wkładem elektrycznym i piec chlebowy, także opalany drewnem. I żeby było coś na deser ‒ zmodernizowaliśmy czwarty piec, ścienny, ogrzewający dwa pomieszczenia jednocześnie. Rzecz jasna, także przeznaczony do palenia drewnem.


Wracamy do hypocaustum


Nie znałem wcześniej tego słowa. Dosłownie: podogień. Wycieczki, które docierają każdego dnia na zamek w Malborku, powinny je poznawać obligatoryjnie. Hypocaustum to starożytny sposób ogrzewania domów i term, w Polsce stosowany na wielu zamkach średniowiecza. Piec ustawiano pod posadzką, opierającą się na dziesiątkach podpór o wysokości od 0,8 do 1 metra. W przestrzeni między nimi lokowano system kanałów, szybko wypełniających się rozgrzanym powietrzem. Czasami podobne kanały murowano także w ścianach.


Z pewnością w Malborku takich pieców musiało być kilka, największy zbudowano pod Wielkim Refektarzem. Komorę paleniska zakonnicy wypełnili kamieniami, które odgrywały rolę grzejnika akumulacyjnego. Miała niemal 6 metrów sześciennych objętości! Zebrane z pól kamienie ułożone zostały na wielkiej kratownicy wykonanej z cegieł. Co ważne – nad tak skonstruowaną komorą akumulacyjną umieszczono kolebę, w której znajdowało się 36 kanałów cieplnych, doprowadzających ciepło bezpośrednio na poziom posadzki refektarza. Siatkę kanałów zamykały metalowe pokrywy, w razie potrzeby odsuwano je lub zasuwano, dozując wielkość ciepłego powietrza dostarczanego do sali.


Pod posadzką refektarza biegł też główny kanał dymowy ‒ w Malborku po mistrzowsku przeniesiono kierunek płomieni, które wędrowały po skosie, niemal poziomo. Całości dzieła dopełniał wysoki komin; jego górna krawędź wystawała prawie 4 metry ponad dachem.


I to wszystko grzało, musiało grzać! I pewnie mocno grzało! Cała przyjemność w tym grzaniu, cała moc, radość. Dzisiejsze hypocaustum to nowoczesne kominki z systemem rozprowadzania ciepła i nawiewów doprowadzających je do każdego kąta w domu. To również podłogi z elektrycznym lub wodnym ogrzewaniem pod kamieniem lub płytkami, to nowoczesne piece z systemami cyrkulacji.


My jednak wybraliśmy tradycyjne rozwiązanie. Czy było warto i dlaczego?


Ciąg dalszy nastąpi…

Jacek

PROSTO DO DRUGIEJ CZĘŚCI TEKSTU: Jak zbudować piec kaflowy_1

1 komentarz

  1. Akasha
    28 stycznia 2019
    Odpowiedz

    Piękny piec!

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Poprzedni Tacy sami
Następny Co na nas działa?

Poczytaj więcej

Zrób wewnętrzny raban. Nie gromadź stereotypów.

Kaflove (5)

Odliczamy do wiosny…

Przewodnik po ludziach: Pani Od Pierogów

Moda Za Miastem: modeling z kosą i lnem

Kaflove (3)

Ekologiczny ogród: brzydkie słowo na literę G

Przewodnik po ludziach: Pan Od Ziół

10 najlepszych książek, które przeorały młody mózg

Ciągle w zielone gramy… I ciągle nam się chce.

Czytając Vincenta Severskiego

Ogrodowy rozdrabniacz do gałęzi… Kupić?

Post nadzwyczaj optymistyczny i kwiecisty

Trawnik mamy… skomplikowany

Równonoc. Jest, jak jest. Było, jak było.