Jej Wysokość Egzaltacja. Znasz ją?


Jej wysokość egzaltacja

Celebruj drobne przyjemności każdego dnia – czytam na okładce książki – i celebruję. Twórz ciepłą oazę spokoju i żyj przytulnie – tworzę i żyję. Uwolnij się od perfekcjonizmu – staram się! Jeśli więc wszystko wykonuję zgodnie z przykazaniami, to dlaczego poradniki z cyklu „Jak żyć, żeby było cudownie” tak mocno mnie drażnią i śmieszą?

Nie ma jednego patentu na życie. I nie ma też jednego schematu, który można by powielić w milionie egzemplarzy ludzkich charakterów. Może, dla dużej grupy ludzi i pod wieloma warunkami (pierwszy – że przeczytali), takim schematem jest Biblia. Może da się usystematyzować pewne zbiory zasad, zebrać w jedną całość powtarzalne zachowania i może to na kogoś działa. Taka prosta recepta: rób tak, tak i tak – i będziesz wielki/wielka. I będzie cudnie.

Takie rozwiązanie podpowiadałaby Jej Wysokość Egzaltacja, ale ja…

Nie umiem w ten sposób.

Nigdy nie odważyłbym się napisać książki poradniczej, w której dałbym komuś kompleksowe rady na CAŁOŚĆ  życia. Nie potrafię nawet  dać takich rad dzieciom, z których każde wie wszystko po swojemu. Często wie dużo lepiej ode mnie. I każde czuje inaczej (i inaczej niż my tu, w Niebie) i inaczej układa swoje życie. I niech tak będzie, tak jest wspaniale. Mają swoje próby i błędy, mają swoją życiową mądrość, my możemy służyć jedynie własnym przykładem i powtarzać stale, jak mantrę – przeżywaliśmy to samo, wszystko już było.


Najlepszym poradnikiem mogłaby być autobiografia. Każdy z nas powinien ją napisać i dać własnym dzieciom lub sprezentować obcym, niech czytają, wyciągają wnioski, uczą się, porównują. Tak tworzy się punkty odniesienia i zbiory doświadczeń.


Zarzuciłem kiedyś pisanie „Kalendarza Szalonego Małolata”, ponieważ z każdym dniem czułem się bardziej mentorem niż partnerem dla swojego czytelnika. On (a raczej ona, bo większość czytelników to jednak były dziewczyny) był przecież coraz bardziej dojrzałym człowiekiem i starzał się dokładnie tak samo jak ja.

Bliżej realizmu


Bardzo trudno, z każdym rokiem, było mi więc udawać: Hej, misiaki,  mamy te same problemy, ja też boję się jutrzejszej matmy i też kocham się w Jolce z podwórka – bo nie kochałem się już w Jolce z podwórka, miałem dwie małe córki, skrobałem ich kupy z pieluch i zarabiałem na spłatę kredytu na meble z IKEA.


Mogłem albo brnąć w rolę mentora, który ma radę i patent na wszystko – i być dziś jak Beata Pawlikowska z setną książką na temat pozytywnego myślenia – albo z uczciwości wobec własnych Czytelniczek przestać pisać w ogóle. Przestałem pisać.


Te osobiste wtręty przyszły mi na myśl po koszmarze lektury poradnika „Żyj przytulnie”, autorstwa Melissy Alvarez. Jej okładkom zawdzięczam tekst dzisiejszego nagłówka. Melissa widzi życie kompleksowo i bierze je kompleksowo: brakuje nam przytulności. Daje więc wskazówki, które pozwolą ocieplić przestrzeń wokół siebie. Dzięki nim możesz przywiązać się do ludzi, pielęgnować relacje i osiągnąć pożądany poziom komfortu. To znów cytaty z okładki. Zachęcające.

Pozwól mi rozświetlić Twoje życie

Wewnątrz znalazłem kakofonię banałów, egzaltacji, pozornych rad i inspiracji, przez którą przebrnąłem w wielkich męczarniach.


„Rozświetl swoje życie” – to podrozdział, który ujawnił mi na wstępie jak wielki wpływ na stan mojego ducha  ma żarówka. Jaką ją mądrze kupić, jeśli „oświetlenie jest najważniejszym aspektem przytulnego domu”? Tak jak myślałem, potrzebny jest do tego specjalny przepis!


„Wybierz żarówki o mniejszej mocy, emitujące znacznie przyjemniejsze światło o czerwonym, żółtym lub pomarańczowym odcieniu” – czytamy. I niemal natychmiast, po kilku zdaniach, trafiamy na fundamentalne pytanie: „Czy czułeś kiedyś przyciąganie do kogoś, kogo nie znasz?”


Jeszcze nie zdążysz przestawić się z poziomu LED na poziom przyciągania… Jeszcze nie ochłonęłaś po tym skoku, a tu w jednej chwili, w jednym rozdziale, na jednej (!) stronie Melissa pragnie wraz z Tobą dojść  do filozoficznej konstatacji.

Uwaga: „Im wyższe są nasze wibracje, tym jaśniejsze jest nasze wewnętrzne światło”.

Młodzi w takich chwilach piszą: JAPRDL!

Niestety, takimi poradnikami wywatowane są całe księgarnie…

Noszę kamyczek, który znalazłam w strumyku, wystarczy, że przytrzymam go w dłoni i od razu się odprężam… Aby zadbać o przytulniejszą atmosferę w biurze (…) postaw w pobliżu malutką fontannę emitującą biały szum… Prowadź serdeczne rozmowy ze współpracownikami… Warto dążyć do sukcesu… Bądź dumny ze swojej pracy…  Zamknij oczy i spróbuj poczuć przytulną energię otoczenia…

Wiem. Takie zdania nie szkodzą. Takie zdania budują. (Zwłaszcza zdanie o fontannie może mieć terapeutyczny sens.) Sprzyjają atmosferze błogostanu i pozwalają zrozumieć sens prostych słów. Pewnie pomagają. Pewnie dają siłę, pozwalają osiągać wyższe stany świadomości.

A życie swoje…


W jaki jednak sposób te kobiety-autorki pomogą Ci rozprawić ze schematem, który polega na tym, że:


  • przychodzisz z pracy do domu na ciężkim wkurwie,
  • przywracasz twarzy ustawienia fabryczne – zmywasz resztki spływającego po Tobie makijażu,
  • dziecko wróciło ze żłoba z gilami do pasa i nie chce jeść zupy, którą nagotowałaś na dwa dni, a przecież zupka mamusi ZAWSZE jest dobra,
  • kibel COŚ zatkało,
  • w zlewie mucha zlizuje z naczyń resztki ze śniadania,
  • w Wiadomościach robią ci z mózgu stan wojenny,
  • chłop gdzieś na orbicie okołoziemskiej pilnuje ważkich spraw ludzkości, albo w ogóle o go nie ma,
  • a tobie chce się tylko siku, wina i snu,
  • i jeszcze tylko musisz obmyślić plan zemsty na swoim szefie,
  • i niczego dziś więcej od życia nie oczekujesz!!!


Dokładnie w takiej chwili sięgasz po swój ukochany poradnik i odzywa się Jej Wysokość Egzaltacja:


…Jeden ze sposobów rozwijania świadomości dzięki przytulnemu stylowi życia to codzienne zanurzanie się w przytulności – czytasz więc  i mówisz: aha, zieeeew, nie rozumiem, ale chyba to mądre jest i trzeba zastosować.


Może od poniedziałku.


Dlaczego ja o tym wszystkim piszę? Bo nie mam za grosz zaufania do takich poradników, ich wszechwiedzy, egzaltacji, harmonii, prostych rozwiązań na wszystko, pseudouduchowienia, bełkotu, terapeutycznej nowomowy. I proszę, żeby w księgarni trzymać je z daleka ode mnie. Bo gryzę.


Jacek


NIE POLECAM: Melissa Alvarez „Żyj przytulnie. Magia codziennych przyjemności”. Wydawnictwo Kobiece, cena 34,90 zł

4 komentarze

  1. Anna
    5 lutego 2019
    Odpowiedz

    JAPRDL. I nie jestem młoda ?

  2. Akasha
    7 lutego 2019
    Odpowiedz

    Umysł zazwyczaj wmawia, że „coś jest z nami nie tak” to jest, jak sądzę, bazą dla tych wszystkich poradników. Gdybyśmy wiedzieli, że przychodzące myśli można i należy traktować z przymrużeniem, oka świat byłby pewnie mniej smutny mniej poważny.Czy piękno leży w oku patrzącego czy raczej w braku serioznych przekonań na temat świata… kto to wie?

  3. Anita
    10 lutego 2019
    Odpowiedz

    JAPRDL… Także nie jestem młoda.
    Super blog? Pozdrawiam?

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Poprzedni Jarmark Kiermusy. Barachołka i tandeta.
Następny Jak zadbać o ogród zimą? Sekrety zimowego ogrodu.

Poczytaj więcej

Wydało się: przyjmujemy imigrantów!

Post nadzwyczaj optymistyczny i kwiecisty

Odliczamy do wiosny…

Siała Baba – zapraszamy do akcji!

Czas ziół. Jak zrobić herbatę Tuarega i nalewkę na kwiatach dziurawca?

Pokrzywowy krem miodowy – voilà!

Cherry bounce: nalewkowy flagowiec Pana Jacka

Kąpiele leśne. Jak czerpać zdrowie z natury.

Plastik już z nami nie wygra

Zrób wewnętrzny raban. Nie gromadź stereotypów.

Czytając Vincenta Severskiego

Życie. Część II. Wydanie poprawione.

Odetchnij od miasta

Opoka. Elewacja z historią sprzed tysięcy lat

10 kroków do własnego domu na wsi