Między TU a TAM. Jak znaleźć motywację do zmian?


Między TU a TAM

Gdzie popełniamy błąd, szukając motywacji do wielkich zmian? Zaczynamy od słowa: muszę. Albo: chcę. Albo: będę. Wyznaczamy sobie jakiś cel – zwykle dalekosiężny. Mija kilka pierwszych dni lub tygodni i… klops. Nic nie idzie tak, jak powinno. Dlaczego?

Trzeba ogromnej siły woli – masz? bo ja nie mam, niestety – by ustanowić sobie w życiu jeden kluczowy cel i z pełnym samozaparciem dążyć do niego przez wiele lat. Zbyt często próbowałem, nazbyt rzadko się to udawało.


Kiedy byłem młodym dziennikarzem-reporterem, chciałem być Ryszardem Kapuścińskim. Robiłem wszystko, by być Kapuścińskim! Ubierałem się jak Kapuściński, jeździłem do Klubu Reportera na spotkania z nim, czytałem i analizowałem wszystkie książki, nawet usiłowałem pisać tak jak on. Sam przed sobą tłumaczyłem to następująco: musisz ustawiać sobie poprzeczkę maksymalnie wysoko i nawet jeśli jej nie przeskoczysz, zawsze będziesz mógł powiedzieć – przynajmniej bardzo się starałem.


Dzisiaj wiem, że to był błąd. Nie kardynalny, nie zaważył na moim życiu, ale dziś bym w ten sposób celu nie wyznaczał. Kapuściński był w owym czasie poza sferą moich możliwości, to po pierwsze, a po drugie – trzeba szukać własnych ścieżek, nie naśladować, lecz przyglądać się i wyciągać wnioski po analizie cudzych sukcesów i porażek. I planować karierę ciesząc się drobnymi sukcesami.


Tylko wielkie cele się liczą? Błąd!


Drugi przykład, też osobisty, jest już bliższy mojej dzisiejszej strategii. Zdarza Ci się, że planujesz schudnąć? Zdarza, wiem (po sobie), że częściej niż rzadziej. Nigdy bym nie schudł, gdybym przyjął plan: schudnę 15 kilogramów! A był taki moment, w którym spojrzawszy na wagę mocno się przeraziłem. Po latach urzędolenia w różnych fotelach i przy różnych biurkach zacząłem ważyć 96 kilogramów, co przy moim wzroście 181 cm – przyznacie – powodem do dumy nie było.


Pomysł podsunęła wtedy Ania, zaczytana w książce Dukana o diecie białkowej i sama walcząca, by schudnąć o 1 kilogram (ona naprawdę nie ma z czego chudnąć, wierzcie mi, ale jest kobietą, a kobiety, wiadomo, dążą do doskonałości). Sam Dukan, czego dowiedziałem się znacznie później, był smokiem, który niszczył jelita zakwaszając nasz organizm. Ale dieta wyglądała intrygująco.


Gdybym wtedy powiedział sobie: chcę schudnąć 15 kilogramów – ważyłbym dzisiaj… 120. A wiesz dlaczego? Bo po pierwszym dniu, trzech… pięciu… niemal zero spadku, tylko lekki ruch w dół na wadze. Gdybym myślał: ileż to jeszcze czasu musi upłynąć, żebym doszedł do upragnionych 81 kilo, to nigdy bym nie schudł. I rzucił dietę w diabły.

Pierwsza radość z odchudzania


Uratował mnie pierwszy sukces: schudłem o kilogram. TAK! Schudłem o kilogram! Endorfiny zagotowały umysł – to działa, ja chudnę. Chudnę!


Radość z pierwszego sukcesu i motywacja, by osiągać kolejne, były tak wielkie, że od tamtej pory codziennie rano wchodziłem na wagę i codziennie cieszyłem się z każdego dekagrama mniej!


To było nieustające pasmo sukcesów. Jak z Kubusiem Puchatkiem: im bardziej chudłem, tym mocniej byłem z siebie dumny, a im bardziej byłem dumny – tym intensywniej chudłem!


Oto jest siła motywacji. Tej, która bierze się z cząstkowych sukcesów, a nie z ogólnego, wstępnego postanowienia. Chudnąc, zarzuciwszy po trzech tygodniach dietę Dukana, doszedłem do 79 kilogramów, w ładny sposób poprawiając swój wskaźnik BMI. Nie tylko radykalnie zmniejszyłem swoją wagę, ale… zacząłem się martwić, czy nie chudnę zbyt mocno i czy nie ma w tym objawów jakiejś choroby?! 🙂


Dla pełnego obrazu: chudłem tak przez dwa miesiące. Można? Można.  


Osiągaj bliskie cele. I ciesz się nimi.


Nie opowiadam Ci o tym, by chwalić się własnymi sukcesami, one nie mają znaczenia, choćby dlatego, że znów muszę zbić trochę wagi (jesień/zima). Nie są to już plany ekstremalne i dalekosiężne, po prostu powiedziałem sobie – Ania też, wiecie przecież: znów waży kilogram za dużo – chcę schudnąć!


Żadnego limitu nie wyznaczyłem! Chcę tylko schudnąć. Nie wyznaczyłem także terminu. Chcę schudnąć – i tyle.


W motywowaniu się do działań i osiągania celów warto skracać odległość między marzeniem a teraźniejszością. Często jest tak, że odległość pomiędzy „TU” – czyli miejscem, w którym zaczynasz – i „TAM” – czyli celem, do którego zmierzasz, jest zbyt duża. Działa deprymująco. Odstrasza. Wpędza w kompleksy.

Co wpędza Cię w kompleksy?


  • Nigdy nie schudnę 15 kilogramów! Ale przecież schudniesz o kilogram za dwa dni, jeśli tylko się przyłożysz. I jakaż będzie radość z tego sukcesu!
  • Nie dam rady, nigdy nie przebiegnę maratonu! Ale dziś przebiegniesz swoje pierwsze w życiu 800 metrów! Wow!
  • W jaki sposób mam odłożyć sto tysięcy na samochód! To niemożliwe! Ale już udało Ci się odłożyć pierwszą stówę, idź dalej!
  • Nie uda mi się rzucić palenia! (Aniu, czytaj dalej…) Ale może właśnie dziś zaczniesz palić o jednego papierosa mniej…
  • Nigdy nie wyprowadzę się na wieś, nie ma na to żadnych szans!


Aaaa… no właśnie. Są szanse. Zawsze są. Krok po kroczku, zrealizujesz swój cel, jeśli odległość między nim a miejscem, w którym stoisz dzisiaj, nie będzie zawrotnie wielka, jeśli będzie w zasięgu Twoich możliwości.


Kolejny cel – jutro. Następny – pojutrze. Endorfiny po każdym sukcesie będą Cię pchały do przodu!

Między TU a TAM: wyznaczaj sobie realne cele


Sięgając zbyt daleko, wyznaczając sobie cele nazbyt dalekosiężne, nazbyt ambitne – nie mówię o ludziach-robocopach, bezwzględnie zaprogramowanych na karierę – nie jesteś robocopem, prawda? – więc stawiając sobie odległe cele, dużo łatwiej z nich rezygnujemy. Bo i tak są nieosiągalne. Bo po co ja tu się mam starać, skoro i tak nigdy nie będę Kapuścińskim. Demotywacja szybko wyprzedza motywację: po co się starać, jeśli cel ciągle jest daleko? Błędne koło.


Gdybym był coachem, napisałbym teraz zdanie typu call-to-action – nie patrz na cel, sięgaj po niego! Ale ponieważ jestem tylko chłopakiem z Nieba (starszym chłopakiem), dopiszę na koniec tylko to: przestań o nim myśleć. Nie myśl o celu (trzeba, Jacek, schudnąć jakieś 5 kilo), po prostu zjedz dzisiaj mniej. I spal więcej. 🙂


Idę na długi spacer.


Jacek


EDIT ANI: Nie chciałabym żeby ten wpis uznany został jako dyskretna promocja diety Dukana 🙂 To dieta hardkorowa, ryzykowna dla zdrowia, ponieważ zastosowana przez dłuższy czas w swojej najbardziej ortodoksyjnej postaci, może doprowadzić do problemów ze zdrowiem, zaczynających się od nadmiernego zakwaszenia organizmu.


My stosowaliśmy się ściśle do jej zaleceń przez około 7-10 dni, później poszliśmy własną drogą. Ma niewątpliwy wpływ na pierwszą fazę odchudzania, gdy organizm, chcąc spalić (przerobić na energię) nadmiar odtłuszczonego białka, zaczyna pobierać tłuszcz niezbędny do spalania ze swojego wnętrza. Na przykład z fałdów brzusznych. Ale nadmiar białka wcale nie jest lekarstwem, organizm musi przyjmować różnorodne składniki. Faktem jest, że schudliśmy 🙂 Dukan czy zdrowoodchudzeni.pl, każdy wybiera po swojemu. 

POLECAMY RÓWNIEŻ: Rób rzeczy małe w wielki sposób

2 komentarze

  1. Kasia
    12 lutego 2019
    Odpowiedz

    Tak, tak. Odkrycie demotywującej siły odległego celu było moją eureką 😉 Kiedyś zauważyłam, że cel „rzucę palenie” jest dla mnie absolutnie niemożliwy do osiągnięcia, ani żadne odczarowywanie uzależnienia w głowie „prostą metodą jak skutecznie rzucić palenie”… choć to trochę pomogło, bo zweryfikowałam własne przekonania o nałogach. Zrezygnowałam m.in. z przekonania, że były palacz nigdy nie może sięgnąć nawet po jednego papierosa, bo wraca do palenia. Dla mnie – absolutna nieprawda. A zakończenie palenia stałego wyglądało u mnie tak, że przy każdej myśli „papieros” mówiłam sobie „za chwilę” lub „jeszcze nie teraz”. Koncentrowałam się wyłącznie na obecnej chwili, w której rezygnowałam z sięgnięcia po papierosa. Chwila okazała się stanowczo mniej przerażająca od odległego i wielkiego celu „za tydzień rzucę palenie zupełnie”. Stawała się też coraz dłuższa, aż zapomniałam kupić nową paczkę papierosów. Od kilku lat mam tak, że czasem w ciepły, wakacyjny czy imprezowy dzień wychodziłam, aby gdzieś przysiąść i zapalić. Choć może z tej formy też zrezygnuję, bo coraz bardziej cenię czyste powietrze i czyste sumienie w walce o eliminację smogu.
    Moja rezygnacja z frustrującej koncentracji na odległym celu polega więc nie tyle na ustanawianiu celów cząstkowych i łatwych do osiągnięcia, co na koncentracji na działaniu, które zsumowanie w długim czasie daje pożądany efekt (jeszcze nie teraz: zapalę, zjem całą blachę ciasta, pojadę samochodem zamiast piechotą, wydam pieniądze na coś „czy to naprawdę niezbędne”… itd. Przywraca mnie to do „tu i teraz”, działania, świadomego przeżywania drobiazgów, minimalizowania podkręcanych zewnętrznie potrzeb, do małych chwil – uważności i podmiotowego traktowania siebie w życiu. Lubię to.

    • 12 lutego 2019
      Odpowiedz

      Dziękuję za ten tekst, Kasiu! I zaraz pokażę go Ani. Może wyciągnie wnioski ?

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Poprzedni Kaflove (5)
Następny Ty piszesz, my odpowiadamy (1)

Poczytaj więcej

Jaki powinien być lekarz idealny?

Wiejski CrossFit, czyli ćwiczenia na okrągło

Jak założyć ogród od podstaw

Poradnik dla prawdziwych facetów

Rośliny nas ocalą. I zniszczą koncerny farmaceutyczne.

Kaflove (3)

Krótki wpis o zabijaniu

Ptaszory, głupcze!

Jak zrobić nalewkę… z wszystkiego?

Czy warto mieć rekuperator? (2)

Tarnina. Jaśnie Pani Tarka lub Ciarka.

O wyższości świąt Wielkanocy nad świętami Bożego Narodzenia

6:45 itd. Wyznania (nie)młodego blogera

Minimalizm. Dalibyście radę?

Jak palić efektywnie w piecu, kominku i kozie?