fbpx
My oboje dwoje dwa

Nie ma zmiłuj. Małżeńskie recepty na przetrwanie

Żyjecie jakoś? Wspólne przebywanie na małej przestrzeni może być irytujące – kto z Was wyobraża sobie, że można przeżyć w dwuosobowej kwarantannie jeszcze przez rok, dwa lub więcej? Jak wytrzymać?

To rządowe zalecenie, że trzeba zachować odpowiedni dystans pomiędzy ludźmi, może być jak leczniczy balsam dla wielu małżeństw. Dwa metry przy stole i kanapie – i nie siadaj bliżej! Nie dotykaj moich piersi bez rękawiczek! Nawet nie próbuj ze mną spać – premier zakazał się zbliżać! Oto zestaw nowych wymówek dla pań, które dotychczas wymawiały się migreną. Nie ma zmiłuj, kochanie, ty masz swój telewizor, ja mam swój, spotkamy się w sypialni po świętach. Albo w dniu wyborów, bo wtedy, na jeden dzień, ustawowo zniosą koronawirusa.

Nie ma zmiłuj w kwarantannie

Kwarantanna to dobry pomysł. Siedzisz na tyłku, międlisz w dłoni pilota – zbyt zimno, by wyskoczyć do ogródka – zdrzemniesz się, kurz przetrzesz po raz setny, pomidorową zrobisz (Ania, zrobisz?), zaśniesz przy książce, zgubisz się w dżungli Internetu, zadzwonisz do mamy, wyślesz wiadomość do dzieci i myślisz. Co by tu jeszcze wymyślić? O czym by tu pomyśleć, żeby zabić złe myśli, a przygarnąć dobre i wraz z nimi – przykładowo – pieniądze? 🙂

Pamiętacie jeszcze ten czas, kiedy głównym problemem było: – Jak żyć, panie premierze? 

Recepty na szczęście

Żyjemy w takiej dwuosobowej kwarantannie znacznie dłużej niż trwa pandemia i mamy już dziesiątki własnych recept na przetrwanie. Pierwsza z nich? Kochamciemy i buziaki na dzień dobry. Zawsze, każdego dnia. Nic tak dobrze nie rozpoczyna codziennej walki o związek, jak poranne wyznania i pocałunki. I nic tak dobrze nie smakuje, jak właśnie one. Prosty, niezawodny sposób. Wielokrotnie powtarzane zaklęcia i gesty potrafią zdziałać cuda.

Druga recepta – rozmowa. Nawet po największym wkurwie. Nawet wtedy, gdy jedno chce oglądać Real-Barcelona, a drugie „Anię z Zielonego Wzgórza” (co jest najczęstszym i chyba jedynym powodem do sporów), nawet wtedy warto porozmawiać. I znaleźć rozwiązanie – oglądasz jedną połowę filmu i drugą nagrywasz, oglądasz pierwszą połowę meczu i z nagrania puszczasz sobie drugą. Ha!

Rozmowa to podstawa. Napisałbym: komunikacja, ale to zbyt PR-owe. Rozmawiać trzeba o wszystkim, co kilka minut. Nawet w tak prosty sposób:

Jaceeek! – słyszę donośny krzyk z odległej werandy. Siedzę na poddaszu i piszę tekst na blog.

Taaak!!? – odkrzykuję.

Nic, namierzam cię tylko. Buziaki!

Buziaki i kochaki! – odpowiadam i piszę dalej.

Jest dialog? I kontakt? Jest miło, ciepło, domowo, jedno pamięta o drugim, a drugie to wie i odwzajemnia. Nie ma nic prostszego i nic lepszego pomiędzy dwojgiem ludzi niż rozmowa. – Poświęć mi pięć minut – mówi kobieta, a ty odkładasz komórkę. – Pogadaj ze mną – mówisz, a ona przestaje segregować nasionka.

Falowanie i spadanie

Te wspólne rozmowy są tak samo ważne, jak wspólne działania lub ich racjonalny podział. Nie ma zmiłuj: razem kopiemy grządki, choć to bardziej ja wbijam szpadel, a Anuszka częściej wyciąga perzysko. Ale razem. Razem jedziemy do sklepu. Razem pierzemy – ona segreguje i włącza pralkę, ja wieszam pranie. Również razem oglądamy seriale i słuchamy muzyki z płyt. (Dzięki Grabaż i Strachy na Lachy za „Już posmarowałem Tobą chleb”!) Razem szykujemy śniadania, spacerujemy, sprzątamy, myjemy sobie plecy, wkurzamy się razem na politykę i cieszymy ze śmiesznych memów też razem. Mamy swoje mikro-razem i makro-razem, choć bardzo często jesteśmy w dwóch różnych miejscach Nieba. Lub świata. Ale razem.

Kolejna recepta to kompromis. Życie jest zbyt krótkie, by toczyć wojny w kisielu, wojny  – patrząc z szerokiej perspektywy  –  o nic. Szkoda magnezu, który ucieka z każdym zdenerwowaniem. Szkoda czasu na przeciąganie liny. Zawsze znajdzie się jakieś miejsce pośrodku, w którym możemy odnaleźć się oboje i w którym każde z nas będzie odczuwało równą satysfakcję i równy niedosyt. To się liczy.

Nie wypominamy sobie. Nie ma w naszym języku słów „bo ty zawsze” i „a ty nigdy”. Po prostu ich nie ma. Ja jestem pamiętliwy, Ania jest pamiętliwa, ale co z tego, skoro wiemy, że warto wszystko puścić w niepamięć. Przyznaję – z upływem lat kolega Alzheimer i koleżanka Skleroza mocno ułatwiają to zadanie:  

Coś ci miałem wypomnieć, ale za diabła nie pamiętam… Co to było?  

– Mnie pytasz?? Ja nie pamiętam!

Plus dojrzałość. Emocjonalna, biorąca się z doświadczenia, z cierpliwości, z przekonania, że wszystko da się jakoś rozwiązać. Nawet największe kryzysy rodzinne, najcięższe choróbska i wpadki – wszystko trzeba traktować ze zdrowym rozsądkiem. Spokojnie, bez paniki, bez sięgania po nerwowe argumenty.

Dlaczego dziś?

Dlaczego piszę to wszystko właśnie dziś? Mamy z Anią osobiste powody, by mówić o sobie dobrze, albo chwalić się własnym szczęściem niekoniecznie przy okazji Prima Aprilis. Piszę dziś, ponieważ mam wrażenie, że taka kwarantanna, w którą wpadliśmy całym narodem, bardzo nam się przydaje. Wycisza. Pozwala na refleksję. Czuję się tak, jakby ktoś wyciągnął wtyczkę z naszego Wielkiego Dopalacza. Nigdzie nie musimy gonić. Z nikim się nie ścigamy. Niczego nie musimy kupować. Donikąd się śpieszyć.

Tylko żyć. Martwić się – wiadomo, idą bardzo złe czasy. Ale i cieszyć – że jesteśmy z sobą, że mamy urlop od wszystkiego, że tym razem nie Toskania i nie Władysławowo, lecz własny dom, cztery ściany, kilkadziesiąt metrów, a jak pięknie.

Fajne jest życie w kwarantannie… jego mać!

Jacek

POLECAMY RÓWNIEŻ: Trzy lata daleko od miasta

A TAKŻE: Post nadzwyczaj kwiecisty i optymistyczny

Podziel się:
Komentarz
  • Pięknie napisane. Ja też doceniam tą chwilę i pozwalam sobie na chwilę refleksji…

    2 kwietnia 2020
  • Cześć. Dziś trafiłem na Twój blog szukając informacji o ziemiance. Dobrze napisałeś o tym byciu razem i przetrwaniu. Zgadzam się ze wszystkim, o czym napisałeś. Szczególnie z tym, że każdego dnia trzeba okazywać zainteresowanie drugiej osobie i nie ważne, czy ma się 20,40,czy 70 lat. Mam chorą córkę i chyba dzięki niej zrozumiałem, że w życiu nie ma wieszej wartości niż zdrowie bliskich i swoje. I największa radość jest, gdy wspólnie dbamy o zdrowie każdego dnia. W czasie tych wirusów chyba wszyscy powinni zrozumieć, że zdrowia i szczęścia nie można kupić. Trzeba o nie dbać samemu. Wysypiać się, piec chleb, jeść proste “nie prztworzone” produkty. I dobrze mieć swój kawałek ziemi, gdzie robi się coś dla siebie i bliskich, mieć czas na rozmowy, na odpoczynek, na przebywanie na słońcu i miejsce do chodzenia na boso po porannej rosie, mimo, że ciągle słyszy się o nowych ograniczenia wprowadzenych przez rządy. I nie ukrywam, że wkurzają mnie te wszystkie informacje o wyścigach odnośnie szczepionki. Ten świat idzie w złym kierunku. Człowiek za wszelką cenę chce pokazać, że jest mądrzejszy od natury. Ci, którzy tak myślą, dają tylko zły przykład i niestety mają wielu naśladowców. Nikt w mediach nie mówi, że odporność, to nie mycie rąk i maseczki, tylko coś innego. Takiej kwarantanny jaką wy macie, powinien doświadczyć każdy z nas. Dziś ludzie nie potrafią przetrwać bez zakupów w sklepach nawet dwóch dni. Pieczenie chleba, robienia masła, jedzenie swoich produktów, to czynności tylko dla wybrańców w tych czasach. Kończę,miłem napisać krótki komentarz. Pozdrawiam Was. Życzę dużo słońca na najbliższe dni. I zdrowia dla wszystkich!

    5 kwietnia 2020

Zostaw komentarz