Trawnik mamy… skomplikowany


Trawnik mamy skomplikowany_1

Gdyby chodziło tylko o mnie, cały ogród mógłby składać się wyłącznie z drzew i trawnika. Uwielbiam trawniki od pierwszych wakacji w szkole średniej – przez wszystkie lata nauki i studiów pracowałem w zieleni miejskiej kosząc trawę na wszystkich skwerach Kołobrzegu. Ileż mam anegdot z tego okresu!

Trawnik to jednak ciężka praca i zadanie dla prawdziwego entuzjasty. Ja, przyznam się, zbyt często go zaniedbuję.

Według Anglików, recepta na piękny trawnik jest bardzo prosta. Kosić, podlewać, napowietrzać i już po stu latach będzie wyglądał jak najpiękniejsze korty Wimbledonu 🙂 Coś w tym jest… Mój pierwszy osobisty trawnik wyglądał przecudnie przez trzy lata po założeniu. Miał wielkość znaczka pocztowego, więc jego utrzymanie było prawdziwą przyjemnością.

Bardzo często kosiłem, dobrze podlewałem, napowietrzałem (widłami), nawoziłem, a nożyczkami przycinałem źdźbła sterczące między kamieniami odgradzającymi go od rabaty i ogródka skalnego. On odpłacał każdego roku soczystą zielenią i nienagannym wyglądem, nawet po ciężkiej zimie.

Dużo inaczej jest teraz…

Trawnik mamy… skomplikowany

Na niespełna półhektarowej działce w Niebie Za Miastem można wyodrębnić trzy strefy trawnika. Pierwsza to ugór. Piach, piach i piach. Rosną jakieś rachityczne kępy, w ziemi czają się resztki po wcześniejszych budowach: kawałki betonu, gruzu, kamieni, szkieł, eternitu, masakra. Z tą częścią będziemy walczyli w tym roku, o tym za chwilę.

Druga strefa to długi pas ziemi położony najniżej na działce, wzdłuż lasu. Tu problemy są trzy: kwaśność ziemi powodowana bliskością sosen, wilgoć (najniższy punkt w okolicy) i bezmiar sosnowych igieł oraz liści dębów. Gdyby zostawić go samej naturze, trawę zastąpiłby mech, przykryty igłami. Gdzieniegdzie rosłyby grzyby.

I wreszcie trzecia strefa, najbardziej cywilizowana. To teren po naszej głębokiej rekultywacji, z ziemią ogrodniczą nawiezioną kilkunastoma wywrotkami, ukształtowany przez nasze ręce i pomysły. Trawa na nim wygląda pięknie, wzbogacają ją wiosenne krokusy i… wysuszają napalone na wodę brzozy doorenbos. Ale tu akurat, jesienią, najczęściej można znaleźć kanie: wyrastają do fenomenalnych rozmiarów! I tu właśnie lubi czuwać Pan Pies.

Trawnik mamy skomplikowany_2

Strategie na trawniku? Niestety, tak…

Już to wiem. Kiedy ma się tak zróżnicowany grunt i otoczenie, do każdej strefy trzeba stosować inną strategię. Piaszczystą część działki będę w tym roku dokładnie rekultywował. Najpierw pójdzie w ruch glebogryzarka, która pozwoli przemielić wierzchnią warstwę gruntu i jednocześnie rozrzuci trochę porozcinane kłącza perzu. Perz na trawniku jest OK, da się z nim żyć. Potem trzeba będzie rozłożyć na tej części kilkucentymetrową warstwę urodzajnej ziemi, zagrabić, posiać nową trawę, zwałować, podlewać i… modlić się o cud 🙂 Damy radę, ale to oznacza dwa tygodnie ciężkiej pracy i później miesiąc czekania na finalny efekt.

Trawa pod lasem wymaga innej pielęgnacji. Zakwaszona gleba pozwala wprawdzie świetnie rosnąć wielu gatunkom traw, ale i tak… mech będzie od niej silniejszy. Rada? Trawnik trzeba co roku wertykulować . Wertykulacja to rozcinanie ostrymi nożami wierzchniej warstwy darni, pozbywanie się filcu z powierzchni trawnika. To jednak nie wystarcza! Już rok temu, z dużym bólem kręgosłupa najpierw wydarłem wszystko, co było filcem, a potem zagrabiłem. Mój błąd polegał na tym, że nie zmieniłem kwaśności gleby.

Należało wykonać wapnowanie, dodając do wapna kredy, dolomitu lub nawozów wapniowo-magnezowych. Taki zabieg trzeba powtarzać co 3-4 lata, ponieważ wapno z gleby pobierane jest przez rośliny i wypłukiwane do ziemi. Walce z mchem pomagają też specjalne mieszanki nawozowe, z dużą zawartością żelaza.

Czyli – wertykulacja plus odpowiednie nawożenie. To jest strategia w strefie drugiej. A w strefie trzeciej, tej najlepszej? Kosić, podlewać, napowietrzać, nawozić… i już za sto lat… 🙂

Gdzie robimy błędy?

Błędy w pielęgnacji trawnika widziane moimi oczami to zwykle zaniechania… Nie chce mi się kosić (choć uwielbiam kosić trawę!), ponieważ to zajmuje zwykle kilka godzin. Nie mamy traktorka ogrodowego i uznaję to za błąd, ale cóż: kasa, misiu, kasa… Biegam zatem z kosiarką i choć ma ona własny napęd, to jednak swoje kilometry trzeba przy niej wychodzić.

Zróbmy zatem, na moim przykładzie, listę głównych błędów związanych z pielęgnacją trawnika:

  1. Zbyt rzadkie koszenie. Optymalnie powinno się to robić raz w tygodniu. W jednym z programów ogrodniczych widziałem Angola, który kosił codziennie. Miał wyniki: jego trawnik był dywanem! Ale do tak systematycznego koszenia trzeba mieć extra zaparcie… Koszenie stymuluje rozrost traw, sprzyja zagęszczaniu.
  2. Zbyt niskie lub zbyt wysokie koszenie. Kosiarkę ustawiałem zwykle na poziomie 4-5 cm. Błąd! Optymalna wysokość to 5-7 cm! Jeśli trawa jest eksploatowana sportowo, intensywnie, można skracać do poziomu 3 cm, ale wówczas wymaga ona znacznie częstszego podlewania i dosiewania.
  3. Nie zbieram zmulczowanej trawy. Błąd i nie. Jeśli kosimy trawnik, który miał np. 12-15 centymetrów, ilość rozrzuconej trawy jest zbyt duża i jej resztki mogą zacząć gnić. Jeśli kosimy często i przycinamy tak, jak wskazują podręczniki (o 1/3 długości), wtedy skoszone resztki tworzą naturalny nawóz pełen azotu. Takie drobiny szybko się rozkładają.
  4. Złe nawożenie. Nie wolno sypnąć ani za dużo (z ręki), ani za mało. Ta druga okoliczność sprawia, że rośliny nie odczują nawożenia, ta pierwsza odbija się czkawką na całym obszarze trawnika – widać wtedy po wzroście i kolorze traw, gdzie właściciel sypnął hojnie, a gdzie oszczędził. Najlepsze są małe siewniki do nawozów. To samo dotyczy rodzaju stosowanych nawozów. Wiosną i latem wzmacniamy liście, wtedy trawa potrzebuje dużo azotu. Jesienią szykujemy trawnik do przetrwania i wzmacniamy korzenie, potrzeba więcej potasu i fosforu.
  5. Tępe noże w kosiarce. Standard, niestety! Tępy nóż nie rozcina źdźbeł, on je masakruje, miażdży, rwie. To pogarsza jakość trawnika.
  6. Niewłaściwe pory podlewania. Moja wina… Nie powinno się podlewać na noc, lepiej robić to rano. I nie za często. Raz w tygodniu, bardzo obficie – wystarczy. W czasie suszy, rzecz jasna częściej, o ile to możliwe.

Piękny trawnik = ciężka praca jesienią

Żeby cieszyć oko pięknym trawnikiem w czasie lata, najpierw musimy poświęcić mu sporo uwagi jesienią. Dobre nawożenie, skoszenie traw przed nadejściem przymrozków, a także oszczędzanie trawnika podczas śnieżnych zim – to elementarz.

Złe przygotowanie trawnika do zimy widać… wiosną. Pojawia się pleśń śniegowa – dość popularna choroba trwa rozwijająca się pod warstwą śniegu. Liście obciążone białym nalotem powoli obumierają.Tak to wygląda:

Trawnik mamy skomplikowany

Żeby do tego nie dopuścić przed nadejściem zimy należy trawnik dokładnie skosić, wygrabić liście i resztki trawy.

Znam specjalistów od trawników, którzy zalecają, by raz na 3-4 lata w połowie listopada, gdy trawa lekko przymarznie, rozrzucić na trawniku dobrze przekompostowany obornik. Trzeba go dokładnie rozplantować i pozostawić cienką warstwę na całej powierzchni. Można użyć dostępnego w sklepach obornika w granulkach – my też go używamy. Po co stosuje się ten zabieg? Dla bardzo mocnego wzmocnienia trawników przed zimą i jednoczesnego zasilenia go składnikami, które zaczną być wchłaniane przez rośliny na przedwiośniu

Piękny trawnik = ciężka praca wiosną

Wiosna to z kolei czas pozimowej regeneracji. Równomiernie rozsypujemy nawozy, likwidujemy ogniska pleśni (najlepiej jest wyciąć fragment darni, uzupełnić ubytek ziemią, a następnie zrobić dosiewki). Rzecz jasna – wiosną warto uruchomić wertykulator. Jeśli go nie masz, użyj, tak jak kiedyś ja, grabi z ostrymi nożami, porozcinaj filcową darń  tak mocno jak się da. Trawnik będzie po takiej operacji wyglądał koszmarnie, pełno placków z prześwitującą ziemią, ale tym się nie martw. Minie miesiąc i trawa będzie boska! Ona to lubi!

Wszystko to należy zrobić przed pierwszym koszeniem. Zdarcie filcu to podstawa dobrze utrzymanego trawnika.

Podobnie jak późniejsza jego aeracja, którą przeprowadzamy zwykle we wrześniu, zwłaszcza na ciężkich, zwartych glebach. Napowietrzamy trawnik albo z wykorzystaniem aeratora, który nakłuwa go tworząc spore dziury, albo z użyciem wideł. Co jest męczące, ale dobrze działa na mięśnie nóg – polecam! 🙂 Są także specjalne nakładki na buty, służące aeracji – kupiłem, ale jakoś nie mogłem się do nich przyzwyczaić i wydaje mi się, że miały małą skuteczność.

Sama aeracja to nie wszystko – ponakłuwany trawnik trzeba jeszcze obsypać drobnym, suchym piaskiem, który uzupełni ubytki i zmieni strukturę wierzchniej warstwy gleby. Dotlenimy korzenie, a przy okazji woda będzie docierała do nich dużo szybciej i w większej ilości.

Jak podlewamy?

Przy dużym obszarze opłaciłoby się zainstalować automatyczny system zraszaczy, bo podlewanie trawnika to zajęcie czasochłonne i nudne. Ale… ja je lubię. Odpręża, zwłaszcza latem, po całym dniu w skwarze. Część trawnika podlewa zatem przenośny zraszacz, drugą część – ja, szlauchem. Walczę przy okazji z Anią, która chroni kwiaty przed prysznicem prosto z kranu: to źle na nie działa. Deszczówka jest lepsza, więc do kwiatów – używamy deszczówki. A jeśli jej nie ma, do wielkich beczek w ogrodzie nalewamy wodę i czekamy, aż się odstoi i ociepli. Natomiast trawniki podlewamy obficie i często.

Kosiarki, podkaszarki…

Używam kosiarki spalinowej Hecht 5534SX, z silnikiem 3,6kW i średnicą koszenia (51 cm). Mam też malutką kosiareczkę elektryczną McAlister, która służy do wykaszania trawy w wąskich miejscach (np. w jagodniku). Mała i sprytna, jedyną jej wadą jest napęd elektryczny – spalinową byłoby łatwiej operować pomiędzy krzewami, przewód elektryczny po prostu przeszkadza.

Mamy też podkaszarkę, której używam do koszenia traw przy drodze i płocie. Też elektryczna, cicha i lekka. Tutaj przewód mi nie przeszkadza, rozciągam go wzdłuż drogi i daje się normalnie pracować.

Czy mamy piękny trawnik? Odpowiedź brzmi: jeszcze nie. Po zimie jest zmasakrowany – spod śniegu wyłoniły się plamy pleśni, niektóre fragmenty sporo ucierpiały od psich gonitw, swoje zrobiły też liście dębu, których część spadła po naszym ostatnim jesiennym grabieniu. Trawnik jest wymęczony, mech – niestety – znów usiłuje z nim walczyć, ale… pracujemy! Będzie pięknie w maju. Teraz przed nami czas wertykulacji i nawożenia. Wegetacja traw ledwie co ruszyła…

Jacek

Polecamy również: Siała baba!

3 komentarze

  1. beata
    3 kwietnia 2019
    Odpowiedz

    No cóż… jeśli chodzi o trawnik… Masz rację. I nie masz racji.????
    Bo wszystko zależy od podejścia do trawnika.
    Na naszej 14 arowej działce z perzem po pas wieeeele lat temu zastosowaliśmy randap i posialiśmy trawę. Oczywiście kosilśmy najpierw często, ale potem coraz rzadziej, nie wertykulowaliśmy bo nie wypożyczaliśmy sprzętu a na widły to za duży obszar, nie wyczesywaliśmy filcu bo jw.
    I… w trawniku zaczęły pojawiać się obce gatunki. Przyznam, że na początku, pryskałam na dwuliścienne, kiedy w trawniku pojawiły się poletka koniczyny…
    Jednak przez lata nasza świadomość ekologiczna się zmieniała (my też się zmienialiśmy) i z miastowego podejścia przeszliśmy na wiejsko-eko.
    Dzisiaj bardzo mi wstyd, że użyliśmy kiedyś randapu (na usprawiedliwienie możemy mieć tylko to , że wszyscy nam tak doradzali: zaprzyjaźniona projektantka zieleni, googl, i pobliscy rolnicy!)
    Teraz w życiu by mi to nie przyszło do głowy!
    Obecnie nasz trawnik wygląda po skoszeniu (3-4 razy w roku) bardzo przyzwoicie, a przed skoszeniem-CUDNIE. Jest w nim dziesiątki przeróżnych gatunków roślin, piękne kwiatuszki kwitną jeśli zdążą przed koszeniem, ma w sobie miejscami mech, ale nam to nie przeszkadza, nigdy nie był podlewany, i o dziwo nie ma w nim żadnych ubytków po zimie! Radzi sibie dobrze z suszą, brakiem nawożenia, filcem i z kretówkami, które tylko rozgrabujemy i niczego nie dosiewamy.

    Nasza druga działka- większa – w części poza najbliższym otoczeniem domu pozostanie jako łąka kośna-to postanowione! – w którą będziemy wsiewać i wsadzać to co nam się spodoba w okolicy.
    A na koniec nasz lokalny pracownik uniwersytecki, praktyk i sąsiad- o trawniku:

    http://lukaszluczaj.pl/trawnik-zero-czyli-trawnik-bez-nasion-nie-tylko-ze-stokrotka/

    ps. może po przeczytaniu…, zostanie Ci Jacku kilka godzin na leniuchowanie …na trawniku????

    • 3 kwietnia 2019
      Odpowiedz

      Aaaa… bo to wszystko nie jest takie proste, jak napisałem.

      Zacznijmy od tego, że mamy też, poza trawnikiem, łąkę kwietną. Kilkaset metrów kwadratowych. Koszę ją dwa razy do roku, kosą. Nie jesteśmy z niej dumni, ale widać, że coś się tam dzieje, że życie trwa i kwitnie. Łąka kwietna to jest osobny temat 🙂

      Ale trawnik… Uwielbiam trawniki! Pięknie podstrzyżone, zielone, gładkie, po których nie jest strach chodzić bosą stopą. Lubię zapach świeżo skoszonej trawy, lubię ją kosić, gdy mam czas i widzieć jak z chaosu wyłania się ład. Tak mam od wielu lat: słabość do trawy 😉

      Nie walczymy już np. z koniczyną, bo wygląda świetnie, jeśli gdzieś się wpycha między trawy – spoko, jest OK. Ale np. mech to dla mnie problem, zwłaszcza, gdy ma się psa. Trawy nie zryje, mech potrafi wywrócić do góry nogami lepiej niż wertykulator 🙂

      Mech jest piękny, ale na kamieniach, pniach drzew – na trawniku (to moja bardzo osobista ocena) trochę mnie drażni, jest jak obce ciało. Spłaszcza trawnik, a jesienią potrafi wyglądać nieładnie. Stąd – moja walka z mchem w tej części, w której on intensywnie występuje. Dotychczas walka z wiatrakami, bo co roku ją najpierw przegrywam (wiosną), po to, by latem i jesienią znów było pięknie. tym razem jedna zawziąłem się mocno – trawnik będzie piękny „po całości”.

      A że kosztuje wysiłku, że trzeba się napracować? Wiesz, kiedy przez 10-14 godzin dziennie siedzisz przed komputerem, to gdy przychodzi weekend masz ochotę się złachać, dobić, zmęczyć, spocić. I to w trawnikach lubię – że nie dają odetchnąć, że wymagają stałej czułości. I myślenia.

      Dzięki za fajny wpis i link 🙂 Dobrego dnia

  2. beata
    4 kwietnia 2019
    Odpowiedz

    A! Chyba, że o tę robotę chodzi! Nie pomyślałam! Stwierdzam, że we mnie nie ma takiej miłości do trawnika jaka jest u Ciebie! U męża też nie ma????. Skazani więc jesteśmy na trawnik „inaczej”.
    Trawniki to ja najbardziej lubię u kogoś pooglądać (tryliard roboczogodzin!) i to mi w zupełności wystarcza. A sama niezbyt lubię buczenie kosiarek… naszą większą działkę kosi sąsiad traktorem! Raz-dwa i po temacie. Więc Jacku życzę Ci zebyś się orobił jak szalony przy tym trawniku i żebyś miał chwile cudownej satysfakcji z efektów…
    ????
    ????????????????????????????????????????

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Poprzedni Ty piszesz, my odpowiadamy (3)
Następny Jaki powinien być lekarz idealny?

Poczytaj więcej

Ziemniaczany horror i podziemne duchy

Samotność na wsi, czyli masturdating z konieczności

10 najlepszych książek, które przeorały młody mózg

Nocne refleksje o partnerskiej dojrzałości

Idę, dokąd idę

Nutribullet. Zwyczajny blender czy coś więcej?

Moda Za Miastem: co dziś nosi strach na wróble?

10 największych banałów o życiu

Nie robimy z dyni idiotki…

Pamiątki z dawnych lat. Pretensjonalny post o zagubionej historii

Nie ma dnia bez warzyw i owoców

Piszę o wszystkim, co mi leży na wątrobie

Ściągamy sok z brzozy. Jest świetny!

Czym tak pachnie? Pieczemy chleb z bakaliami!

Śpiewający sex czy proste dźwięki ciszy?