Idę, dokąd idę


Idę dokąd idę

Ten blog powstawał w naszych głowach przez trzy lata. Nie, nie układaliśmy tekstów ani nie zbieraliśmy zdjęć z myślą o nim. Dojrzewał i my dojrzewaliśmy.

Przede wszystkim – długo zbliżaliśmy się do decyzji o jego inauguracji, wiedząc, że nie może mieć żadnego związku z naszą pracą, żadnego związku z dotychczasową działalnością, z przeszłością. Ania od kilku lat prowadzi własny blog – o zdrowym odchudzaniu i zdrowym jedzeniu. Ale ten blog miał być inny. I będzie inny.

Miał być jasnym spojrzeniem w przyszłość, choć odnoszącym się do wydarzeń, które ukształtowały nas w minionych latach. I w pewnym sensie miał też być głosem pokolenia 50+, prawie nieobecnego w blogosferze.

Bociankę, nasze śródleśne siedlisko za Siemiatyczami, kupiliśmy w czerwcu 2015 roku.

Kilka miesięcy później, 31 grudnia, napisałem swój pierwszy post do nieistniejącego wtedy bloga. Czytam go dzisiaj i… wklejam, bo w zasadzie niczego w nim nie chciałbym dziś zmienić… Przeczytaj, proszę, co napisałem trzy lata temu…

Szaleństwo!

Mieć 56 lat, dorosłe dzieci, wewnętrzny spokój – po latach zawodowej miazgi – mieć dom, dobrą pracę, samochód i wideło – i zmienić to wszystko? Rzucić? Zamknąć? W jakim celu, dlaczego?

Chyba jeszcze nie potrafię sobie tego wytłumaczyć. Wewnętrznie, gdy patrzę na siebie, na sposób reagowania, na pasję, energię, na chęć życia – pomimo wieku czuję się ciągle ambitnym trzydziestoparolatkiem, który pragnie udowodnić światu ile jeszcze potrafi i jak jest wielki. Boszszsz… ciągle góry bym przenosił. Gdyby było coś jeszcze do przeniesienia 🙂

Ale coraz częściej do głosu dochodzi drugie ja, starcze ja, dojrzałe, doświadczone. I podpowiada: synek, na ch.. ci to? Po co się rzucać, po co bić, walczyć o swoje i-nie-swoje sprawy? Wejdź na jałowy bieg, zacznij myśleć wolniej, czuć wolniej. Inaczej.

Nie biegnij, idź.

Stonuj. Przyhamuj. Rozejrzyj się dookoła. Zmień motywację. Odpuść.

___________________________________

Tak zrodziła się Bocianka. Z tej myśli właśnie.

Bocianka to jest nic. To są dwa dymy. Pierwszy z komina Leszczyńskich, drugi z komina Zagubinów, a od niedawna –  naszego komina.

Gdyby patrzeć kategoriami cywilizacji: zadupie. Gdy spojrzeć okiem bywalców i koneserów: beznadzieja. Zero morza, zero gór, zero jeziora, zero wszystkiego.

Tylko ta cisza. Nieziemska, gdy las śpi, pola śpią.

I te gwiazdy, w stronę których w grudniową noc patrzyliśmy z Anią szukając przyszłości, paląc setki kart naszej historii. Paliliśmy dokumenty, rachunki, stare PIT-y, dowody wcześniejszego istnienia. Puszczaliśmy z dymem ogniska plany biznesów kilku spółek, raporty roczne, niewykorzystane faktury, zdechłe prezentacje, rachunki krzywd, potwierdzenia odbioru, pisma z urzędów i stare gazety, które miały zostać na wieki, na chwałę.

Ta cisza pieprzona. To wielkie nic dookoła. Las pod ręką. Pole za miedzą. Ugór. Piach. Święty spokój.

To nas tu przywiodło. Tego chcemy.

Więc – szaleństwo. Mamy w planie strzelić w pysk wszystkie korporacje świata, zamknąć się w świecie małych spraw, rzucić wielkomiejskie komforty i stać się pospolitymi wieśniakami z lasu. Z daleka.

Nikt nie wie. Przede wszystkim dzieci, matki, zwłaszcza one. Dla nich – od pół roku – wpadamy na Podlasie dla zabawy, rekreacji, robić zdjęcia, włóczyć się po polach. Dla nich nadal jesteśmy warszawiakami ze skraju Woli i Żoliborza, z widokiem na kościół Boromeusza, ludźmi statecznymi, przewidywalnymi, zunifikowanymi.

Podobnie – nasi znajomi. Też nie wiedzą nic. Dziwią się naszym wypadom, nie mogą zrozumieć, że nie ma nas w weekendy w Warszawie, że nie można pogadać… 🙂

Idę dokąd idę. Taki hashtag: #japierdolecojarobie!

Z garnituru w błocko. Dokładam sobie ten nowy świat na barki i martwię się, że zrobiłem to tak późno, że zostało tak mało czasu. Zamierzam żyć jeszcze 50 lat 🙂 Może więcej (drżyjcie, dzieciaki!), może ciut mniej, ale niewiele mniej. I smutno mi, że wszystko co robię teraz – robię tak późno. Cholernie późno.

Wielkie zmiany trzeba wprowadzać po trzydziestce, kiedy mija szum w głowie.

Wtedy życia nie jest za mało.

______________________________________

Teraz jestem ze wsi. I trzeba przywyknąć do zmian. Do wyłączonego prądu. Do błota, mrozów. I wiatru. Zimy skrajnie inne niż te, które znam z miasta. Cierpkie.

Mam walonki na nogach. Najlepsze są walonki! Odkładamy elegancję na najwyższą półkę, będzie nam potrzebna podczas podróży do Warszawy, do kina lub „Arkadii”. Walonki muszą być, bo w walonkach jest samo ciepło, raj. Bez walonek bieda.

I czapka. Po pierwsze, chodzę bez czapki, a tu nie wolno bez. A kalesony? Pewnie też powinienem nosić! Przeprosić się z kalesonami: wyzwanie typowe dla facetów. Nie wiem, czy podołam.

Pytam więc sam siebie: co ja robię po pięćdziesiątce? Co będę robił przez kolejnych pięćdziesiąt lat?

Jacek

POLECAMY RÓWNIEŻ: 10 kroków do własnego domu na wsi

 

8 komentarzy

  1. 29 stycznia 2019
    Odpowiedz

    Dziękuję za tę historię, po prostu. Dobrze i inspirująco, że jesteście.

  2. Kasia
    29 stycznia 2019
    Odpowiedz

    Ja zaraz skończę 36 lat i marze o zmianie. Ambitna pogoń za awansami, podwyzkami i uznaniem mi sie znudzila. w jednej firmie od 7 lat. Chce w koncu zeby bylo wiecej mnie w moim zyciu. Marze o wyprowadzce z miasta i jednoczesnie sie boje. Mam corke 3 latka i zawsze zaluje tego czasu spędzonego poza domem. Cos sie przewartosciowalo w moim zyciu. Nie chce juz tego co było. Chcę się odciąć. Wasz blog przyniósł mi dziś jakiś taki spokój.

    • 29 stycznia 2019
      Odpowiedz

      Spokój? To dobrze. Spokój jest pierwszym krokiem do podjęcia mądrej decyzji. Nie namawiam do przenosin na wieś za wszelką cenę, bo to naprawdę radykalny, wart przemyślenia krok. Subiektywnie uważam, że on jest po prostu krokiem w dobrą stronę, ale żeby go podjąć – trzeba pomyśleć kilka lat do przodu. Nie bać się, ale myśleć, szukać. Wiesz co jest potem, po tej wielkiej burzy związanej z totalną zmianą? Jeszcze większy spokój. Jakaś naturalna siła ciągnie nas w stronę przestrzeni, w której nie ma wyścigu, wojen, pogoni, jest za to więcej świeżego powietrza, komfortu ciszy, przyrody.
      Ładnie to napisałaś: chcę, żeby było mnie więcej w moim życiu. Tak właśnie powinno być. I może piszę teraz wbrew idei tego bloga – ten stan da się osiągnąć również w miejskich murach, ale kosztuje on znacznie więcej wysiłku i silnej woli. Lista pokus i przeszkód jest zbyt długa 🙂
      Serdeczności!

  3. Dorota
    7 lutego 2019
    Odpowiedz

    Czytam i jestem zauroczona, zachwycona i zamyślona. Czuje i widzę tą ciszę, ten spokój i przestrzeń.Mam 50 i w mojej głowie jest jedna myśl która kołata się tam od roku..przenieść się nad moją ukochaną Biebrzę. Też Podlasie, też cisza która koi, rzeka która pozwala rozwinąć skrzydła..Wasz przykład daje moc że bez względu na wiek i warto i trzeba podążać za tym co w duszy gra. To nie był przypadek że dziś przeczytałam ten wpis. Dziękuję 🙂

  4. Magaia
    7 lutego 2019
    Odpowiedz

    Nareszcie autorzy to nie kolejni 20-paro latkowie w napakowanej po brzegi blogosferze, słodzący nad wyraz, powielający kontent z górnolotnym paplaniem o niczym!
    Macie super blog i milo sie go czyta. Bez lukrowania, bez zbędnych ach i och 😉 Prostota i naturalność. Dzieki ze jesteście!

    • 7 lutego 2019
      Odpowiedz

      Oj, widzisz… chciałoby się mieć dwadzieścia parę… 🙂 Ale PESEL nie pozwala. Specjalnie się nim nie chwalimy, ale też zbyt mocno nie ukrywamy. I szczerze mówiąc też mieliśmy wrażenie, że w blogosferze brakuje tekstów dla ludzi, którzy niekoniecznie fascynują się Lewandowską, Chodakowską i ich klonami. Przy całym szacunku dla obu pań, myślę, że istnieje ogromna grupa ludzi, którzy są nam bliscy nie tylko wiekowo, ale i mentalnie, kulturowo, zasobami doświadczeń. I do nich piszemy. Staramy się 🙂 Serdeczności i dzięki za dobre słowa.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

There is no more story.
Następny Teraz, k…, ja!

Poczytaj więcej

Ty piszesz, my odpowiadamy (2)

Zasada równowagi, czyli nie rób kwasów, kochanie

Co na nas działa?

Obkładamy się cyrankami ostrożnie, aby nie zepsuć glasu!

Cisza i spokój. Prawda o życiu daleko od miasta

Rośliny nas ocalą. I zniszczą koncerny farmaceutyczne.

Nutribullet. Zwyczajny blender czy coś więcej?

Pochwała prostoty, czyli jesteśmy samowystarczalni. Prawie.

Ten wpis się dla Ciebie spodoba

Czy warto mieć rekuperator? (2)

Green Days. Ania z Cebulowego Wzgórza ma żal.

Życie. Część II. Wydanie poprawione.

Jaki powinien być lekarz idealny?

Przewodnik po ludziach: Pan Z Koroną Podlasia

Jarmark Kiermusy. Barachołka i tandeta.