Selfie z kozą pośród łąk szumiących suszą


Kozy

Poznajecie? Ten z prawej to ja, a ta z lewej, to Ania. Rzadko robimy sobie wspólne fotografie, ale tym razem, specjalnie dla Was, czynimy wyjątek 🙂 Tak wyglądamy w chwilach szczęścia.

One są okropnie pociągające, te kozy. Przejeżdżaliśmy przynajmniej dwa-trzy razy w tygodniu obok ich posiadłości, zawsze nas przywoływały z daleka i nigdy nie mieliśmy szczęścia przekroczyć bramy, która dzieli je od wolności. Brama koziego padoku zawsze była zamknięta, więc tylko machaliśmy do nich – cześć, kozy! – i jechaliśmy dalej. Podnosiły głowy, odmachiwały nam i odbekiwały, i leniwie, bo gorąc był okrutny, wracały do skubania trawy.

Selfie z kozą

Zrób sobie selfie z kozą

Ale wczoraj… Wczoraj brama była otwarta, a w oddali samochód, a obok auta człowieki, a obok człowieków kozy! 🙂 Jest ich ponad osiemdziesiąt. Każdego dnia wieczorem są dojone, a co kilka dni dostają wielką porcję świeżej zieleniny, co pozwala im przetrwać w dobrej kondycji, bo podlaska trawa od upałów zamieniła się w lipcu w nagi akermański step. To nie o nim pisał poeta:

________________

Wpłynąłem na suchego przestwór oceanu,

Wóz nurza się w zieloność i jak łódka brodzi,

Śród fali łąk szumiących, śród kwiatów powodzi,

Omijam koralowe ostrowy burzanu.

_________________________________

Nie takie jest podlaskie lato 2019 roku. Zieloność wyschła na wiór. Łąki szumią suszą, kwiatom się nie powodzi i tylko burzany trzymają się mocno.

Jedzmy, nikt nie woła!

Ale wróćmy do kóz i sytuacji z człowiekami. Kozy należą do Pana Artura spod Drohiczyna i wyraźnie widzą w nim przywódcę stada. Bo to przekupne i bystre bestie są. Dostają zielonkę, a jak gospodarz ma dobry dzień, a dobry dzień przypadł właśnie wczoraj, to wpada im kosz jabłek z pobliskiego starego sadu. A to zawsze oznacza ucztę!

Kozy mówią na Pana Artura „Dziadek”, zwłaszcza młode kozy, a zwłaszcza te dwie najmłodsze, które zostały odrzucone przez matki i „Dziadek” musi im teraz matkować butelką. Każdego dnia przyjeżdża więc razem z „Dziadkiem” zestaw dwóch pełnych butelek specjalnego mleka. Kiedy młode słyszą nadjeżdżające auto, biegną do gospodarza jako pierwsze i zachowują się jak pies, merdając całym ciałem:

– Dziadek, masz coś? Dziadek, co masz? Co masz, Dziadek? Masz mleko? Może masz mleko? A mleko masz? Dasz trochę? A trochę i trochę, i trochę? Mogę cały litr? A dla mnie? A dla mnie? Dziaaaadek!

Trudno się od nich odgonić. Każda wypija litr mleka w minutę! I każda rośnie.

Są sprytne, mądre, zabawne i zawsze wesołe. Nie pozwalają odejść, bo dla kozy każdy człowiek może być „Dziadkiem”, o ile przyjedzie z litrem mleka. Albo choć z zielonką. Albo, żeby choć dał cukierka. Lub jabłko. Lub coś. W sumie może być cokolwiek. Cokolwiek dużo.

Kozom zatem mówimy nasze stanowcze: TAK! Zostały wydojone, mleko kupione – posłużyło już jako podstawa budyniu – a następnym razem jedziemy po kozie sery, bo trzeba zamawiać.

Puenta?

Puenty dziś  nie będzie. Im więcej oglądamy ekologicznych gospodarstw, na żywo, w Sieci i w telewizji, tym częściej odpowiadamy sobie przecząco na pytanie: czy chciałbyś mieć kozę? Nie. Kozy mają dziś prawie wszyscy, koza jest w modzie, kozę się dzisiaj nosi. Ale koza to wielki, zbiorowy obowiązek, a nie tylko zabawna zabawka. Do kozy trzeba mieć i serce, i czas, i pole, i „Dziadka” – czyli wszystko to, co ma Pan Artur, kilkanaście kilometrów od nas.

My będziemy mieli te kozy na odległość. I dobrze nam tak!

Jacek

POLECAMY RÓWNIEŻ: Miłość prosto od krowy

Brak Komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Poprzedni Wiejskie bukiety: Ania gra letnimi kolorami
Następny Deszcz perseidów. Czy Twoje niebo zasłania świetlny smog?

Poczytaj więcej

Jak zrobić wiejski serek?

Ojagupiacipa, czyli z wyprawy baby do miasta

Podlaskie hygge

Orzeszkowo 14. Smakuję tę książkę.

Kaflove (1)

Cisza i spokój. Prawda o życiu daleko od miasta

Księga nalewek, czyli przeprosiny z dziką różą

Pochwała prostoty, czyli rzecz o wiejskich meblach

Jak palić efektywnie w piecu, kominku i kozie?

Jak motyle! Lekki felieton weekendowy

Kąpiele leśne. Jak czerpać zdrowie z natury.

Czy podniesione rabaty mają sens?

Najpierw samochód. Jakikolwiek. A potem wszystko inne ;-)

Czym tak pachnie? Pieczemy chleb z bakaliami!

Zapraszamy do środka: mieszkańcy naszego kredensu