Żenujące sieci, Orange i T-Mobile: wstydźcie się!


Orange i TMobile

Pamiętaj: na wsi daleko od miasta jesteś dla sieci komórkowej nikim. Zerem jesteś. Nie warto w Ciebie inwestować, bo w zera się nie inwestuje. Co innego, gdybyś był fabryką. Albo choć osiedlem, miastem. Ale ponieważ jesteś tylko mieszkańcem, sztuką, a wokół Ciebie są wyłącznie lasy i pola, Sieć powie Ci elegancko – spadaj.

Szukasz minusów wiejskiego życia? Czytaj dalej…

Mam za sobą kilkanaście epizodów ostrego narzekania na Facebooku, kilkadziesiąt telefonów i spotkań z przedstawicielami Orange i T-Mobile. I doszedłem do jednego wniosku – podział na Polskę A i Polskę B będzie istniał tak długo, jak długo w głowach menedżerów i polityków nieobecne będzie pojęcie „dobro człowieka”. Każdego człowieka, bez wyjątku.

U nas jest tak. Do jednego nadajnika, na którym ulokowały się główne sieci komórkowe, mamy jakieś 4-5 kilometrów, do drugiego niewiele więcej. Do miasta równo siedem. Kiedy chcę zadzwonić – szukam zasięgu. Hej, kiedy ostatnio szukaliście zasięgu w dużym mieście??? My płacimy dokładnie taki sam abonament jak Wy w Warszawie i każdym innym mieście-miasteczku. Ale z usług możemy korzystać tylko przy dobrych wiatrach lub dobrej pogodzie.

Żeby zadzwonić, wychodzę

W domu nie ma zasięgu. Przed domem od wschodu nie ma. Przed domem od zachodu – bywa, słaby. Za stodołą jest lepszy, sto metrów od domu zdarza się całkiem znośny, jedna-dwie kreski. Kilometr od nas sieć działa. U nas nie. Gdybyśmy byli osamotnieni w tym dostępie do cywilizacji, powiedziałbym: trudno, pech, takie ukształtowanie terenu.

Ale… co to za ukształtowanie? Co to za przeszkody? I wreszcie – w ten sam sposób funkcjonują dziesiątki , setki rodzin wokół nas. Wystarczy, że nie mieszkają w centrum wsi – już są wykluczeni. Jeśli mieszkają w lesie – tym bardziej są wykluczeni. Im bliżej mieszkają granicy, tym mocniej są wykluczeni.

Nikomu nie opłaca się wzmocnić siły nadajników dla niewielkich skupisk. Żaden operator nie martwi się losami wykluczonych, ponieważ to nie oni decydują o ogólnej skali przychodów. Kobieta na infolinii Orange rozbrajająco mi to wyjaśniła: gdyby miał pan jakąś dużą firmę, zatrudniał pracowników, to może coś by można było wymyślić…

Nikt Ci nie pomoże

Możesz do nich pisać – najpierw zapytają Cię o położenie względem anten, potem napiszą, że sprawdzili i że u nich wszystko działa. I na końcu podadzą Ci formułkę, że siła sygnału może być słabsza lub silniejsza w zależności od przeszkód naturalnych lub ukształtowania terenu. Więc do widzenia się z panem, sam pan sobie winien.

Ale bądźmy pewni: gdyby na naszym miejscu miał swoją daczę Andreas Maierhofer, prezes T-Mobile Polska, sygnał nie znalazłby żadnych oporów. Gdyby szef Orange Polska, Jean-François Fallacher, przyjeżdżał tu na wypoczynek wśród lasów, żadne przeszkody naturalne nie byłyby problemem.

Jest jak jest. Brak Internetu z sieci komórkowej przestał nas martwić od czasu, gdy podpisaliśmy umowę na korzystanie z łączy satelitarnych. Tanio nie jest, bo płacimy ponad 200 złotych za miesiąc, ale przynajmniej mamy dostęp do sieci. Te pieniądze mógłby zarobić operator komórkowy, z którym mam umowę…

 Gorzej z połączeniami telefonicznymi – po kablu nie ma jak, operatorzy mają nas w d…, a opłat za brak odpowiedniej jakości usług i niezgodność umowy ze stanem faktycznym, obniżyć nie zamierzają.

Żenujące komórkowe molochy

Patrzę na nie bez wściekłości – wściekłość mi dawno przeszła. Patrzę z zażenowaniem. Mówią o inwestycjach w sieci 5G, o powszechnym dostępie do najszybszego Internetu świata, a nie potrafią sprostać elementarnym wymaganiom cywilizacji: nie ogarniają całej Polski. Maierhofer chwalił się na targach w Barcelonie, że „w tym roku będziemy testować sieć 5G w kolejnych dużych miastach”, ale zapomniał dodać, że finansuje swoje inwestycje z haraczu, który płacą mu wykluczeni tacy jak ja.

Biegamy po polach w poszukiwaniu zasięgu i płacimy tyle samo, ile płaciliśmy mieszkając w centrum stolicy. Przesyłamy pliki czekając godzinami na transfer danych i mamy taki sam abonament, jak w każdym dużym mieście. Mieszkamy po lasach, z dala od szlaków i jesteśmy tak samo frajerskimi płatnikami jak ci, których wielkie sieci doją w mieście. Z tą różnicą, że w mieście usługa jest, na wsi i w domach pod lasem – niekoniecznie.

Andreas i Jean-François doją nas i nawet nie ma komu się poskarżyć. Chyba kupię abonament na Białorusi: ich nadajnik wali w naszą stronę z pełną mocą. Można? Można.

Jacek

Foto: Alexas_Fotos z Pixabay 

2 komentarze

  1. Darek
    27 marca 2019
    Odpowiedz

    Czołem 😉
    Mamy ten sam problem…, ale jakby nie patrzeć decydując się na wyjazd z miasta trzeba się niestety liczyć z takimi niby prozaicznymi sytuacjami.
    Ale… z drugiej zaś strony, pamiętając mój mega ulubiony serial „Czterej pancerni” – jak urwali antenę jadąc przez las – ścięli jakąś sosenkę, obskubali, owinęli drutem i działało… 😉
    Tak trzeba zrobić i na wsi…
    Polecam zakupić antenę kierunkową jakąś lepsiejszą z repeaterem i dacie radę. Może się okazać, że i LTE się znajdzie.
    Potem trzeba to zamontować i skierować w stronę nadajnika i powinno być extra.
    Ja kupiłem coś takiego (polecił sąsiad) https://allegro.pl/oferta/mega-wzmacniacz-sygnalu-gsm-3g-4g-lte-3-anteny-6920777496?bi_s=ads&bi_m=showitem%3Aactive&bi_c=ZDcwMGEzY2MtMDYxZi00NmExLWI2OTYtMjUwYTI2ZTVkZDI5AA&bi_t=ape&referrer=proxy&emission_unit_id=718626cd-5035-487d-b420-0cce66a90eef#productReviews
    Faktem jest, że niby na wzmacniacze sygnału trzeba mieć zezwolenie…, ale umówmy się, że na wsi raczej nikomu nie będzie to zakłócało niczego… chyba, że jakiś sąsiad ma „atomowy” rozrusznik serca 😉 i będzie bardziej nakręcony niż zawsze 🙂 – może to zgłosić.
    Tu w Drawsku to bardzo popularny sposób zdobywania zasięgu cywilizacji. Nawet leśniczy ma dooopną antenę.

    Tak, że głowa do góry – nie ma sensu „marudzić” – tylko poczytać, potestować i cieszyć się z zasięgu.
    Z korporacjami jeszcze nikt nie wygrał… Chyba, że śpicie na kasie i macie sztab prawników.

    pozdrówka

    • 27 marca 2019
      Odpowiedz

      Chyba nas nie doceniasz 🙂 Testowaliśmy tu wszystko i w każdej wersji. I finalnie poradziliśmy sobie ze stabilnością łącza internetowego instalując internet satelitarny – szybki i stabilny. Nie chcę i nie mogę pracować, gdy sieć raz ma prędkość 0,1 MBs, a raz 30MBs.

      Ale w sumie nie w tym problem. Kiedy mieszkasz tak jak my na dalekim zadupiu, płacisz telekomom taki sam abonament, jak mieszkaniec miasta, małego lub większego. Nie masz sygnału, więc musisz się ratować masztem, wzmacniaczem sygnału, routerami, instalacją.
      Pytanie – dlaczego? Dlaczego płacąc tyle samo, ile płacę w mieście, muszę ponosić dodatkowe koszty za dostęp do sieci? Dlaczego mam być klientem drugiej kategorii – bo mieszkam o kilkaset metrów dalej niż ustawiono moc nadajnika?

      Bądź pewien, żeby gdyby to była dacza prezesów Orange czy T-Mo, sieć hulałaby bez problemu: wystarczy podkręcić potencjometry nadajników. Ale… to oznacza np. większe zużycie mocy, energię, a przecież im się opłaca dostarczyć dobrą jakość usługi byle chłopa ze wsi.

      Tekst jest właśnie o nierówności. O tym, że mieszkaniec miasta, żeby zadzwonić, nie musi wyjść na pole – w XXI wieku. O tym, że nie musi instalować sobie wzmacniaczy, routerów, masztów, czyli de facto zastępować operatorów sieci. Cwaniaków, dodajmy, których zmusić mógłby tylko jakiś zbiorowy pozew…

      Pozdrówka!

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Poprzedni Green Days. Ania z Cebulowego Wzgórza ma żal.
Następny Samotność na wsi, czyli masturdating z konieczności

Poczytaj więcej

Dziewczynka z książeczkami, czyli Ania wspomina lektury młodości

Dwoje na ławeczce. Medytacje w stylu joga-country

Jak zbudować ziemiankę? Sprawdź to! (2)

Krótki wpis o zabijaniu

Jak ułożyć plan na życie? Spróbujesz?

Wilno, Troki. Notatki z podróży.

Kaflove (3)

Czym tak pachnie? Pieczemy chleb z bakaliami!

Czy podniesione rabaty mają sens?

Jak zrobić nalewkę… z wszystkiego?

Jak zrobić wiejski serek?

Nie ma zmiłuj, Panie Dziadku!

Czas ziół. Jak zrobić herbatę Tuarega i nalewkę na kwiatach dziurawca?

Zasada równowagi, czyli nie rób kwasów, kochanie

Ptaszory, głupcze!