7 przekleństw, które ciążą na wiejskim życiu


Bądźmy obiektywni: miasto ma swoje plusy, a wieś – nawet najpiękniejsza – słabsze strony. Jakie więc są minusy życia na wsi?

Mamy nasze siedlisko od blisko trzech lat, mieszkamy w nim od półtora roku. Połowę tego czasu zajął nam remont domu i modernizacja otoczenia: wyremontowaliśmy starą oborę, w której będą pokoje gościnne, zbudowaliśmy wielką drewnianą stodołę, na dachu położyliśmy panele fotowoltaiczne. Teoretycznie rzecz biorąc nasze wiejskie życie jest już poukładane, stateczne, a jedynym jego minusem jest to, że nadal musimy pracować 😉

Pracujemy zdalnie. Na szczęście.

Z perspektywy mieszczuchów świat zdalnej pracy jest prosty.

______________________________________

Budzisz się, robisz śniadanie, siadasz do biurka z zaparzoną poranną kawą i stukasz w klawiaturę, ile musisz lub ile chcesz. Tak było, gdy pracowaliśmy zdalnie w naszym warszawskim mieszkaniu. Tu jednak jest nieco inaczej…

Minusy życia na wsi: 1 – Internet

Okay, wiemy, są wsie i są wioski, i są wiochy. My mieszkamy prawie na końcu świata, w miejscu, w którym wije się Bug i gdzie za jego prawym brzegiem wyrasta cień Łukaszenki. Białoruś. Jest coś  porypanego w sieciach telefonii komórkowej, które traktują mieszkańców terenów przygranicznych jak Polaków drugiej kategorii. Żadna nie dostarcza, mimo umów, stabilnego sygnału. Dotyczy to w równym stopniu połączeń internetowych, jak i telefonicznych.

Efekt? Przez pierwsze miesiące, żeby nadać maila lub zadzwonić i móc swobodnie rozmawiać, jeździliśmy do odległego o kilka kilometrów miasteczka. Zmienialiśmy routery – bez żadnej poprawy. Użyliśmy wzmacniacza sygnału – poprawiła się jakość rozmów, ale wkrótce potem wzmacniacz padł 🙂

Teraz używamy Internetu satelitarnego. To drogie rozwiązanie, płacimy 229 złotych miesięcznie, ale mamy względnie normalną transmisję (trochę mniej niż 50 Mb/sek) i wreszcie możemy normalnie funkcjonować.

Brak zasięgu oraz Internetu w wioskach i na odludziu takim jak nasze stawiamy na pierwszym miejscu wśród przekleństw wiejskiego życia. Nic nas tak nie wk… jak właśnie to. I nikomu do tej pory nie zrobiliśmy tak wiele czarnego PR, jak Orange i T-Mobile. Sami sobie są winni.

Minusy życia na wsi: 2 – odległości

Nasi najbliżsi mieszkają 170 km od nas, a dalsi – jeszcze dalej. Siłą faktów widzimy się więc rzadziej, choć słyszymy i czytamy się codziennie. Niby wszyscy wiemy, co u kogo słychać, ale jeśli w Twoich domowych przyzwyczajeniach jest cotygodniowy kontakt i obiadek u teściowej, to zapomnij.

Łatwo nie jest. Blisko też nie.

________________________________

Kina w miasteczku nie ma, są sklepy, apteki, usługi, kawiarnie, kilka niezłych restauracji z dobrym podlaskim jedzeniem. Do sklepów 7 kilometrów, można by rowerem, ale za dużo górek, no i jak tu przewieźć coś większego? Samochód jest niezbędny. Od razu dodajmy – im wyższe ma zawieszenie, tym lepiej. We wsi jest sklep, ale najczęściej kupowaliśmy w nim piwo: nasze kolejne budynki były chyba najbardziej opitymi budowlami na Podlasiu!

Jeśli nie mieszkasz w pobliżu stacji kolejowej, wyjazdy na dalszą odległość mogą być problemem. My do przystanku kolejowego mamy półtora kilometra: nocny przemarsz w pełnym śniegu do dziś uważamy za fantastyczną przygodę, ale gdyby na naszym miejscu była samotna matka z bagażem i dzieckiem na ręku… Brrr… strach pomyśleć.

Jeśli masz dziecko w wieku szkolnym lub przedszkolnym, dojazdy trzeba sobie wkalkulować w codzienną mitręgę. Jeśli wypadnie Ci zachorować wieczorową porą, bardzo nam przykro… Apteka daleko i lekarz daleko. Trzeba to polubić, przyzwyczaić się. I wiedzieć, że na wsi wypada liczyć przede wszystkim na siebie. Patrz punkt 5.

Minusy życia na wsi: 3 – błoto, kurz

No, niestety… Zwykle urocza, wiejska, piaszczysta droga po listopadowych ulewach i w czasie wiosennych roztopów przestaje być obiektem czarodziejskich zdjęć na Instagramie. Pogodziliśmy się z tym. Podobnie jak z piaskiem, który na butach wnosimy z podwórka na ganek, do sieni i kuchni. Rozwiązaniem jest położenie bruku lub posianie trawy. Ale piach i błoto dopadną Was wszędzie; to jest wieś, a nie Marszałkowska.

Minusy życia na wsi: 4 – muchy, komary, robale

Z muchami mamy kilka obserwacji. Pierwsza – że występują w dużych ilościach głównie w tych gospodarstwach, w których jest dużo zwierząt hodowlanych. Jaskółki nie nadążają z łapaniem, a te lęgną się milionami i potrafią być prawdziwym utrapieniem. Druga – występują okresowo. U nas dwa średnio razy w roku, gdy sąsiad wylewa na okoliczne pola gnojówkę. Trzecia – że idealnym sposobem na muchy jest wentylacja mechaniczna: w naszym domu latem muchy nie występują. I czwarta – że wystarczy po każdej ubitej musze (mamy komplet łapek na muchy) krzyknąć: Jeszcze tylko miliard i po was! I robi się lżej.

Komary, meszki, kleszcze… Sorry, to już przestało być domeną wiejskiej okolicy, pełno ich nawet w centralnych parkach dużych miast. Przez trzy lata dopadliśmy na swoich ciałach dosłownie trzy kleszcze. W porze komarów używamy sprayu lub omijamy stawek.

Na pająki nie ma dobrej rady, choć jedno rozwiązanie ~ma szansę się sprawdzić: spray na pająki, który na spryskanej nim powierzchni tworzy barierę ochronną. Jest ona aktywna nawet przez trzy miesiące –  jak podaje producent: „w  momencie  kontaktu  pająka  z  opryskaną  powierzchnią,   mikrokapsułki   przyczepiają   się   do   jego   ciała   i   stopniowo   uwalniają substancję czynną”. Nie wiem, czy tak to właśnie działa, ale działa.

EDIT Ani: Ja nie zabijam pająków! Ja je przenoszę, proszę pana!

Myszy? Mamy kota, problem myszy to jego problem. Osy, szerszenie? Nauczyliśmy się likwidować gniazda os, a przede wszystkim – nauczyliśmy się żyć pomiędzy owadami. Kiedy nie czują zagrożenia, nie atakują.

Faktem jest jednak, że dla mieszczuchów wiejskie potwory mogą być przeszkodą. Można się do nich przyzwyczaić i wygrać bitwę z nimi, ale wojny – nie wygracie.

Minusy życia na wsi: 5 – brak pogotowia technicznego

W przedsionkach klatek schodowych wieżowców wiszą tablice z numerami telefonów do instalatora, serwisu wind, pogotowia gazowego, elektryka czy choćby Pana Janka, który wszystko potrafi. Na wsi Panem Jankiem jesteś Ty sam. Mamy w telefonie dziesiątki numerów telefonów do specjalistów wszelkiej maści, ale z większością awarii musimy radzić sobie sami.

W gronie wiejskich neofitów najpopularniejszym zapytaniem w wyszukiwarce Google jest prawdopodobnie hasło: „Co zrobić, gdy…” Awaria prądu, nie działa pompa w domowej oczyszczalni, nie ma wody w hydroforze, zgasło światło w stodole, woda przecieka w ziemiance, syfon zatkany, coś się urwało, coś pękło…

Na wsi pod tym względem czuje się większe osamotnienie, graniczące niekiedy z bezradnością. Kiedy wielka wichura z 2107 roku powaliła wokół nas tysiące drzew, prąd zniknął na równe pięć dni. I wszyscy to rozumieliśmy, klęska żywiołowa. Ale kiedy „zabrakło jednej fazy”, a na speców z PGE trzeba było czekać dwa dni – to już był problem.

Panaceum? Sąsiedzi. Zawsze któryś jest mądrzejszy od Ciebie, zawsze komuś przytrafiło się coś podobnego. Jeśli jesteś z sąsiadami w fajnych relacjach – pomogą. Przeżyjesz i zwyciężysz każdą awarię. Dlatego o sąsiedzkie relacje na wsi trzeba dbać i poświęcić na to sporo czasu. I trochę piwa.

Minusy życia na wsi: 6 – logistyka

O wszystkim trzeba pamiętać, bo logistyka w wiejskim siedlisku to podstawa. Zapomnisz mleka – wieczorem nie kupisz go w nocnym sklepie. Wieś uzależnia się od dostaw. Jeśli czekasz na obwoźny handel, a przypadkiem jest zima, możesz poczekać dzień lub dwa. Jeśli sąsiad nie użyczy na czas przyczepy, trzeba będzie szukać u innego albo kupić własną.

Wszystko wymaga doglądnięcia, ustaleń, planów. Życie w mieście jest pod tym względem mniej skomplikowane, wybór usług bogatszy.

Minusy życia na wsi: 7 – trzeba zasuwać, niestety…

Zawsze jest coś do zrobienia. Serio. Wydaje Ci się, że możesz spokojnym krokiem zanieść tacę z popołudniową herbatą ziołową i ciastem na stół pod drzewem, idziesz, niesiesz, a tu… Liście trzeba zgrabić – widzisz to. Gałęzie pospadały z drzewa – pozbierać. Wkręt popuścił – deska w płocie wisi już na słowo honoru. Rynny trzeba by odetkać, bo pełno igliwia. Ganek z piasku oczyścić. Drewno przynieść z drewutni. Trawę skosić. Podeprzeć zielony groszek. Wypielić. Kompost przerzucić. Skręcić półki w ziemiance. Pomalować olejem taras, bo wypalony od słońca zimy nie przeżyje. Kominiarza zaprosić. Bakterie do oczyszczalni ścieków dosypać. Wrzosy przykryć (bo zima) i przyciąć (bo wiosna). Popiół wynieść i rozsypać pod lilakami, kwaśnej ziemi dorzucić rododendronom, sprawdzić co tak skrobało w piwnicy i co zaiwaniło z kosza wszystkie sadzonki ziemniaków!?

Wiecznie coś! Idziesz z tą tacą, kawa pachnie, ale właściwie stoisz, bo co krok to pomysł na nowe działanie. Siadasz wreszcie – ufff! – pies się łasi – pogłaskujesz – kleszcz! – trzeba wyciągnąć. Kot przybiegł – super! – i ma dla Ciebie mysz w prezencie, trzeba jej zrobić pogrzeb 😉

Tak, trzeba zasuwać, nie da się ukryć. Dni pędzą, więc jeśli wydaje Ci się, że tylko w korporacji godziny mijają tak szybko, to się mylisz. Wieś spowalnia okresowo. Zimą, późną jesienią. Wtedy jest czas na oglądanie filmów i leżenie do ósmej.

Bo normalnie wstajesz tu o szóstej, no – o siódmej, max. Myślisz, że żartujemy? Przekonaj się 🙂   

Dodatkowe minusy?

Nie wszystkie muszą w równym stopniu irytować, ale patrząc na reakcję naszych znajomych i przyjaciół, można sądzić, że na wsi drażni ich:

  • zapach obornika
  • szczekające i puszczane luźno psy
  • zaopatrzenie sklepów
  • widok myszy
  • brak komunikacji
  • nocne duchy, zjawy, zwidy i inne strachy leśne

A Ty? Co dopiszesz do takiej listy? Co według Ciebie jest minusem wiejskiego życia?

EDIT ANI: Można znaleźć wiele minusów, ale… Nic nie odbierze mi radości z porannej kawy pitej na werandzie z widokiem na wspaniałą zieleń lasu, na brzozy, trawy, kwiaty. Nic tak nie relaksuje jak to miejsce – z jego powietrzem, zapachem, śpiewem ptaków i radością psa, który biega dokąd chce i kiedy chce. Minusy są po to, by zmieniać je na plusy. Ja widzę w wiejskim życiu znaczniej więcej plusów niż minusów. I niech tak pozostanie na zawsze 🙂 

 

Brak Komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Poprzedni Najpierw samochód. Jakikolwiek. A potem wszystko inne ;-)
Następny Grabiami mając zmęczone prawice... Zwierzenia osobiste.

Poczytaj więcej

Moda Za Miastem, czyli wiejskie Dancing In The Rain

Pokrzywa! Stawiam pokrzywie pomnik!

Weź nie pytaj! Rób kiszonki, to proste!

Ile kosztuje życie na wsi? Porównajmy!

Poranne mgły z lekką nutą melancholii

Równonoc. Jest, jak jest. Było, jak było.

Sangha. Leśny Festiwal Hipokrytów uważam za zaorany

Trawnik mamy… skomplikowany

10 kwiatów najlepszych do wiejskiego ogrodu

Baba znika z domu na 4 godziny i co?

Między TU a TAM. Jak znaleźć motywację do zmian?

Życie. Część II. Wydanie poprawione.

Dwoje na ławeczce. Medytacje w stylu joga-country

Fotografie czy wspomnienia? Wybór należy do siebie.

Blog po roku, czyli pierwsza rocznica