Ziemniaczany horror i podziemne duchy


ziemniaczany horror

Nasze ziemniaki zjadła najpierw tajemnicza siła. Dosłownie: wessała je pod ziemię. Kolejne – zwariowały, a my razem z nimi. Nie, to nie jest kryptoreklama przemysłu spirytusowego. Opisuję wydarzenia, które działy się naprawdę. Horror z ziemniakami w głównej roli.

Historia zwariowanych kartofli sięga początków stycznia… Zaczęło się niewinnie. Z ubiegłorocznych zbiorów pozostawiliśmy 2-3 kg fioletowych ziemniaków na sadzeniaki. Pozostałą część zjedliśmy. W styczniu okazało się, że sadzeniaki … wciągnęła nam pod ziemię jakaś tajemnicza siła.

SERIO!!!

Wyobrażacie to sobie? Opisuję jak było, bez ściemy. A było tak.

Ziemniaczany horror 🙂

Późną jesienią włożyłam do kartonu kilkadziesiąt dorodnych fioletowych bulw. Zaniosłam je nie do ziemianki, lecz do niewielkiej piwniczki pod domem. Postawiłam karton na stole, zgasiłam światło, zamknęłam drzwi, zapomniałam o sprawie.

Tu mała dygresja: nasza piwniczka ma około 10 metrów kwadratowych, betonową posadzkę niemal na całości i  – tylko jeden metr tej posadzki poprzedni właściciele pozostawili niezabetonowany. Czemu to służyło, nie wiem. Ważne, że leży w tej części piękny, żółciutki piaseczek.

Karton z sadzeniakami stał na stoliku. Metr nad posadzką. W styczniu poszłam do piwniczki po zapasy (mamy tam zamrażarkę) i z ciekawości zerknęłam do kartonu. Był prawie PUSTY! Zostały tylko dwa ziemniaki! Dziwne, pomyślałam, pewnie Jacek przeniósł je do ziemianki. Ale – sprawdziłam. W ziemiance nie ma. W domu nie ma. Także w stodole – nie ma. I w drewutni, na dworze, w psiej budzie – nie ma!

ZJADŁEŚ! – krzyknęłam.

Wiadomo, jeśli coś w domu nie halo, to winny jest facet. Stanął naprzeciw mnie, cały fioletowy (od sadzeniaków! – pomyślałam rezolutnie) i zrobił te swoje cielęce oczy, które mówią zwykle: aleossokrwachozi? I poszedł w zaparte!

Nie zjadł.

Wierzę mu, bo my kobiety zawsze wierzymy swoim facetom. No, nie zjadł. Nie było kiedy, a poza tym ostatni fioletowy ziemniak jadł ze mną w grudniu i później już nigdy i z żadną inną kobietą. Tyle przynajmniej na nim wymusiłam. Znaczy – zeznanie takie.

Dobra, pomyślałam, choć w zasadzie pomyśleliśmy oboje. Idziemy z tym na policję. Mieliśmy WŁAMANIE. Tak nie może być! Zniknęły nam fioletowe ziemniaki! W worku na posadzce leżały zwykłe – nietknięte. Zamrażarka – nietknięta. Paczka z kocią karmą – nietknięta (a przecież kocia karma to jakby drugie danie, nie?), nawet stare farby i druty pozostały nietknięte!

Tylko te ziemniaki.

Za co kochamy facetów? Za pomysłowość i reaktywność. Jacek zamiast zadzwonić na 112 przeniuchał wszystkie szpary w okolicy, sprawdził szczelność drzwi i wykonał testy na włamliwość – drzwi zdały je znakomicie: nigdy ich nie zamykamy na klucz, bo i po co? Podejrzenie Pana Śledczego padło na podkop – w żółtym piasku w posadzce odkrył szeroką na pięść dziurę. Tędy weszli – rzucił i zaraz miał pomysł. Zastawimy na nich pułapkę. Kimkolwiek są, odpowiedzą za to!

Ostatnie dwa ziemniaki położył na piasku. Zasypał dziurę. Obok niej postawił pułapkę na myszy, z kawałkiem podlaskiej polędwicy. Zgasił światło. Zamknął drzwi. Poszedł do domu. I mówiąc – sytuacja jest rozwojowa – zostawił problem samemu sobie. W końcu jest mężczyzną: męskie problemy zwykle rozwiązują się same 🙂

Albo my je rozwiązujemy.

Wiem. To jest horror!

Minęły dwa dni pełne emocjonującego oczekiwania. Weszliśmy do piwniczki. Ja z widłami, na wszelki wypadek. Jacek z ziewaniem (oni zawsze mają zlew na ekstremalne sytuacje). No i?

ZNIKNĘŁY.

Dziura pojawiła się ponownie. Ziemniaki – ponownie zniknęły. Fioletowe. Bo zwykłe pozostały nieruszone, a przecież to irga, smaczna odmiana 😉

No, koneser! – rzucił Śledczy. – Jakiś pieprzony koneser nam się włamał! – dodał i włożył dłoń do szpary. Nie, spokojnie, nic mu jej nie urwało, spod ziemi nie wyszedł ani smok, ani Kaczyński, ani nic. Wcięło tylko ziemniaki, niczego innego nie konsumując. Pułapka nietknięta. Polędwica nietknięta. Święte stare farby pozostały nietknięte. Święte druty też.

Nie będę trzymała Was w napięciu. Nasz dom nawiedziły zgłodniałe duchy! Już to wiemy.

Poprosiliśmy o konsultację Sławka. Sąsiada zza pobliskiego lasu. Podjechał, napił się z nami piwa, podumał i orzekł: – Szczur nie, bo by to zjadł na miejscu i zostawił resztki. Mysz nie, bo za duża dziura i nie ma żadnej kupy. Kuna nie, bo którędy? Człowiek nie, bo kto? Nornica? Kret? Skąd kret pod domem, jeśli wy kretów nie macie? A może to duchy? – rzucił w końcu. – Tu, w pobliżu, wasz sąsiad w leśnej ziemiance podczas wojny przechowywał Żydów. To może ich duchy?

Jacek sprawdził ponownie: dziura na szerokość męskiej dłoni! I wszystko mu się nagle zgodziło. Duchy! Podziemne. Przy czwartym piwie obaj panowie zgodnie orzekli, że należy nam się medal za dożywianie duchów z przeszłości i że trzeba o tym napisać do ambasady Izraela. O kolejne wnioski już ich nie pytałam…

Tym samym, mimo fortelu, podlaskiej polędwicy i czterech piw, zagadka tajemniczej siły, która wciąga fioletowe ziemniaki z Nieba do Piekieł, pozostała niewyjaśniona. Ziemniaczany horror! Wsysa nam fioletowe ziemniaki pod ziemię i znika. Coś! Duch! (Stephen King, jest temat!)

Tak było. Naprawdę. Jacek, Sławek i podziemne duchy mogą to potwierdzić.

Nowe ziemniaki kupiłam u Kręglickich

Zabrakło nam sadzeniaków, więc kupiłam je od pani, która specjalizuje się we fioletowych ziemniakach. Schowałam w ziemiance, lekko oświetlonej przez niewielkie okienka. Ta ilość światła zupełnie jednak wystarczyła, by już w końcu lutego ziemniaki zaczęły bardzo, bardzo intensywnie kiełkować… Jakby zwariowały! Szły w Kosmos każdego dnia! Skróciłam pędy, a one nadal rosły!

Dlaczego te ziemniaki u nas zwariowały? Nie wiem. Udzieliła im się wiosenna euforia Jacka, który od soboty non stop walczy z mchem na trawniku? Czy może poszły w ślady kota, który marcuje na całego i jak tak dalej pójdzie, będzie miał domowy areszt? A może to są jakieś mutanty???

I tu przejdźmy do spraw zasadniczych…

Zwariowaliśmy i my. Miesiąc przed terminem sadzimy fioletowe ziemniaki w donicach i workach jutowych. Co z tego wyjdzie? Kiedy wyjdzie? No i pytanie najważniejsze: czy można je uprawiać w domu, na tarasie lub na balkonie?

Zdroworozsądkowy rolnik sadzi ziemniaki po 20 kwietnia. Wcześniejsze sadzenie jest możliwe tylko w cieplejszym klimacie i kiedy jesteśmy pewni, że przymrozki już nie powrócą. Najważniejsze, by temperatura gleby na głębokości 10 centymetrów nie spadła poniżej  7°C.

 Ale my nie jesteśmy zdroworozsądkowi 🙂 Sadzimy ziemniaki w donicach i workach jutowych, chcąc wymusić wcześniejsze plony.

Ziemniaki w donicach – czy to się uda?

Zacznijmy jednak od początku: skąd pomysł wczesnego sadzenia ziemniaków?

W warunkach przeciętnego gospodarstwa domowego, ziemniaki powinniśmy przechowywać w suchej, ciemnej, a przede wszystkim chłodnej piwnicy, w temperaturze 7-10 stopni. Najlepiej przechowywać je w drewnianych skrzynkach, przesypane piaskiem. Jeśli nie macie piasku, nasi lokalni  specjaliści podpowiadają, by przykrywać je workami lnianymi lub kartonami. Można do każdej skrzynki dodać jedno jabłko – wtedy nie będą kiełkowały.

Na fioletowych ziemniakach bardzo nam zależy. Opisaliśmy ich właściwości i smak, od trzech lat sadząc je w kilku grządkach. To jest uprawa „dla siebie” i traktujemy ją przede wszystkim jako ucztę dla oka i podniebienia 🙂

Siła kiełkowania

Kiedy ziemniak kiełkuje to wszystkie zapasy wartości odżywczych zgromadzone w jego wnętrzu przechodzą do rosnącego kiełka. Wystarczy dostęp do światła i nieco wyższa temperatura, a roślina sama zaczyna wietrzyć wiosnę. Bulwa robi się pomarszczona i miękka, a kiełek ostro pnie się do góry. Jest biały (u nas: fioletowy) i mocny.

Tak właśnie było z naszymi sadzeniakami. Czasami tę metodę stosuje się do podkiełkowania ziemniaków i pobudzenia ich do wcześniejszego wzrostu, a co za tym idzie – do wcześniejszych zbiorów. I to właśnie postanowiliśmy wykorzystać.

Ziemniaczany horror: uprawa ziemniaków w worku lub donicy

Taki model uprawy ma kilka zalet. Przede wszystkim – oszczędzamy miejsce, a w małych ogródkach wolne miejsce to rzecz bezcenna. Po drugie, worek z ziemniakami można na początku uprawy ustawić w chłodnym pomieszczeniu, a potem przenieść go na taras, balkon lub postawić pod ogrzewaną słońcem ścianą.

No i najważniejsze – uprawiając ziemniaki w worku lub donicy zapobiegamy rozwojowi zarazy ziemniaczanej. To groźna choroba, która wywoływana jest przez grzyby bardzo szybko rozwijające się w warunkach wysokiej wilgotności. Kiedy mamy mokrą wiosnę i wczesne lato, możemy ochronić ziemniaki przed zarazą ustawiając je pod dachem i ograniczając nadmierne zawilgocenie.

I teraz najważniejsze – plon możemy uzyskać znacznie wcześniej. Standardowo, sadząc ziemniaki między 20 kwietnia a 10 maja, zbierzemy je w końcu sierpnia lub we wrześniu. Mając swoje sadzonki w workach lub donicach możemy przyśpieszyć uprawę o kilka tygodni i cieszyć się zbiorami wczesnym latem!

Jak sadzić ziemniaki w donicy lub workach?

Jako sadzeniaki wybieram okazy średniej wielkości z wyraźnymi, zdrowymi oczkami. Warto je odrobinę podpędzić, wystawiając na światło (nie bezpośrednio na słońce!) przez tydzień do półtora tygodnia. Kiedy pojawią się kiełki długości 1,5-2 cm, możemy sadzić.

Ziemniaki wymagają żyznej gleby. W sklepach ogrodniczych można kupić uniwersalne podłoże ogrodnicze, często nawet wzbogacone o podstawowe nawozy. My dodajemy naturalny humus i garść granulowanego nawozu krowiego lub kurzego.

W każdy dołek wsypuję dodatkowo garść popiołu drzewnego, co jest nie tylko znakomitą odżywką dla ziemniaków, ale też służy jako środek chroniący je przed chorobami. Później, kiedy ziemniaki zaczynają kwitnąć, warto uszczknąć z krzaczka 3-5 pąków, by całą siłę wzrostu skierować w stronę bulw, a nie kwiatów.

Zobaczcie dłonie sadzące zwariowane fioletowe ziemniaki, które mimo obrywania kiełków, od lutego kiełkują nieustannie. Dłonie oraz nogi należą do Śledczego. Kurtka maskująca wiek – również.

W okresach suszy podlewamy ziemniaki, pamiętając, że nadmiar wilgoci może powodować gnicie bulw. Warto stosować naturalne nawozy – ziemniaki są zawsze głodne pokarmu, choć pamiętajcie, żeby stosować się do norm podanych przez producenta. Nadmiar nawozów azotowych może na przykład zwiększyć podatność roślin na choroby.

Kiedy planujemy zbiory?

Mam nadzieję, że już na początku czerwca 🙂

Jeśli sami chcecie spróbować domowej uprawy – zachęcamy, spróbujcie. To naprawdę łatwe i przyjemne. Można trzymać swoją uprawę na balkonie, na tarasie, przed domem lub w małym warzywniku.

Tylko błagam, uważajcie: nie wolno ich przechowywać w niezabetonowanej piwnicy! Zawsze może się okazać, że jakaś tajemna siła przejdzie od nas – do Was – i stracicie całoroczne zbiory. Może to będą te same duchy, może inni koneserzy, nie wiem. Ale żeby potem nie było, że nie ostrzegałam. Ostrzegam!

Ania

POLECAMY RÓWNIEŻ (BO TAK NAM SIĘ SKOJARZYŁO): Podlaskie hygge

Foto. Couleur z Pixabay  

2 komentarze

  1. 19 marca 2019
    Odpowiedz

    Może i ja tak kartofelki zasadzę. A co do dziury. U mnie w takich siedzą ropuchy ( ale one ziemniaków nie jedzą).

    • 19 marca 2019
      Odpowiedz

      Ha! Ale tu musiało być coś, co najpierw weszło na stół i capnęło ziemniaki z kartonu, bez śladów!, a potem wciągnęło je do dziury. To samo z dwoma z pułapki 🙂 Ropuchy bym się tam nie spodziewał, już prędzej usiłują wejść do ziemianki.
      No i – dlaczego tylko fioletowe??? :-))))
      Ot, zagadka.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Poprzedni Ściągamy sok z brzozy. Jest świetny!
Następny Równonoc. Jest, jak jest. Było, jak było.

Poczytaj więcej

10 najlepszych książek, które przeorały młody mózg

Ile kosztuje życie na wsi? Porównajmy!

Nie ma zmiłuj, Panie Dziadku!

Polska podzielona płotem durnej polityki

Pompa ciepła. Męska rzecz! (2)

10 kroków do własnego domu na wsi

Kania z podlaskiego dżdżu

Rób rzeczy małe w wielki sposób. To działa!

Cisza i spokój. Prawda o życiu daleko od miasta

Wiejski CrossFit, czyli ćwiczenia na okrągło

Czy podniesione rabaty mają sens?

Plastik już z nami nie wygra

Historia Starego Piernika i Grzybowej Panienki

Ściągamy sok z brzozy. Jest świetny!

Kaflove (5)