Cisza pełna dźwięków


Cisza pełna dźwięków

Dziennie dociera do nas ponad 110 tysięcy słów. Każdego dnia przyswajamy prawie 35 gigabajtów informacji. Dzień w dzień! Nie czujecie przeciążenia twardego dysku? Nie zawiesza Wam się mózg?

Przyznaję w imieniu naszej dwójki, że nie zdawaliśmy sobie sprawy z ogromu kakofonii dźwięków, która nas otacza. Nie wiem nawet, czy potrafiliśmy łączyć wszechobecny hałas z naszym samopoczuciem. Przecież tak było zawsze. Zgrzyta skręcający tramwaj, warczą samochody, rozmawiają ludzie, szumią klimatyzatory, w sklepie gra muzyka, w taksówce z radia słychać wiadomości. Nawet nocna, miejska cisza pełna jest dźwięków. To normalne, prawda?

Przyswajając tak ogromną ilość informacji każdego dnia zmniejsza nam się zdolność do analitycznego myślenia. Jesteśmy zmęczeni, a intuicja podpowiada: znajdź spokojny azyl, wyjedź gdzieś, wycisz się. Bierzemy urlop, jest fajnie, wracamy – bach! Znów to samo!

Nie wydziwiam, nie grymaszę…

Boleśnie doświadczyłam zderzenia z miejską rzeczywistością przed tygodniem. Spędziłam dwa pełne dni w Warszawie, przemieszczając się z miejsca na miejsce, z biura do biura, z kawiarni do sklepu, ze sklepu do garażu, z garażu w korki, z korków do galerii, z galerii do domu…

W miejskim domu noc to mały koszmar. Słychać dzieci sąsiadów i wiertarkę (remont, kafelki ) piętro wyżej. Poza tym: pies za ścianą, samochody za oknem, winda na korytarzu, szum wody w rurach i kanalizacji. Do tego pełna jasność, mimo zaciągniętych żaluzji. Wydawało mi się, że nawet telewizor rozmawia ze mną głośniej niż zwykle. Jakby na złość.

Nie wydziwiam jak egzaltowana dziunia i nie wyolbrzymiam – zapewne nie napisałabym tego tekstu nigdy, gdyby nie oczywista różnica. Tam i tu. Dwa światy i dwa różne poziomy postrzegania hałasu i ciszy. (I pomyśleć, że nasze warszawskie mieszkania zawsze mi się wydawały BARDZO CICHE…)

Cisza pełna dźwięków_3

Przypadek, który rzucił nas do Bocianki pozwolił mi docenić walory ciszy. Ona nie denerwuje i nie męczy. W ciszy rodzą się świetne pomysły. Cisza ma swoje brzmienie i odmiany. Nie zabija, jak hałas. Uspokaja. Podobno dwie minuty spędzone w ciszy mogą być ekwiwalentem dla trzydziestu minut spędzonych przy muzyce relaksacyjnej. Czy to prawda? Nie wiem, nie słuchamy muzyki relaksacyjnej 😉

Dźwięki wokół nas

Owszem, mieszkamy w pewnej odległości od cywilizacji, ale bez przesady – słychać ją CZASEM. Próbowałam policzyć i wypisać sobie cywilizacyjne dźwięki, które nam towarzyszą:

  • pociąg – kilka razy dziennie słychać przejeżdżające pociągi (linia kolejowa jest dwa kilometry od nas. Wieczorem, gdy dźwięk niesie się lepiej, udaje się nawet odróżnić towarowy od osobowego. Nasz „Kopernik” oznajmia zawsze godzinę 16:30 😉
  • samochód – słychać rzadko, odległość od drogi robi swoje
  • wieś z daleka – czasami słychać ciągnik (raz na tydzień, w żniwa częściej), wieczorem dalekie ujadanie psów, nie zawsze; czasami karetka pogotowia lub policja
  • radio/telewizor – radio rano, telewizja wieczorem
  • stukot palców w klawiaturę – ja stukam lekko, Jacek młóci

Mało, prawda? A są to – powiedzmy – dźwięki oczywiste, typowe, można je złowić również w mieście. Ale co powiecie o tym?

  • wiatr, wichura – słyszymy poruszające się gałęzie, igły i liście
  • stękanie drzew (a na ciężkim mrozie nawet strzelanie, głośne)
  • szumiące trawy i krzaczory
  • szczekanie koziołka, samca sarny – przypomina nieco szczekanie psa, choć jest bardziej chrapliwe
  • śpiewy i krzyki ptaków – wszelakie, od klangoru żurawi i krzyku dzikich gęsi po jazgot sójki i zawodzenia skowronka, zależnie od pory roku
  • bzykanie owadów – trzmiele, bąki, bzygi, a nawet szerszenie, wszystkie tworzą niezwykle ekspresyjną, cichą muzykę
  • pies – kiedy Rudiemu wydaje się, że pod nasz dom podchodzą sarny, miliony uzbrojonych saren!
  • blachodachówka – stęka, gdy się rozgrzewa i gdy stygnie
  • skrzypiący śnieg – na mrozie
  • padający deszcz – kiedy dzwoni o dach
  • spadające z dachu werandy płaty śniegu – w czasie odwilży
  • echo – kiedy Rudi myśli, że to drugi pies złośliwie odszczekuje mu z lasu, a to tylko Wojski 🙂
  • klekot bocianów na łące – klekocą, dopóki pies się nie dowie, że przyleciały
  • tykanie zegarów – mamy w domu kilkanaście zegarów, no sorry, taka słabość.

Cisza pełna dźwięków_2

Najlepsze pomysły przychodzą w ciszy

Mózg w ciszy odnawia swoje zasoby poznawcze. Poza tym – szybciej się regeneruje i sprawniej zwalcza skutki stresów.  Cisza poprawia naszą kondycję, sprzyja drzemkom i zasypianiu. Do pracy, która wymaga kreatywności  i analizy wielu wątków w jednym czasie, cisza wydaje się niezbędna.  Ponadto… żadna cisza nie jest bezdźwięczna: nawet w naszym wygłuszonym domu słychać cichuteńki szum wentylacji i pracę lodówki.

Jacek poznał to i opisał tu  jako pierwszy, ponieważ pierwszy spędzał w naszym domku noce, jeszcze na etapie budowy. Zacytuję Mistrza:

„Ciszy można się przestraszyć. Dom na pustkowiu, czarna noc (noce na wsi to zwykle noce w całkowitej ciemności), posępne ściany lasów, gdzieś słychać trzask łamanej gałęzi… wystarczy, by spietrać. Ciszę wiejskiej nocy może wypełnić ujadanie psa, ale najczęściej nie wypełnia jej kompletnie nic. Taka cisza jest estetycznie piękna i plastyczna, można pod nią podłożyć wszystkie swoje lęki, bojaźnie i senne marzenia. Można po prostu zasnąć (jeśli sen chce przyjść) albo wtulić się w kogoś lub w siebie (albo po prostu w kota). Albo nie spać, gapić się w sufit i myśleć, myśleć, myśleć…”

Cisza absolutna

W głęboką ciszę zanurzyła się publiczność na pewnym spektaklu. Był sierpień 1952 roku, w sali koncertowej przy fortepianie usiadł John Cage, a utwór, który miał wykonać, nosił tytuł „4.33”. Posłuchajcie, życzę dobrej zabawy przez pełne 4 minuty i 33 sekundy, i błagam – wytrzymajcie to…:

Aplauz w finale nie świadczył raczej o tym, że publiczność zrozumiała przesłanie performera: prawdziwa cisza nie istnieje. Ale w prawdziwej ciszy można się pięknie zasłuchać!

EDIT JACKA: A wiesz, że Frank Zappa nagrał kiedyś… cover utworu Cage’a? Milczał również przez 4:33… 🙂

Najprzyjemniejsza jest cisza w naturze. W okolicznych lasach o tej porze roku nie słychać praktycznie nic poza naszymi krokami.  Ale to przecież pozory! Wystarczy przystanąć, poczekać… cały las ożywa, dzieje się! Chłopaki gdzieś w koronach lasu kłócą się o nasionka, kicają zające, skaczą kleszcze 😉 Drzewa potrafią zaskrzypieć tak mocno, że odwracasz głowę – czy aby nic na ciebie nie leci.

Sielanka: cisza pełna dźwięków…

Wiejskie, dźwiękowe krajobrazy, których nie rozprasza żaden drażniący zgrzyt ani stały, wdzierający się w mózg hałas, to kwintesencja sielskiego życia. Brzmienie ulicznych rozmów i telefonów, wycie  aut, szum biur, terkot ulic, muzyczne galerie – to wszystko jest odległe od nas o kilometry. Taka wieś uspokaja, nastraja. Można w tej ciszy kontemplować każdą filiżankę kawy i każdy kawałek sernika.

Można też kontemplować samą ciszę i wyczekiwać – kiedyż wreszcie rozlegnie się jakiś dźwięk, niech wreszcie coś się dzieje, help, dlaczego tu tak cicho, ja chcę do miasta, do gwaru, do wybuchów! Obudźcie mnie wreszcie, ja chcę do miasta!

Na szczęście – nikt mnie z tego snu nie budzi. Dziękuję. Delikatna muzyka ciszy w naszej Bociance pozwala usłyszeć własne myśli. I oto chodzi, tak jest bardzo dobrze, tak trzymać.

Ania

POLECAMY RÓWNIEŻ: Pochwała świętego spokoju

6 komentarzy

  1. 28 lutego 2019
    Odpowiedz

    O tak! W mieście nie ma ani ciszy, ani ciemności. Z jaką przyjemnością szłam wtorkową nocą do Domku pod Orzechem po dwóch dniach spędzonych w zgiełku, świwtle i smogu Wrocławia! (Choć sam pobyt był rozkoszny ze względu na maleńką wnusię.)

  2. 28 lutego 2019
    Odpowiedz

    Prawda? To zawsze są świetne chwile!

  3. Lucjan
    28 lutego 2019
    Odpowiedz

    Dzięki , dzięki , ładnie bardzo ładnie ,opisujecie i ciszę i przyrodę poprostu WY TO KOCHACIE , piszę z Beskidu Żywieckiego z góry Prusów od 20 lat ” mojej góry”……czytam Was bo lubię, pozdrawiam Lucjan.

    • 28 lutego 2019
      Odpowiedz

      Dziękujemy 🙂 I prawdą jest: kochamy to!

  4. Beata Frańczak
    27 marca 2019
    Odpowiedz

    Fajnie było tu zaglądnąć. Będę robić powtórki, choć nie zawsze mam siłę, aby coś napisać….tak tęsknię za takim życiem, że …cierpię. Na razie nie mam szans na zmianę. Rozumiecie- mąż i jego firma to priorytet. Oczywiście dla niego, nie dla mnie. Jednak wiem, że to nie takie proste -rzucić wszystko w pierony i zmienić się w rolników. Trzeba zgody z dwóch stron. Ale może kiedyś się uda. Pozdrawiam serdecznie – Beata:)

    • 27 marca 2019
      Odpowiedz

      Zaglądaj i rób powtórki 🙂 Zapraszamy zawsze! I mamy nadzieję na realizację Waszych wspólnych planów. Czasami warto trochę poczekać… wyczekane smakuje lepiej 😉

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Poprzedni Jak zrobić nalewkę... z wszystkiego?
Następny Ty piszesz, my odpowiadamy (2)

Poczytaj więcej

Ptaszory, głupcze!

Ojagupiacipa, czyli z wyprawy baby do miasta

Nalewunia z młodych pędów sosny? Robi się!

Miłość prosto od krowy

O wyższości świąt Wielkanocy nad świętami Bożego Narodzenia

Podlaskie hygge

Ty piszesz, my odpowiadamy (3)

Skrzyp. Idealny sojusznik zdrowych paznokci, włosów i skóry

10 kroków do własnego domu na wsi

Czy warto mieć rekuperator? (2)

Piszę o wszystkim, co mi leży na wątrobie

Popracuj w drewnie. To działa!

Narzędzia do domowego warsztatu

Kaflove (2)

Jaki powinien być lekarz idealny?