Moda Za Miastem, czyli o tym jak Ania została szafiarką


moda za miastem

Najpierw spędziła godzinę przed lustrem. Niby żadna nowość w życiu kobiety, ale zawsze to sygnał dla faceta – wiedz, że coś będzie się działo! Wyłoniwszy się z łazienki (włosy, make up, oko, pazur) podeszła do szafy z wielkim znakiem zapytania na twarzy – I co my tu mamy?

Każda dziewczyna zadaje sobie to pytanie, więc dla mężczyzny (znów) to żadna nowość. Ale gdy chwilę potem rzuciła na wiatr: ubieraj się, bierz aparat, wychodzimy, wiedziałem już, że to nie będzie zwykły poniedziałek. 

– Co się stało się? – zapytałem.

– Stało się. Od dziś rusza Moda Za Miastem! Idziemy szafić!

Od wczoraj więc szafimy. To znaczy Ania szafi, bo ja jestem tylko nadwornym aparatem szafiarki. Będziemy układali najciekawsze wiejskie stylizacje, żeby udowodnić, że na wsi można nie tylko żyć kolorowo wśród rzodkiewek, bananów (?bananów? – edit ANI)  i ostróżek, ale też samemu być kolorowym, wiecznie młodym, zadbanym i pięknym 🙂 

Mało tego! Udowodnimy, że moda po pięćdziesiątce (a w moim przypadku to już prawie po setce) wcale nie musi oznaczać garsonki w kolorze spranej korporacji, lecz może być ożywcza dla umysłu, praktyczna, ciekawa i zadziorna.

Główny problem polega na tym – uwaga, kreatorzy mód i producenci ciuchów dla wiejskich kobiet po 50.! – że nie mamy odpowiednich kreacji i wszystko musimy wymyślić sami. Na półkach sklepowych, w Internecie, na blogach prawdziwych szafiarek nie ma pozycji „moda wiejska” ani tym bardziej „moda dla ambitnych dziewczyn ze wsi”. O modzie dla fajnych pięćdziesiątek nie wspominając.

Moda za miastem

Ania jest kobietą (zwróćcie uwagę) i jako taka ma szafę. I jako kobieta z szafą ma tęże prosto z miasta, czyli wypełnioną ciuchami, które świetnie zdawały egzamin w warunkach zurbanizowanych. Miliard butów do kościoła i korporacji – w żadnym nie wyjdziesz na błoto, do lasu lub na pole. Sukienki, spódnice, bluzki – zbyt ekstrawaganckie i niepraktyczne. Paski, biżuteria, torebki – na co to komu tutaj? Jedyna pociecha z dżinsów, dresów i t-shirtów.

Stoi więc szafa, a ściślej garderoba, a obok niej stoi Ania i jak każda kobieta powtarza – Ja nie mam co na siebie włożyć! No, kompletnie! Co ja mam ubrać???

A idziemy do ogrodu, jakby kto pytał.

EDIT ANI: Wystarczy tego nabijania! Wcale nie wystaję przed lustrami i wcale nie nadymam różanych usteczek z powodu braku ciuchów. No, może czasem 🙂 Chcę po prostu spojrzeć na siebie i zobaczyć się bez kaloszy, dresów i fartucha. Chcę założyć fajną sukienkę, ciekawe spodnie, buty, ale bez nadęcia i bez wielkomiejskiego kontekstu – żeby nie wyglądać sztucznie, żeby to było ładne dla oka i podobało się temu misiu, i żeby było praktyczne, wytrzymałe, porządnie wykonane. I widzę, że… mało mam takich ciuchów! I że trzeba coś z tym zrobić 😉

Złote, a skromne

Generalnie – gdybyśmy mieli zakładać szafiarski blog, Ania nie miałaby problemu. Starczyłoby kreacji i dla niej, i dla mnie na, średnio licząc, rok. Ale tu, na wsi? Co pokazać i jak pokazać? Po pierwsze: modele już lekko sfatygowane – najmłodszy z nas jest pies, ale on nie lubi w sukienkach – po drugie: trudno o ciuchy, które spełniają nasze wymagania, i po trzecie: nie  chcemy być blogiem szafiarskim…

Ania ma rację, kiedy pisze, że wiejskie stylizacje muszą zapewniać wygodę, gwarantować wytrzymałość, tworzyć fajny klimat, spójny z miejscem, w którym żyjemy. Moda za miastem praktycznie nie ma innego wymiaru – liczy się cena i solidność. Z męskiej perspektywy mogę to potwierdzić: próbę czasu wytrzymują tylko najlepsze materiały. Wyrzuciłem już wiele par spodni, które podarły się po kilku tygodniach użytkowania – w mieście dałyby radę przez lata. Wykańczam t-shirty, które w założeniu miały być najbardziej wytrzymałe. Sprawdzają się koszule z flaneli, mocne dresy i trampki Palladium na grubej podeszwie. Są super!

Wracając do Ani-szafiarki… Ruszyliśmy w plener z samego rana. Pan Pies i Pan Kot robili wszystko, żeby przeszkodzić, a w końcu przeszkodził nam deszcz i przeraźliwy ziąb.

Tak to wyszło… Oto Moda Za Miastem!

Szafiarka na wiejskim wybiegu

DŁUGI EDIT ANI: Stara zasada, że dobrej klasy bawełna i len sprawdzą się wszędzie, obowiązuje też w wiejskich realiach. Obowiązuje luz. Bardzo się polubiłyśmy z tą bawełnianą sukienką!

moda za miastem1

Ma w sobie lekkość (trochę w przeciwieństwie do mnie), jest bardzo starannie uszyta, świetnie skomponowano materiały i ładnie ją wykończono – zwracam uwagę na detale…

moda za miastem 2

moda za miastem

Lubię sukienki, które są luźne, dobrze się układają, są praktyczne, nie przeszkadzają w pracy ani w domu, ani w ogrodzie. Można w nich pójść do sąsiadki (dwa kilometry) albo usiąść wygodnie w fotelu na tarasie i podobać się swojemu facetowi. Ten rudy gościu ze zdjęcia poniżej też wydaje się zadowolony… 🙂

moda za miastem 3

Buty, które widać na zakończeniu modelki pochodzą jeszcze z „miejskich” czasów. Uwielbiam je tutaj, bo nadają się na każdą okazję, są wygodne i… łatwo się je czyści. Kupione w sieci sklepów Venezia w czasach, kiedy jej właściciele sprowadzali buty włoskich projektantów i producentów, i dbali o jakość oraz design. Dziś praktycznie nie zaglądam na stoiska tej marki. Stała się nijaka. 

Moda za miastem

W takiej obszernej kiecce można pielić lub szukać robali w trawie 😉 Luzik! Pozwala na komfort poruszania i swobodę ruchów. Materiał jest mocny, z solidnym splotem. Można mieć wrażenie, że producent uszył tę sukienkę z myślą o kobietach takich jak ja – ładny wzór, dobry pomysł, solidne wykonanie. Czego jeszcze chcieć?

moda za miastem

Nawet u płota ta sukienka wygląda 😉

moda za miastem 7

I na podeście się sprawdza. Z charakterystycznym dla szafiarek ustawieniem stópek. Jacek poprosił o taka pozę i została wykonana. 

Miałam też – na polecenie szafiarza – lekko ulecieć, wzbić się nad ziemią. Ale same wiecie, nie jest lekko być Ikarem. Już łatwiej by mi było Ikarusem-autobusem… 😉

moda za miastem 8

A tu, na zakończenie, komplecik szafiarskich póz. Ciągle się uczymy, więc nie ma to, tamto. Na razie lepiej nie będzie.moda za miastem 9

Podsumowanie

I co zrobiłem ja? Co zrobiłem, gdy zakończyliśmy sesję pierwszą szafiarską sesję na tym blogu? 

Otóż wszedłem na kilka modowych blogów, w tym do samej Fashionelki. I posmutniałem. Aniu! Mamy tu za mało:

  1. Prady!
  2. Kapeluszy!
  3. Magnolii!
  4. Espadryli!
  5. Albo szpilek!
  6. Biżuterii!
  7. Uśmiechów! 

To się musi zmienić! W środę jedziemy do miasta 🙂

EDIT ANI: Wiem. Do sklepu z kosiarkami… 🙁

Jacek

POCZYTAJCIE RÓWNIEŻ: O wiejskim crossficie, O samotności na wsi i Odetchnij od miasta

8 komentarzy

  1. Małgorzata
    14 maja 2019
    Odpowiedz

    Uwielbiam Państwa poczucie humoru. Uśmiałam się do łez ?. Swoją drogą to ciekawy temat. Czekam niecierpliwie na dalszy ciąg wiejskiej szafiarki. Udanych zakupów.

    • 14 maja 2019
      Odpowiedz

      Nie Państwuj nam 🙂 Jesteśmy Ania i Jacek, tak zwyczajnie.

  2. Anna
    14 maja 2019
    Odpowiedz

    Jak ja Was uwielbiam ! ?

    • 14 maja 2019
      Odpowiedz

      I z wzajemnością!
      My też siebie uwielbiamy 😉
      Fajnie, że jesteś. Dobrego dnia!

  3. Katarzyna
    14 maja 2019
    Odpowiedz

    Doskonałe! Sama świeżo przeprowadzona na wieś przeżywam te dylematy ubraniowe ? Czekam też niecierpliwie na ciąg dalszy!!!

    • 14 maja 2019
      Odpowiedz

      Poczekaj na stylizację wcieleniową „z łopatą” 🙂 To dopiero będzie pokaz! Wybieg z łopatą i widłami!
      Trzeba tylko do sklepu pojechać – Leroy Merlin będzie najlepszy, mają bardzo fajne ubranka 🙂

  4. Gosia
    14 maja 2019
    Odpowiedz

    Jak zwykle super napisane,takim lekkim piórem 😀 . Jakbym czytała o sobie. U mnie nie szafa,a cała garderoba zawalona miejskimi ciuchami ( szpilki,spodnie w kancik,marynarki,koszule do prasowania 🙁 i nawet kozaczki od Gucciego),a na dupsku stare dresy i buty w pole,czasem kalosze. Najgorsze ,że szkoda to wyrzucić,bo może kiedyś ,gdzieś kobieta wiejska pojedzie np.raz w roku do Szczecina 😀 .
    Pozdrawiam.
    Ps. Dziękuje za odpowiedz w sprawie grojówek.

    • 14 maja 2019
      Odpowiedz

      Oj, coś o tych kolekcjach wiem…
      Ale najważniejsze, że teraz szukamy głównie ciuchów, których nie trzeba prasować i które nie rozedrą się przy pierwszym podejściu do kosiarki lub innego struga. Najśmieszniej jest z butami – miłość kobiet do butów jest powszechnie znana, tymczasem tutaj (zdradzę tajemnicę) Ania jakoś wbiła się w jedną ulubioną wiejską parę i… dobrze jej z tym! Ta para to zielone kalosze za jakieś 30 zet. Jakby do niej przywarły 😉
      Da się żyć bez kolekcji butów? Da. Wystarczy teleportować się na wieś.
      Pozdrawiamy!

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Poprzedni Orzeszkowo 14. Smakuję tę książkę.
Następny Wydało się: przyjmujemy imigrantów!

Poczytaj więcej

Jak ułożyć plan na życie? Spróbujesz?

Przewodnik po ludziach: Pani Od Pierogów

Nie ma zmiłuj, Panie Dziadku!

Selfie z kozą pośród łąk szumiących suszą

10 największych banałów o życiu

20 rad na bezsenność. Możesz już ziewać.

Jak palić efektywnie w piecu, kominku i kozie?

Przeklęty żywioł uderza w nocy

Kobiety 40+ rządzą naszą wyobraźnią. Tekst sponsorowany. (Przez Anię.)

Deski do krojenia chleba. Czar prostej pracy.

Skrzyp. Idealny sojusznik zdrowych paznokci, włosów i skóry

Szczytowanie w spiżarni. Bardzo namiętny, letni tekst

Bądź ekomaniakiem. Buduj oczyszczalnię! (2)

Nalewka orzechowa w trzech wariantach i każdy na zdrowie

Dziewiętnasty, dzień dobry