fbpx
Pani Mysz

Myszy i ludzie. Wyjątkowy stan wojenny

Robią nam w pobliżu stan wyjątkowy/wojenny. Myszy już kilka dni temu wyczuły, że coś się święci, że idzie zamach na wolności obywatelskie i prawo do swobodnego przemieszczania się, więc lgną do chaty jak oszalałe. A my, z wiaderkiem popcornu w dłoniach, siadamy przed telewizorem i czekamy, kiedy zabraknie Teleranka…

Takie jest teraz życie na Podlasiu. Jeszcze kilka dni temu odwiedzaliśmy z rodziną Koterkę – a to już granica w sensie dosłownym – i tam ani żywego ducha, poza trójką leśników na poznańskich rejestracjach. Przemytnicy! – pomyślałem, szukając w ich aucie afgańskiego kota, ale nie mieli nic, tylko jajka na twardo, pomidory, małosolne ogórki i klapsztule, podwójne sznytki skrojone przez mamuśkę z Jeżyc. Zjedli, zrobili zdjęcia cerkwi w Koterce – a musicie wiedzieć, że jest to jedna z najpiękniejszych cerkwi na Podlasiu – i pomknęli dalej. Znaczy – z powrotem, na zachód.

My zostaliśmy na wschodzie. U nas słońce wschodzi wcześniej niż u Was i zachodzi też wcześniej, więc kiedy widzicie w Wiadomościach, że materiał jest „na żywo z granicy”, a w kamerze pełna jasność, to znaczy, że nadają z puszki; po 19:30 jest w Usnarzu prawie ciemno. Uprzedzam, że nie wszystko, co podają to prawda, ale kto by tam przejmował się prawdą. Prawdy są trzy, jak mawiał ksiądz Tischner, ale nie miał racji, bo jest jeszcze czwarta prawda – prawda TVP. Nazywana eufemistycznie propagandą.

Wracając do myszy, a w ich kontekście do stanu wyjątkowego. To nachalne ładowanie się myszy do domów jest świadectwem szybko nadchodzących chłodów. Jesień ma być zimna i krótka, zima ciężka, wiosna nasza, a lato – ech, lato! Mam jeszcze na karku opaleniznę z czerwca i lipca, gdy słońce prażyło szyję i zakola, a ja modliłem się, by choć na jeden tydzień – zaszło. Nie zaszło. Siepało promieniami jak głupie i musiało mocno się zmęczyć, bo od połowy sierpnia mamy tylko deszcze z przerwami na chmury i ciężkie niebo.

W żywiole jest za to Ania. Aaaniu! – krzyczę do niej, siedzącej w fotelu piętro niżej. – Ile mamy słoików prawdziwków?

Szesnaście, a co? – odkrzykuje i dodaje po chwili: – Ale litrowych!

To mniej niż przed rokiem, czy więcej? – dociekam ze strychu.

Mniej! Ale te są litrowe, a przed rokiem były różne, więc w sumie więcej. No i same prawdziwki! – podkreśla z dumą. – Innych nie liczę!

Grzyby też musiały wyczuć, że nadciąga front białoruski, bo wysypują wcześnie, jak żadnego roku. Wymietliśmy wszystkie prawdziwki w okolicy (liczba mnoga chyba nieuzasadniona, bo to Ania wymiotła), nie znajdziecie wokół nas kań (się smażą w naszej kuchni) ani koźlaków, a jakby białoruskie tu weszły, zastaną im same opieńki. Ale nie wejdą, bo nie dadzą rady zasiekom i Frankowi Sterczewskiemu.

Wracając do myszy ponownie – one muszą mieć jakąś okrutność w oczach, która hipnotyzuje nawet Pana Kota.

Taka sytuacja z weekendu: sień w naszym domu, w narożniku sieni miota się w dzikim amoku szara, bojowa myszka, chowając raz za jednym, raz za drugim butem. Wszystko – w towarzystwie kota, Pana Kota, który obserwuje ją z najwyższą uwagą. I nic nie robi.

Kiedy weszła pod szafkę, a Ania zablokowała jej odwrót, kot odsunął się na pół metra, by z dystansu ocenić stan wojenny/wyjątkowy. Mysz zniknęła na chwilę, więc tatuś, czyli ja, podniósł szafkę i odstawił w bezpieczne miejsce, by udostępnić kotu pole bitwy. Szukamy wzrokiem gryzonia – nie ma. Szukamy bardziej – jest, przeciska się przez maleńki otworek w letnich sandałach Ani.

Tu jest! Kot!!! Tu jest! – palcem pokazuję lokalizację przeciwnika. Ma go na dłoni, wystarczy skoczyć i chaps…

A ten stoi jakby zakochany… I patrzy na mnie rozanielonymi oczami, a musicie wiedzieć, że Pan Kot nigdy nie patrzy na mnie jakimkolwiek wzrokiem, ponieważ od patrzenia, mruczenia i udeptywania ma Anię. Mnie ignoruje.

Więc: stoi i patrzy – na mnie! – tymczasem mysz przeciska się, popiskuje i wyraźnie widzi, że kot się zawiesił. Pan Kot lampi się na tatusia, Ania lampi się na kota, mysz już w połowie przeciśnięta, a ja znów krzyczę: – Bierz ją! Bierz ją! Tu jest! – pokazuję palcem. Nawet pies się obudził!

Kot nic.

Patrzy na mnie, jakby usiłując wymusić wyznanie, że on tu jest najważniejszy i że bez niego cały ten dom dawno by się rozpadł, a myszy zjadłyby mnie szybciej niż Popiela. Mysz w tym czasie w pełnej swojej rozciągłości wyzwoliła się z sandała i zbiegła w stronę lodówki. Zdołała bezpiecznie pokonać trzy metry, a obrońca ludzkości nadal patrzył na mnie zakochanym wzrokiem, po czym, nie kumając o co mi chodzi, odszedł spokojnie w stronę miski.

Anuszka nasypała mu suchej karmy; owinął się ogonem między jej nogami i po kilku minutach stanął przy drzwiach – gotowy do wyjścia. Bo on w domu nie poluje. A już na pewno nie z naszą pomocą. Chcieliście sami ją załatwić? No to trzeba było ją łapać. Dałem wam szansę, tatuś nawet szafkę podniósł, można było załatwić mysz sandałem, a nie bezczelnie szczuć ją kotem… Ja chciałem zrobić to po swojemu…

Tak czy siak, mysz została z nami. Jej miejsce pobytu nie jest ustalone, ale zakładam, że kiedy już ogłoszą ten długo oczekiwany stan wyjątkowy, będzie musiała nas opuścić: nie ma meldunku.

Dokąd pójdzie? Na zachód, tam musi być jakaś cywilizacja. Gdybyście spotkali ją gdzieś w okolicach poznańskich Jeżyc, pamiętajcie: to jest mysz po przejściach. Równie groźna, jak afgański kot. Przez nią jest ten stan.

Jacek

POLECAMY RÓWNIEŻ: Najskuteczniejsze sposoby na kleszcze

Fot.: Capri23auto z Pixabay 

Podziel się:
Komentarz
  • …dobre Panie Jacku …a już myślałem że się Pan zawiesił. … Pozdrowienia dla Pani Ani …. też dawno nic ….
    Potrzebuję waszych relacji …
    Ściskam
    Henryk

    5 września 2021
  • Niestety, tak mają miłośnicy flory i fauny. Myślą, że one same załatwią nasze sprawy. Niestety, zacząłeś to kończ. Zwierzaki też mają swoje prawa. Ale cały czas uczymy się. Chyba, że nie chcemy. Pan Kot zachwycony, że jego Pan też łowca, czekał na zwycięstwo Pana nad ofiarą, a tu nic. Ciekawa jestem, czy był rozczarowany, czy bylo mu to obojętne. Pozdrawiam Was gorąco. Pana Kota i Psa też. 😉 😘🤔

    18 września 2021

Zostaw komentarz