Jak powstaje łąka kwietna? W bólach!


Nie czujemy rąk i pleców, ale jesteśmy zawzięci. Tym razem musi się udać! Nasza pierwsza łąka kwietna była porażką. Kupiliśmy miliard nasion i do nich mieszankę łąkową, wysialiśmy, dosypaliśmy trochę nasion trawy i…? Katastrofa.

Nie powtórzcie naszych błędów! Łąka kwietna to przedsięwzięcie pełne uroku, ale lekko skomplikowane, wymaga zastanowienia i systemowego podejścia do sprawy. Serio. Nie wystartowalibyśmy do jej tworzenia ponownie, gdyby nie wyjazd do Białegostoku, w którym przy wjazdowych alejach dostrzegliśmy tysiące kosmosów! Jeśli oni mogą, to dlaczego nie my?

Łąka kwietna miejska i wiejska

W Białymstoku łąki kwietne są naprawdę imponujące i szczerze mówiąc dzięki nim miasto mocno zyskało w naszych oczach – już nie kojarzy się z tępymi bizonami, które atakują ludzi myślących inaczej… W mieście założenie łąki kwietnej wydaje nam się mało skomplikowane: są hektary trawników, są wyspecjalizowane firmy, można w dwa sezony uzyskać genialny efekt.

U nas jest trudniej. Nie dlatego, że to miejsce z dala od ludzkości, ale z powodu usytuowania działki. Na łąkę kwietną przeznaczyliśmy trzy lata temu około 500 metrów kwadratowych powierzchni. Trójkąt, który od południa oddziela wysoki sosnowy las, od wschodu płot z szerokimi dechami, a od zachodu kilka krzewów, brzózki i długi trawnik.

Słońce na naszej łące pojawia się dość wcześnie, ale szybko znika za koroną drzew i powraca po południu. Latem jest to miejsce dość dobrze doświetlone, wiosną i jesienią niemal przez cały dzień – w półcieniu. Do tego dochodzą : kwaśna gleba, miliony igieł z sosen i mech, który upodobał sobie tę okolicę.

Nasza nieudana łąka kwietna

Pierwsza łąka pojawiła się trzy lata temu. Została pomyślana zgodnie ze sztuką: teren oczyszczony, przekopany, wysialiśmy nasiona, kupiliśmy mieszankę, dołożyliśmy trochę nasion trawy i… I następnego roku mieliśmy piękny trawnik 🙂 Skosiłem go w czerwcu, kosą, zgodnie z tradycją i z nadziejami, że teraz dopiero nasiona się rozsieją…

Następnego roku trawa była jeszcze okazalsza, jeszcze wyższa i jeszcze bardziej nas wkurzała. Wyglądała jak zapomniane pole wiecznie pijanego rolnika – środkiem naszej „łąki” wyciąłem przy użyciu kosiarki piękną ścieżkę, którą można było podreptać do Choojni. Choojnia to takie miejsce w narożniku działki, obudowane kamiennym murem, do którego możemy chodzić, gdy jedno jest wściekłe na drugie – żeby rozładować emocje.

Od trzech lat żadne z nas tam nie doszło… Więc chyba nie jest źle między nami? 😉

A wracając do łąki: wycięta w wysokiej trawie ścieżka była najpiękniejszym i jedynym godnym uwagi elementem naszej łąki kwietnej. Zasypywały ją igły, panoszył się perz, w kwaśnej ziemi nie chciały (i nie chcą) rosnąć nawet bzy, choć brzózki, klon, perukowiec – posadzone na jej skraju – czują się doskonale.

Czego brakuje?

Ania podpowiada, spoglądając na ekran: brakuje ręki gospodarza! I coś w tym jest!

Jak założyć łąkę kwietną?

Nie powtarzaj naszego błędu: nie kupuj dostępnych powszechnie mieszanek łąkowych, w których zawartość kwiatów nie przekracza 2-5 procent. To wyrzucone pieniądze! I w ogóle – zakładając łąkę kwietną nie myśl „kategoriami trawnika” – że to taki inny, ładniejszy trawnik.

Nie! Łąka kwietna to nie trawnik. To łąka. Na łące najważniejsze są kwiaty. Ekspansywne gatunki traw, kiedy stanowią w mieszance tak wielką przewagę, zdominują kwiaty. To właśnie stało się u nas. A przecież jeszcze dosypaliśmy – wróć! – ja dosypałem do siewnika dodatkowe nasiona traw! Bo wydawało mi się, że trawy powinno być więcej. I że nasiona kwiatów jakoś sobie poradzą.

Niestety, nie poradzą sobie. Tak jak nie dadzą rady obecnym w glebie wieloletnim chwastom. Perz, który  właśnie wydobywamy, ma kłącza długie na dwa-trzy metry. I niech go szlag!

Tworząc  łąkę kwietną trzeba więc zacząć nie od nasion, lecz od gleby. Puknijcie się w czoło, kiedy znajomi radzą Wam użyć roundupu, bo to chemiczne dziadostwo zawsze obróci się przeciwko człowiekowi. Nie tędy droga. Łąkę kwietną zakłada się w pocie czoła i ten pot, moi drodzy, to jest najlepszy roundup świata 😉

Innymi słowy: glebę trzeba oswoić. Oczyścić z zielska, traw, chwastów. A to kosztuje masę wysiłku. Nasiona zaś lepiej kupować u profesjonalnych dostawców, o czym poniżej.

Szpadel, grabie, glebogryzarka…

To najlepsi przyjaciele zakładacza łąk. My przez dwa dni jeździmy po starej łące glebogryzarką. Diabelskie, ale pożyteczne urządzenie! Silne, mocno wirujące łopaty sprawiają, że trzeba sporo siły, by utrzymać ją w ryzach.

Łąka kwietna zaczyna się od glebogryzarki

Wcześniej wpadłem tam z podkaszarką i kosiarką, tnąc wszystko maksymalnie nisko. Zebraliśmy siano, później poszła w ruch glebogryzarka. Katorżnicza robota, wirniki glebogryzarki głównie ślizgają się po zielsku, ani przez moment nie chcąc wbić się w glebę. Trzeba ten sam teren przeorać kilkukrotnie, każdorazowo zbierając darń, pędy i kłącza. Wtedy dopiero uzyskuje się efekt.

Potem szpadel… Kopiemy, kopiemy i kopiemy… Jesteśmy właśnie na etapie kopania i grabienia.  Glebę trzeba spulchnić na głębokość 20-30 cm, a to spore wyzwanie. Wygląda to mało aspiracyjnie, więc zdjęć takiej łąki in spe nie będę Wam pokazywał. Ale to najczarniejsza i najgorsza część pracy. Potem wysypiemy popiół (sezon grzania w piecach i palenia ognisk już ruszył), ale ponieważ jest go za mało, odkwasimy glebę dolomitem.

Dolomit to naturalny nawóz wapniowy, uzyskany z przemiału skał zawierających węglan wapnia i magnez. Dzięki dolomitowi poprawiamy napowietrzenie gleby i jej pojemność wodną, poprawiamy strukturę i sprzyjamy rozwojowi mikroorganizmów. Mielonego dolomitu potrzeba na naszą łąkę sporo – około 1 kg na 10 mkw…

Nawozić czy nie nawozić? Ania jest przeciwna, ja z chęcią sypnąłbym trochę obornika (gdybyśmy go mieli pod dostatkiem), ale boję się, że zaspokoimy w ten sposób głód chwastów. Pewnie więc skończy się na jesiennym oprysku humusem i wiosennym – gnojówką z pokrzywy. Łąka kwietna musi sobie radzić sama…

Zaplanuj swoją łąkę

Połowę łąki pozostawimy do wiosny w tzw. ostrej skibie. Będzie solidnie przekopana, ale ponieważ brakuje nam sił na wyciąganie wszystkich kłączy chwastów, chcemy zdać się na wsparcie ze strony zimy. Mróz powinien przemrozić część korzenną zielska, resztę zrobimy wiosną – ponownie przekopując grunt i wyciągając resztki podziemnego miasta.

Druga połowa, ta położona bliżej lasu, powstanie teraz. Plan jest taki, by  wykorzystać nasiona, które mamy zebrane z naszych tegorocznych rabat. To przede wszystkim kosmosy (na Podlasiu nazywają je amerykanami), w których się zakochałem. Mamy sporo nasion czarnuszki i ogórecznika, do tego dojdzie łan niezapominajek, a w miejscach najbardziej nasłonecznionych – chabry, rumianek, tytoń ozdobny, który pięknie pachnie wieczorami, łubiny, maki, dziewanny, stokrotki i kosmosy. Wiem, że już pisałem o kosmosach – ale kosmosy będą wszędzie. I nawet jeśli nie zdołają zakwitnąć, to przynajmniej nacieszą nasze oczy swoimi zielonymi kolumnami.

Dodatkowo: złocień, firletka, jaskier, krwawnik, krwiściąg lekarski, kozibród, cieciorka pstra, driakiew, ostróżka polna, byliny – bodziszek, łubin trwały, dzielżan, nachyłek, omieg. I jak znam Anię, pojawi się coś jeszcze. Albo dużo jeszcze.

Pod lasem znajdzie się miejsce dla wysokich traw ozdobnych, które będą stanowiły tło dla kwiatów. Do dyspozycji jest miskant chiński, trzcinnik, trzęślica, szarobródek syberyjski. One powinny wytrzymać w półcieniu i dadzą łące ciekawą oprawę.

Czy wysiewać rośliny jednoroczne?

Jasne, że tak, choć potrafią one zagłuszyć rośliny wieloletnie. Dadzą szybki efekt – to fakt. I mogą robić różnicę… Ale później po prostu znikną, jeśli wysieją swoje nasiona i trafią na podatny grunt – pojawią się kolejnego lata. Jeśli nie, trzeba je będzie dosiać ponownie. Uwaga: w ich miejscu mogą pojawić się dziady-chwaszczory, które tylko czekają na okazję!

Generalnie: damy dużo kwiatów różnorodnych, wschodzących i kwitnących o różnych porach wiosny i lata. Posiałbym maki, ale maki nie lubią koszenia. Szybko rosną takie jak chaber, czarnuszka, wyka, rezeda wonna, facelia i gryka – te dwie ostatnie pojawią się u nas na pewno, bo zostało nam sporo nasion z tego sezonu.

Jesienią nie wysiejemy traw. Można by wprawdzie użyć gatunków nisko rosnących, choćby kostrzewy czerwonej rozłogowej, ale mam wrażenie, że trawą na łące nie powinniśmy zaprzątać sobie głowy. Sama się pojawi, tego można być pewnym. A jeśli już sypniemy, to pewnie wiosną, w niedużych ilościach.

Jak siać? Mały siewnik dla amatorów wystarczy. Lub z ręki. Najlepiej zmieszać nasiona z wermikulitem, który użyźnia i podtrzymuje wilgotność gleby, a jednocześnie jest dla nasion świetnym nośnikiem.

Na jesień czy na wiosnę?

I tego właśnie nie jesteśmy pewni… 😉 Podlaskie zimy mogą ostro przetrzepać młode siewki, a spodziewając się dwóch miesięcy ciepłej jesieni, można być pewnym, że życie na naszej łące kwietnej rozpocznie się bardzo szybko. Z kolei wiosna, to wiosna, wiadomo, wszystko wystrzeli w górę. Stąd nasz podział łąki na dwie strefy – zobaczymy, która z nich będzie okazalsza: wysiana jesienią czy wiosną?

Szukając porad dotyczących zakładania naszego kwiatowiska trafiłem na stronę Fundacji Łąka, gdzie można znaleźć sporo profesjonalnych porad. Przygotowują mieszanki na zamówienie i jest ich sporo: „Mieszanka miododajna jednoroczna, Mieszanka miododajna wieloletnia, Mieszanka na tereny suche, Mieszanka na tereny suche- niska, Mieszanka na tereny wilgotne, Mieszanka odstraszająca kleszcze, Mieszanka dla owadów, Mieszanka dla ptaków, Mieszanka antysmogowa – smogówka” .

Kto wie, może skomponujemy naszą wiosenną mieszankę z ich pomocą?

Jacek

PS. Muszę nas usprawiedliwić. Kiedy milczymy, upiornie ociągamy się z pisaniem, to nie znaczy, że brak nam kultury, dobrych manier czy szacunku do czytelnika. Nic z tych rzeczy. Po prostu gonimy w piętkę, poświęcając czas na pracę i inne, absorbujące zajęcia. Blog ma być oazą świętego spokoju, nie chcemy traktować go jak pańszczyznę i pisać na siłę, byle co, byle było. Gdyby zdarzały nam się przerwy, nie zabijajcie więc, lecz ćwiczcie, razem z nami, cierpliwość 🙂

POLECAMY RÓWNIEŻ: Post nadzwyczaj optymistyczny i kwiecisty

Foto: Capri23auto 

5 komentarzy

  1. Asia
    27 września 2019
    Odpowiedz

    Uf to dobrze, że jesteście, bo już się zaniepokoiłam czemu tak długo Was nie ma.

    • 27 września 2019
      Odpowiedz

      Jesteśmy 😍 i dobrze się mamy.

      • Anonim
        29 września 2019
        Odpowiedz

        Ja jestem z miasta Białystok. Łąki były śliczne, ale jak super prezentował się las słoneczników! Pozdrawiam. Czytaczka

        • 29 września 2019
          Odpowiedz

          Szkoda, że nie widzieliśmy! 😥

  2. Anonim
    29 września 2019
    Odpowiedz

    Ja jestem z miasta Białystok. Łąki były śliczne, ale jak super prezentował się las słoneczników! Pozdrawiam. Czytaczka

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Poprzedni Czy warto mieć młynek do zboża?
Następny Pochwała prostoty, czyli jesteśmy samowystarczalni. Prawie.

Poczytaj więcej

Kaflove (3)

Księga nalewek, czyli przeprosiny z dziką różą

Sceny z życia mrozu

Minimalizm. Dalibyście radę?

Kaflove (4)

Ja chcę na dwór! Jaki jest Twój bilans powietrzny?

Baba znika z domu na 4 godziny i co?

Jak zbudować ziemiankę? Sprawdź to! (1)

Ucieczka na wieś. Pytasz… czy warto?

7 przekleństw, które ciążą na wiejskim życiu

Wiejski CrossFit, czyli ćwiczenia na okrągło

Rób rzeczy małe w wielki sposób. To działa!

Pochwała świętego spokoju

Dziewiętnasty, dzień dobry

Blog po roku, czyli pierwsza rocznica