Nie ma zmiłuj, Panie Dziadku!


Dość długo, przyznaję, nie mogłem oswoić się z myślą, że zostałem dziadkiem. To zjawisko – Pan Wnuk – budziło we mnie i radość, i lęk, i bunt jednocześnie: że oto właśnie, nieuchronnie, bezdyskusyjnie zaczęła się starość. Że nie ma zmiłuj, za chwilę nie będę dziadkiem lecz dziadem. Dziadzią. Bezzębnym staruchem.

Ten bunt gdzieś jeszcze we mnie tkwi, ale zdążyłem go nawet polubić. Nie wolno, nigdy nie wolno zostać starym dziadem właśnie dlatego, żeby żaden Pan Wnuk nie musiał się mnie wstydzić! Tak myślę teraz. Żeby nie zdziadzieć, ale być dziadkiem.

No i jestem.

Nie ma zmiłuj 4

Nie ma zmiłuj. Starzejemy się.

W przepoczwarzaniu się z roli ojca i kumpla własnych dzieci w rolę dziadka najtrudniejsze jest chyba oswojenie się z myślą o nieuchronności starzenia. Nie mogę być dziadkiem, skoro nadal mam mózg czterdziestolatka, a ciało (no dobra, tak mi się tylko wydaje) o dziesięć lat młodsze. Gdzie tu dziadek, gdzie dziad?

Może włosy. OK, one od razu zdradzają wiek. Ale gdyby się uprzeć, można je zacząć farbować. Albo ściąć na jeża i kto się wtedy domyśli, że są siwe.

EDIT ANI: Srebrne są! Śliczne! Zazdroszczę ci tego koloru!

Ojtam, ojtam, dużo lepiej czułbym się chyba w swoim poprzednim wcieleniu: prawie bruneta. Druga cecha to zmarszczki, ale z nimi oswoiłem się już  dawno – marszczę brwi i czoło odkąd pamiętam, wywołując panikę u moich rozmówców, którzy widzą faceta strzelającego do nich rakietami brwi i pionową szramą między oczami, i mają mnie za potwora. A ja słodki miś jestem przecież. Tylko z oczu mi patrzy piorunami. Czasami.

Więc – okay, te przymioty starości dałem radę jakoś znieść. Ale jak znieść wnuka? Jak zakomunikować światu, że jestem już tak stary, że dorobiłem się Pana Wnuka!? W jaki sposób przyznać się do własnych stu lat (albo coś koło tego), gdy tylko Ania ma wgląd w mój PESEL i dowód osobisty? Jak żyć z piętnem Matuzalema? Przecież jeśli jest wnusio, to musi być i dziadzio, a jeśli jest dziadzio, to musi być i laseczka, i szuflada w szklance, i prykanie przy obiedzie, i spanie na krześle. Jak to pogodzić, gdy mózg chciałby jeszcze wyrwać się na dyskotekę i wyciągać spod ścian młode towary???

Dobra, Aniu, wiem, przeskalowałem i składam samokrytykę: nienawidzę dyskotek, przecież mnie znasz. Mogę tańczyć tylko z Tobą i tylko rockandrolla.

Nie ma zmiłuj: całkiem serio…

Ale teraz napiszę całkiem serio: naprawdę mam problem z bezpośrednim przyjęciem do świadomości faktu, że nie jestem już młody. Może jestem w tym osamotniony, może to jakiś defekt, czort wie, ale mnie ta przypadłość uwiera. Każdego to dopadnie, każdy będzie musiał się z tym zmierzyć, każdy stanie się kiedyś tak stary (czyli wiecznie młody) jak ja.

Nawet najgorliwsze laski w korporacjach będą kiedyś starymi harpiami wycierającymi gile swoim wnuczętom – i nic na to nie poradzą…

____________________________

Półtora roku od narodzin Leo pozwoliło mi jednak oswoić się z myślą o zmierzchu młodości. Teraz myślę o sobie, że jestem na krzywej chwilowo poziomej, która dopiero za jakiś czas zacznie opadać – to schodzenie w dół zależy najbardziej od nas samych. Od tego jak o siebie dbamy. Czy jesteśmy pogodni, czy mamy dystans do samych siebie. Czy dobrze się odżywiamy. Jak często się ruszamy i dlaczego tylko od biurka po piwo i z powrotem?

Schodzenie w dół można powstrzymać, wyhamować jego tempo, gdy ma się w życiu jakiś cel i gdy szuka się nowych wyzwań i je znajduje.

Kiedy przestajesz się ścigać z młodymi (bo i tak nie nadążysz), mówisz najpierw do siebie – po co mi to? Czy ja muszę? Ale wewnętrznie ambicja cię zżera, chcesz coś ciągle udowadniać, chcesz być lepszy – nawet nie od nich, raczej: lepszy od własnych wyobrażeń o sobie. Wiesz, że strzyka cię w kolanach, gdy wstajesz, ale biegniesz, bo ambicja nie pozwala przystanąć.

Później zaczynasz łapać, że to nie ma sensu. Że niech sobie biegną – i tak dotrą w to samo miejsce, w którym właśnie stoisz. I złapią się za głowę: po co nam to było? A ty już wiesz, że cały wyścig nie miał sensu… 🙂 Bo jesteś najstarszy z nich! I mądrzejszy.

Nowy patent na życie

Taki miałem patent na życie, dopóki nie urodził się Leonard. (Do dziś nie wiem, siłami jakiej natury dokonała tego dziecina, którą sam nosiłem na rękach i na barana. Dzielna!) Pan Wnuk stał się żyjącym dowodem, że już, prawda, te lata, ten wiek, ta starość…

Nagle najgorsze stały się pytania dziewczyn na spotkaniach u klienta: Jak tam TWÓJ WNUK, Jacek?

Japrdlę! Co odpowiadać? O czym mówić? O kaszkach, o anginach, o ząbkowaniu, o odległości, która sprawia, że widzę go raz na pół roku i gubię kontakt z potomkiem? A przede wszystkim ten podtekst – one wszystkie rozmawiały z sobą i moimi kolegami O DZIECIACH. I tylko ze mną: o wnuku!

Ale dałem radę. Coraz mocniej oswajając się z myślą, że to jest czas, w którym muszę coś wyjaśnić samemu sobie. Przyzwyczaić się do myśli: tak, k…a, jestem dziadkiem i będę już dziadkiem aż do grobowej deski, a nawet dłużej, bo przecież matki i synowie naszych wnuków będą mówić swoim  dzieciom: – Pójdziemy jeszcze na grób dziadka/babci, zapalimy dziadkowi/babci świeczkę. Czy nie tak??? Sam tak mówię.

Przemijanie wieku młodości ma jednak również dobre strony. Wnuki nobilitują… Patrzysz jak toto rośnie i myślisz z dumą – mój wnuk! Pan Wnuk! Widzisz, jak się rozwija i mówisz – to po mnie, po dziadku! Z poczuciem wyższości i dojrzałości możesz wreszcie wygarnąć własnym dzieciom, że były takie same, tak samo nie jadły i tak samo przywlekały choróbska ze żłoba do domu, i tak samo darły japę. I możesz jeszcze pokazać, że też potrafisz przewinąć, wykąpać, nakarmić i zabawić. Tylko ci się nie chce… Bo swoje już odchowałeś 🙂

Mała, pomocna łapka

Najmocniej w pokonywaniu bariery między młodością i dojrzałością dopomógł mi sam wnuk, zwracając się do mnie na każdym kroku per Tata. Noooo, to to ja mogę wziąć na klatę! TATA brzmiało dumnie i młodo!

Ale… czar lekko prysnął, gdy zauważyłem, że on w tej formie zwraca się do wszystkich, zwłaszcza zaś do rodzonej matki. (Matka zresztą wygląda jak jego starsza koleżanka, ale to temat na inną dyskusję – kiedyś napiszę tekst o wolno starzejących się kobietach: Malina ciągle musi się legitymować, gdy kupuje tanie wino w drogiej Żabce. Mówię jej: chodź z dzieckiem i tłumacz, że to dla niego! Ale chodzi tylko z dowodem.)

Nie ma zmiłuj 2

Generalnie: jestem już więc, za sprawą wnuka, bardziej po stronie dziadostwa niż młodziactwa i wcale mi z tym nie jest źle. Każdego to czeka, pocieszam się, patrząc jak Leo tupta po tarasie i nieporadnie przywołuje kota – tiki tiki! Jak mu wytłumaczyć, że kot rozumie tylko kici-kici, tego jeszcze nie wiem. (Kot też i na wszelki wypadek widząc zbliżającego się giganta, 86 cm, spyla na płot lub do spania.)

Dzisiaj w takich właśnie zadaniach dostrzegam skalę moich współczesnych wyzwań – koniecznie trzeba pokazać Panu Wnukowi świat męskiej przygody, męskiego stylu życia 🙂

Mam nadzieję, że razem zjemy dżdżownicę. (Każdy musi spróbować!) I że wejdziemy na dach drewutni, żeby zobaczyć jaka jest sytuacja i kto nadciąga. (U mnie za młodu zawsze nadciągali Niemcy, ale teraz to pewnie migranci. Lub biskupi.) Że będziemy łapali żaby i skakali z drzewa. I będziemy kopali dół, żeby przekopać się na drugą stronę kuli ziemskiej. I pójdziemy na piwo (on szybciej, ja za nim), i że sobie pogadamy o dziewczynach.

Nie ma zmiłuj 3

Na razie testujemy na Młodym smak zupy pokrzywowej i jajek, które są – uwaga, zdziwienie Maliny – żółte. Wsiowe takie. I sprawdzamy wytrzymałość na siadanie w błocie. Zbieramy kwiaty mniszka i sprawdzamy ich smak. Badamy głębokość kałuż i odporność psa na zgniatanie.

No i uczymy się języków obcych: on ode mnie, ja od niego.

Takie czasy, Panie Dziadku. Nie ma zmiłuj.

Jacek

PS. Dżdżownicy nigdy nie zjadłem. Ale próbowałem. Wszyscy na podwórku próbowaliśmy. 🙂 PS2.

POLECAMY TAKŻE: Równonoc. Jest jak jest, było jak było.

ALBO TEŻ: Idę, dokąd idę

Brak Komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Poprzedni Nocne refleksje o partnerskiej dojrzałości
Następny Ile kosztuje wiosna na wsi? Porównaj swoje ceny!

Poczytaj więcej

Skrzynia i pasja, czyli historia, która nie trafi na śmietnik

Skrzyp. Idealny sojusznik zdrowych paznokci, włosów i skóry

Przewodnik po ludziach: Pan Od Ziół

Ciągle w zielone gramy… I ciągle nam się chce.

Moda Za Miastem, czyli o tym jak Ania została szafiarką

Czytając Vincenta Severskiego

Korowód. Spacer między żytem, ogórkiem, bimbrem i wspólnotą

Teraz, k…, ja!

Zapraszamy do środka: mieszkańcy naszego kredensu

Ty piszesz, my odpowiadamy (2)

Czy warto mieć rekuperator? (2)

Czy podniesione rabaty mają sens?

Przeklęty żywioł uderza w nocy

Szczytowanie w spiżarni. Bardzo namiętny, letni tekst

Narzędzia do domowego warsztatu