Blog po roku, czyli pierwsza rocznica


Dwanaście miesięcy temu opublikowaliśmy z Anią nasz pierwszy tekst na tym blogu. OK, jako pierwszy ukazał się mój tekst, pełen rozterek starzejącego się faceta, bardzo mocno z Anuszką przedyskutowany. Ania miała chyba większe opory, by zacząć…

Napisałem wówczas:

Wielkie zmiany trzeba wprowadzać po trzydziestce, kiedy mija szum w głowie. Wtedy życia nie jest za mało.

_______________________

I dziś w pełni podtrzymuję tę tezę. Mam wrażenie, że ciągle próbujemy nadgonić minione lata, żyć podwójnie, robić dwa razy więcej, żyć dwa razy intensywniej, wykorzystać do ostatniego tchu każdą minutę. Ta żarłoczność na doznania podświadomie wiąże się z nieubłaganym upływem czasu. Jeszcze chcemy doświadczyć tego, jeszcze spróbować to, jeszcze nam się marzy, śni, pragnie…

Blog po roku… Lata lecą…

A widzimy, że lata lecą… jakby coraz szybciej. Ania dziś zapytała: TO JUŻ ROK??? Tak niedawno przecież napisała swój o jesiennym grabieniu liści. Że to najlepsza forma fitness na świecie! Był październik – zbieraliśmy tarninę i pisaliśmy, jak wybornie smakuje, i co można z niej zrobić. Ja zdradzałem Wam sekrety efektywnego palenia w piecu, a Ania zbierała argumenty do naszego tekstu o siedmiu powodach, dla których warto wyprowadzić się na wieś.

Warto? Warto! Choć czasami – teraz będę żałośnie poważny – chciałoby się uciec. Ten czas, kiedy zaczyna się listopadowa niemoc, właśnie nadciąga. Nikną kolory, gubi się wszystko, co piękne w okolicy, jest tylko szarość, smuta, słota i niemota. Najgorzej, gdy zacina wiatrem i deszczem, gdy nie chce się wychylić czubka nosa za drzwi, gdy dzień kończy się chwilę potem jak się zaczął.

Jesienna deprecha to najgorszy tutaj czas. Smutne dziady-listopady, jak śpiewał Grabaż ze Strachami, już się czają i trzeba mieć dobry pomysł, by się im nie dać. My zanurzamy się w robótki ręczne, odkładając na ten czas wszystko, co może poczekać i co zajmie nam ręce i umysły w długie, smętne dni. Do odrestaurowania i pomalowania jest piękna i stara wisząca szafka na kieliszki, kupiona za 190 zł na starociach. Kończymy ładować do słoików i mrozić ostatnie jesienne zbiory z ogródka. Tarniny w tym roku jak na lekarstwo – zmarzła w maju, obrodziła natomiast dzika róża: będzie nalewka.

Rok po tamtym październiku mamy blog, który zyskał swoją stałą publiczność i wielu przyjaciół – dziękujemy serdecznie! Opublikowaliśmy aż 170 tekstów: wierzyć nam się nie chce! To dużo – nawet,  jeśli porównać z ilością materiałów, które przez ten rok przygotowaliśmy dla naszych klientów (w końcu: pracujemy zdalnie, robimy za ghostwriterów…). I bardzo dużo – jeśli zmierzyć ilość wolnego czasu, który możemy poświęcić na blogowanie.

Hity i kity

Mieliśmy kilka hitów, przyznaję nieskromnie. Najwięcej śmiechu było wtedy, gdy Ania (ojagupiacipa) kopnęła się do miasta, by położyć szilak na paznokciach. Najwięcej nerwów – gdy zjechała w okoliczne lasy grupa fanów muzyki transowej i zrobiła śródleśny festiwal. Dużo emocji wzbudziły teksty, w których zahaczaliśmy o politykę – w sumie można by o polityce pisać stale, wtedy zleciałyby się na ten blog hordy trolli i mielibyśmy napompowane statystyki 🙂

Za mało, moim zdaniem, piszemy o technicznych aspektach życia na wsi, o wszystkim co tu można zrobić „tymi rączkami” i przy użyciu sąsiadów. Za mało przepisów kulinarnych, bo wszystko, o co Anię poproszę, zwykle nie ma nazwy… Co to jest? – pytam, żeby jakoś nagłośnić. To jest fantazja kucharza – słyszę w odpowiedzi. A to? To też jest fantazja kucharza! A tamto? Fantazja kucharz, naturalnie.

To męcząca blogerka jest, okrutnie, ponieważ wszystko jej się  takie „zwyczajne” wydaje i nie do opisania. A ja dziś czytałem zajawkę na jednym z portali… że Anna Lewandowska daje superprzepis!!! Jaki? Na pokrojone pomidory z cebulką…

Luuudzie, toż Ania Moja wyśmiałaby mnie, gdybym jej zaproponował: napisz tekst o pomidorach z cebulą! Dziś rano jedliśmy kiszone-własnej-roboty-ogórki – z własną, świeżą cebulką i czosnkiem. Do tego chleb z masłem od zaprzyjaźnionej krowy… Lecz kto by o tym chciał czytać? I tym bardziej: pisać… 🙂

Co nas cieszy?

Najbardziej cieszą nas Wasze reakcje pod tekstami i na Facebooku. Na to się czeka. Każdy bloger na to liczy, każdy chciałby się z kimś pokłócić, pospierać, usłyszeć słowa uwielbienia lub zachwytów. My mamy wszystkiego po trochu, a ponieważ litościwie omijają nas oszołomy, można by powiedzieć, że nasza publiczność jest po prostu doskonała. Z wieloma zdążyliśmy się już prawie zaprzyjaźnić!

Blog skończył pierwszy rok, wielkiego świętowania nie będzie, po prostu – napijemy się nalewki z jagody kamczackiej, włączymy mecz Łotwa-Polska, z nadzieją, że będzie warto, poczytamy o Oldze Tokarczuk (bardzo mnie bawi ten jazgot w nieprzychylnych jej mediach) i idziemy spać. Jutro niech będzie słońce.

Zawsze niech będzie słońce!

Jacek

Foto. S. Hermann & F. Richter z Pixabay 

15 komentarzy

  1. Renata
    10 października 2019
    Odpowiedz

    Piszcie nawet o tym masełku od zaprzyjaźnionej krowy. Teraz mało kto taką ma. 😔 Uwielbiam was czytać, przypomina mi się klimat wsi mojej kochanej babci. Chociaż dziś wieś już inna, to spokój chyba ten sam.
    Pozdrawiam serdecznie i czekam na więcej 🤗

    • 10 października 2019
      Odpowiedz

      O masełku z radością 🙂
      Dzięki za dobre słowa!

  2. Piwonia
    10 października 2019
    Odpowiedz

    Dziękujemy za cały rok i czekamy na następne teksty ( i lata). Pozdrawiamy

    • 10 października 2019
      Odpowiedz

      Dziękujemy i pozdrawiamy!

    • Lu
      11 października 2019
      Odpowiedz

      Pani Anno, Panie Jacku… Dziękuję, że jesteście. Że piszecie. Że się dzielicie przepisami, przeżyciami, przemyśleniami. Czytanie Was sprawia, że czas spowalnia, a życie wraca na właściwe tory. Jestem starsza od Was. I jestem na etapie zastanawiania się, czy kolejna zmiana w życiu jest mi potrzebna, czy spinać się, budować od nowa, przemieszczać, przesadzać stare drzewo. Może jednak pora zagrzebać się w liściach, bo jesień życia? Bo brakuje sił? Czytanie Was to momenty, kiedy wystawiam nos ponad liście. To chwilowe niebo w mieście.

      • 12 października 2019
        Odpowiedz

        Wielkie dzięki za te miłe zdania – i przepraszam, że tak długo trwała moderacja tego wpisu, ale mieszkamy daleko od miasta, internet lubi u nas bywać, ale lubi też znikać na dłużej 🙂

        I jeśli mam być szczery… już samo zastanawianie się nad zmianami bywa ekscytujące! Czasami wystarczy ta twórcza energia, to napięcie, myślenie, by wstąpiła w nas nowa siła i chęć życia. Nie trzeba od razu rzucać wszystkiego w diabły, wystarczy mieć marzenia 🙂 Ale można je też pięknie zrealizować… Czego życzymy wspólnie z Anią!

  3. wiesia
    10 października 2019
    Odpowiedz

    Gratulacje 🙂 zaglądam do Państwa od hm kurcze będzie z 5 miesięcy i zawsze gdy widzę ,że pojawił się nowy wpis od razu uśmiecham się w duszy. Ta dzisiejsza „radość” polityków na Nobla dla pani Tokarczuk trochę dziwna i zakładam, że większość z Nich nie zna twórczości Pani Tokarczuk. Troszkę tak jak ze sportowcami :nie odnosicie sukcesów to radźcie sobie sami ,a jak odnoszą sukcesy to nagle Wielcy Polacy i niby mają wielu znanych kolegów. I sportowcom i Pani Tokarczuk szczere gratulacje a dla Państwa jak najwięcej pomysłów na wpisy i samych pogodnych dni w tym Waszym Niebie.

    • 10 października 2019
      Odpowiedz

      Dziękujemy! I już nam cieplej na duszy: i Tokarczuk, i Lewandowski, i nasz blog 🙂 Wszystko jest dzisiaj piękne!

  4. Anonim
    10 października 2019
    Odpowiedz

    Uwielbiam Was czytać, bardzo sie cieszę, ze wpadłam na Wasz blog. Pokrewny sposób myslenia + dużo inspiracji, wprawiacie mnie w dobry nastrój 🙂 dziekuję 🙂

  5. Basia
    10 października 2019
    Odpowiedz

    Szanowni Państwo.Panie Jacku jeśli mogę .jestem Waszą fanką od pierwszego wpisu.bardzo lubię czytać Wasz blog .też przeprowadziliśmy się z miasta na wieś i po trzech latach skrzydełka trochę opadły i wtedy pojawił się Wasz blog.zrobilo się cieplej na sercu zaświeciło słoneczko że ktoś też i z takim entuzjazmem.Bardzo liczę na dalsze wpisy .Dają mi moc😉.życzę wszystkiego dobrego.i proszę pisać o wszystkich prostych sprawach tych najbardziej codziennych .to miód na serce.pozrawiam serdecznie🌹Basia

    • 10 października 2019
      Odpowiedz

      Takie Czytelniczki to miód na nasze serca 🙂

      Pozdrawiamy serdecznie.

  6. Alicja
    11 października 2019
    Odpowiedz

    Aniu i Jacku! Kawa o poranku lepiej smakuje, gdy czytam Wasz kolejny post! Inspirujecie, edukujecie i poprawiacie nastrój. Utwierdzacie mnie w przekonaniu, że żyjąc blisko natury i ciszy (o którą trudno w mieście), lepiej słyszy się siebie, swoją duszę i żyje…smakując życie.
    Fajnie, że Jesteście! Milego jubileuszowego dnia! Alicja

    • 11 października 2019
      Odpowiedz

      Dziękujemy, Alicjo 🙂 Kawa o poranku (pierwsza i druga…) smakowały nam dużo lepiej po takim komentarzu!

  7. Lu
    12 października 2019
    Odpowiedz

    I ja dziękuję znowu! I dalej snuję marzenia. Nie omieszkam donieść, jeśli jednak weźmiemy się z mężem za realizację! 🙂

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Poprzedni Zasada równowagi, czyli nie rób kwasów, kochanie
Następny Księga nalewek, czyli przeprosiny z dziką różą

Poczytaj więcej

Piszę o wszystkim, co mi leży na wątrobie

Ty piszesz, my odpowiadamy (3)

Deszcz perseidów. Czy Twoje niebo zasłania świetlny smog?

Mikstura dobra na mgłę, zimę i wieczorną chandrę

Zapraszamy do środka: mieszkańcy naszego kredensu

Pompa ciepła: męska rzecz! (1)

Dwoje na ławeczce. Medytacje w stylu joga-country

Powrót do korzeni

6:45 itd. Wyznania (nie)młodego blogera

Buszujący w fasoli, czyli list otwarty do Nieobecnej

Ty piszesz, my odpowiadamy (1)

Popracuj w drewnie. To działa!

Plastik już z nami nie wygra

Kaflove (4)

Zasada równowagi, czyli nie rób kwasów, kochanie