Żyjemy w kraju cudownych metafor


Jakbym się cofnął w czasie… Dzwoni Ania i z dumą komunikuje: kupiłam papier toaletowy! Odpowiadam: ja też! Sukces! Mamy 40 rolek! Ale miałem dziś jeszcze jedno szczęście – udało mi się kupić pół litra spirytusu i mydło. I to nie na kartki!

Żenujące, prawda? I pomyśleć, że ludzie naszego pokolenia pamiętają czasy, kiedy takie rozmowy i zakupy były codzienną normą. Korona z rolek papieru toaletowego na szyi, czekolada w nylonowej siatce, masło odstane (nie klarowane) w dwustumetrowej kolejce. Schab z kością. Mydło. Proszek do prania. Wszystko pod pachą. Symbole osobistego sukcesu.

I papierosy. Nie pamiętam – jaki był zamiennik papierosów? Na co można było zamienić alkohol? Na czekoladę czy na cukier? Na cukierki? Prezerwatywy?

Dzień stołeczny, dzień zakupów

Dziś środa, a środy to dla nas najczęściej dzień stołeczny, biznesowy. Po spotkaniach poddaliśmy się szaleństwu, rozdzielając siły: Ania polowała w centrum, ja na Woli i Bielanach. Spryciula Anna drogą dedukcji doszła do wniosku, że ludzie, którzy trafiają do sklepu w Złotych Tarasach nie będą raczej kupowali papieru toaletowego – bo kto by później biegł z toaletowym do pociągu?

I miała rację: toaletowy w Tarasach był. Czterowarstwowy! Ja na Młocinach zgarnąłem trzy ostatnie paczki (po 4 rolki) trójwarstwowego – ale w aptece pełna porażka: nie było niczego na spirytusie. Nawet salicylowy zszedł. Był natomiast spray antybakteryjny, w cenie 48 złotych za niewielkie opakowanie. Kupował każdy, choć farmaceuta cierpliwie tłumaczył: działa na bakterie, nie działa na wirusy.

To co, że nie działa?

Nie kupiłem, ufam młodemu farmaceucie. Miesiąc temu kupiłem u niego dwie maseczki, tak na wszelki wypadek. W cenie bodaj 39 groszy za sztukę. Dziś na ladzie leżał stos maseczek.

– Po czemu  te maseczki?

– A po siedem złotych.

– Dwadzieścia poproszę.

Opłacałoby mi się kupić, choć nie kupiłem. W Siemiatyczach chodzą po dziesięć. Takie przebicie!

Mam cynk

Kupiłem za to cynk w tabletkach (nie wiem, czy działa na koronawirusa, ale miałem cynk, że tak) i dopiero rozmowa z Anuszką uświadomiła mi, że działa, ale cynk w pastylkach.

Aha.

Bierzesz pastylkę na język, kładziesz się na wznak i powoli, rozpuszczając się w ustach, cynk cynkuje twoje nosogardło. Lub jak kto woli – nosogardziel. I to działa. Rozwala koronę za koroną.

A na co w kontekście epidemiologicznym działa papier toaletowy? K….a nie wiem! Jak można skojarzyć koronawirusa, który jest NA WEJŚCIU, z papierem toaletowym, który działa NA WYJŚCIU??!

Nie mam pojęcia. Ale Polak wie. I jak mu nadciąga kryzys, to on już wie – w pierwszej kolejności w sklepach zabraknie papieru toaletowego. Pocięte gazety już nie dadzą rady – nikt dzisiaj gazet nie czyta, może z wyjątkiem „Gazety Polskiej”, która chyba jako jedyna nadaje się NA WYJŚCIE.

A przecież nikt jej kupuje. Czy to nie dziwne i paradoksalne?

Polska pełna jest paradoksów. Po raz pierwszy w swoim długim życiu zużyję – mamoooo! – pół litra spirytusu naskórnie, a nie dogłębnie. Zrobimy miksturę spirtu, aloesu i olejku miętowego, żeby to jakiś zapach miało. I będę tym smarował – mówi Ania – wszystko. Kierownicę. Klamkę. Smartfon. Wszystko.

A gardło? Gardło jest NA WEJŚCIU!

Gardła nie. Dlaczego???

Dlaczego coś, co zabija wirusa na dźwigni zmiany biegów w samochodzie nie może go zabić w gardle? Albo – niech będzie – w nosogardzieli? Hę?

Mydlmy się!

Polska jest pełna paradoksów. Usta premiera radzą, żeby ograniczyć kontakty wnuków z dziadkami. Wnuki – wiadomo: noszą korony wirusa w glutach pod nosami. A dziadki wiadomo – pierwsza grupa zagrożenia, najłatwiej ulegają koronacji.

I super. Niech mi więc ktoś powie, jak to się ma do decyzji o zamknięciu szkół, żłobków i przedszkoli, której pierwszym skutkiem będzie przekazanie wnuków (i glutów) pod opiekę dziadków??? To się nie kłóci??? Nie jest paradoksem?

Żyjemy w kraju cudownych metafor. Módlmy się zamiast mydlmy się. Rzymska kuria zamyka msze. Polska przeciwnie – chce zwiększenia ich liczby. Cel jest jeden: zwiększyć odległości pomiędzy wiernymi.

A nie lepiej dać im, ze składkowych pieniędzy z koszyka, po rolce papieru, pół litrze spirytusu i cynku?

Żeby było i NA WEJŚCIE, i NA WYJŚCIE.

Jacek

POLECAMY RÓWNIEŻ: Wiejskie Dancing In The Rain

3 komentarze

  1. Małgorzata
    11 marca 2020
    Odpowiedz

    Poprostu genialny tekst. Czytam i płacze ze śmiechu, ale chyba nie wypada bo zagrożenie jest realne i czai się za rogiem.

    • 11 marca 2020
      Odpowiedz

      Wypada! W czasach zarazy trzeba się zarażać śmiechem 🙂

  2. Anonim
    12 marca 2020
    Odpowiedz

    Ja obecnie jestem w Brukseli . Nie ma żadnej paniki . Sklepy pełne produktów . Nie widziałam jeszcze nikogo w maseczce na ulicy. W środę robiłam zakupy i jako jedyna w markecie byłam w gumowych rękawiczkach . Szkoły funkcjonują , wczoraj zamknęli domy dla osób starszych . W kościele od trzech tygodniu nie ma znaku pokoju z podaniem rąk . Na ołtarzu stoi żel dezynfekujący . Przed komunią ksiądz i szafarze dezynfekują ręce , komunia tylko do ręki . Na razie nie widzę tu paniki jak w Polsce . Pozdrawiam serdecznie.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Poprzedni Hortiterapia i ja, starzejąca się wszerz
Następny Koronaurwis: nasza kwarantanna trwa przez cały rok!

Poczytaj więcej

Narzędzia do domowego warsztatu

Ptaszory, głupcze!

Orzeszkowo 14. Smakuję tę książkę.

Podlaskie hygge

20 rad na bezsenność. Możesz już ziewać.

Siała Baba – zapraszamy do akcji!

Szczytowanie w spiżarni. Bardzo namiętny, letni tekst

Sceny z życia w upałach

Moda Za Miastem, czyli wiejskie Dancing In The Rain

Blog po roku, czyli pierwsza rocznica

10 najlepszych książek, które przeorały młody mózg

Wilno, Troki. Notatki z podróży.

Ekologiczny ogród: brzydkie słowo na literę G

Tynk z gliny: samo zdrowie i ekologia

Zrób wewnętrzny raban. Nie gromadź stereotypów.