Ty piszesz, my odpowiadamy (1)


Raz w miesiącu chcemy
na naszym blogu wracać do Waszych komentarzy pod postami i na Facebooku. Nie
wszyscy je czytają, czasami potrafią przemknąć niezauważone, a bywają dużo
lepsze od tekstów, które piszemy. Dziś pierwsza próba: Wy piszecie, my
odpowiadamy lub po prostu oddajemy Wam głos.  

Marzenia o zmianie

KASIA: –  Ja zaraz
skończę 36 lat i marzę o zmianie. Ambitna pogoń za awansami, podwyżkami i
uznaniem już mi się znudziła. W jednej firmie od 7 lat. Chcę w końcu, żeby było
więcej mnie w moim życiu. Marzę o wyprowadzce z miasta i jednocześnie się boję.
Mam córkę, 3 latka, i zawsze żałuję tego czasu spędzonego poza domem. Coś się
przewartościowało w moim życiu. Nie chcę już tego, co było. Chcę się odciąć.
Wasz blog przyniósł mi dziś jakiś taki spokój.

Patrząc szerzej – jeśli naprawdę oczekujesz spokoju, oddechu,
odmiany i ucieczki od zgiełków i pogoni, to wieś, bliskość natury nadaje się do
tego celu idealnie. Z perspektywy rodzinnej, wychowania dzieci oraz czasu,
który można im poświęcić, chyba nie ma lepszego miejsca. Są oczywiście
plusy
i minusy
takiej decyzji, zerknij do naszych wpisów. Ale bilans wypada korzystnie.

Czy warto, czy jest się czego bać? To nie jest łatwa decyzja. I nie można podejmować jej z dnia na dzień, bo wiejskie warunki mogą przytłaczać. Jesteś skazana na samodzielność, wiele rzeczy oczywistych w mieście, tutaj traci ten charakter. Inny jest poziom usług w mieście, inny w małych miasteczkach, do których nam najbliżej. Kino? Raczej domowe. Teatr? Od święta, chyba, że to wieś blisko miasta. Dobre ciuchy, zakupy? Też w mieście.

Ale… czy to się w życiu liczy? Byłam w niedzielę  w Warszawie, wróciłam otumaniona smogiem i przekonana, że coraz mniej mnie do tego miasta ciągnie. Kolejki, ruch, gwar, jakieś tłumy na chodnikach i w galeriach. Przyjechałam do naszego Nieba – głęboki oddech, jestem w prawdziwym domu. Świeżość powietrza, zapach zimy, ciepły piec, kawa w dłoni, film, głęboki fotel… Pięknie. I ten widok poranny, gdy patrzysz się na przywalone śniegiem wielkie sosny. Albo gdy widzisz sójki i sikory walczące o każde ziarenko. Lub później, gdy rusza wiosna…

Wiosna w mieście? Wiem, pamiętam: pojawiało się więcej maszyn czyszczących ulice i chodniki, wylegały panie z zakładu gospodarki komunalnej i wbijały równo, pod sznureczek setki sadzonek. Takie były objawy. W powietrzu jej nie czułam. Tu czuć ją wszędzie.

Nie namawiamy Cię do takiego ruchu, to musi wyjść z każdej z
nas. Boimy się, to oczywiste. Ale i patrzymy z fascynacją – tu wszystko jest
takie inne, lepsze, bliższe sercu!

Jak zrobić zakwas z buraków?

AKASHA: –  Nie wiem
czy przeoczyłam, czy nie robicie zakwasu z buraków. U nas o tej porze roku to
podstawa. Skład jest prosty: buraki pokrojone na mniejsze kawałki, dużo czosnku
w ząbkach, liście laurowe, ziele angielskie, kawałek razowego chleba i 2 łyżki
poprzedniego zakwasu. Bez dodawania zakwasu tez się uda. Całość trzymać w
cieple w dużym słoju, mieszać drewnianą łyżką, po 5 dniach przelać i trzymać w
lodówce. A buraki wykorzystać do barszczu. Smacznego!

Miód na nasze serce! Stale pijemy. Choć przyrządzam go nieco inaczej, ale to kwestia osobistych nawyków. Nie dodaję razowego chleba i poprzednio zrobionego zakwasu, czosnek kroję na połówki, nie mieszam. Układam warstwami – pokrojone w plastry buraki lepiej się mieszczą w wielkim garnku. I zioła z sercem – dużo!, wtedy zakwas ma naprawdę potężny smak. Smacznego! 🙂

Samochód na wsi

MONIKA: –  Mieszkam
na wsi od roku. Niestety największym kosztem okazało się utrzymanie dwóch
samochodów! Ok. 2000 miesięcznie. Podczas gdy w mieście można mieć bilet
miesięczny. Reszta porównywalna oprócz cen fachowców – są dużo niższe. A fajni
sąsiedzi i wzajemna pomoc – bezcenne:)

Dlatego jeden z pierwszych wpisów poświęciliśmy właśnie samochodowi,
a jeden z kolejnych – kosztom życia na
wsi
. Koszt eksploatacji auta trzeba uwzględniać, zwłaszcza, jeśli ma się do
sklepu kilka/kilkanaście kilometrów. Autobus z pobliskiej wsi kursuje raz w
tygodniu, w dzień targowy… Ale nie wyobrażam sobie, żebyśmy mogli tu żyć bez
samochodu!

Kiedy dojeżdżaliśmy na budowę, byliśmy objuczeni jak hinduska ciężarówka: zawsze po sufit z towarem! Pustaki, pręty, drabiny, wkręty, gwoździe, meble, kamienie, rośliny, wszystko. Może dlatego wiele wiejskich aut „nie wygląda” – bo musi wykonać ciężką pracę. Ale bez samochodu nie da rady.

Suszarka ze starej firany

AKACJA: –  Hej! My
robimy suszarki z starych firanek naciągniętych na drewniane ramy. W ten sposób
suszymy zarówno zioła, jak i grzyby. Suszu co roku mamy mnóstwo, bo też mieszkamy
w niezwykłym miejscu.
 

Bardzo fajny, prosty pomysł! Na pewno zioła nie przepadają przez oczka, a o to chodzi. A gdy miejsce jest równie fajne – przybijamy piątkę. 🙂

Mur wielowarstwowy

PIWONIA: –  Z czego
macie zbudowany domek? U nas jest chyba trochę lipa. Mamy pustak, potem pusta
przestrzeń i biała cegła. Wydaje nam się, z tego co pamiętam z młodości  i z naszych obecnych obserwacji, że nie jest
to dobre rozwiązanie. No cóż, kiedyś budowało się inaczej. Dom jest z 1975 roku
i ma 100 mkw.

Nasz dom (86 mkw przed rozbudową) też powstał na początku lat 70. ubiegłego wieku. Zbudowano go solidnie, jak na tamte czasy, z pustaków własnej roboty (żużlobeton – podpowiada Jacek), a całość obłożono cegłą dziurawką, stosując przerwę powietrzną pomiędzy dwiema warstwami muru. To musiało wystarczać, choć naszym zdaniem nie spełniłoby współczesnych norm.

Chcieliśmy mieć ciepły, bardzo ciepły dom. Taki, w którym
nie trzeba wiele grzać, by osiągnąć komfort cieplny. I to nam się
udało. W jaki sposób? Opiszę nasze ściany geograficznie 🙂

Od wschodu mamy niemal na całej szerokości domu oszkloną i ogrzewaną werandę. W jej oknach są podwójne szyby. Ona więc stanowi swoisty bufor pomiędzy zimnym powietrzem ze zewnątrz i wnętrzem naszego domu. Od południa ściana budynku ma dodatkową, 15-centymetrową warstwę ocieplenia, a ponieważ zostało nam sporo cegły z rozbiórki ścian szczytowych – wyłożyliśmy nią, od środka, jedną ze ścian pokoju. Ta ściana (cegła+pustak+cegła+ocieplenie) jest najgrubsza w naszym domu, ma łącznie, z dwiema przerwami powietrznymi, około 65 cm grubości!

Ściana zachodnia to pustak, cegła i 15 cm ocieplenia, plus mały ganek, który też stanowi bufor oddzielający dom przed zimnem. Ganek nie jest ogrzewany. I wreszcie ściana północna – obłożona z zewnątrz pięknym białym kamieniem (opoka), w którym zakochaliśmy się kiedyś podczas wyjazdu do Kazimierza Dolnego nad Wisłą. Kamień położono na zewnętrznym ociepleniu, on też położony jest dodatkowo na fragmentach pozostałych ścian i na podmurówce. Ta ściana ma w przekroju około 50 cm.

Grubo? Grubo, ale rzecz nie w grubości lecz w jakości materiałów. Gdyby te pustaki gwarantowały dobry standard cieplny, pewnie byśmy ich dodatkowo nie ocieplali. Byliśmy jednak przekonani, że tak właśnie trzeba. Opłaciło się – straty ciepła są minimalne.

A jak do tego dodać mocne ocieplenie poddasza, to wyjdzie na to, że zbudowaliśmy dom pasywny… Z rekuperacją, o której wkrótce napisze Jacek, bo warto o niej wspomnieć.

* * *

Dzięki za Wasze komentarze, za uwagi i prywatne wiadomości, tu i na Facebooku. Wszystkie bierzemy sobie mocno do serca, musimy się starać, bo blogów w Polsce jest bez liku i żeby ktokolwiek chciał nas czytać – trzeba stale podnosić poziom. Mamy nadzieję, że nam w tym pomożecie!

Ania

Brak Komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Poprzedni Między TU a TAM. Jak znaleźć motywację do zmian?
Następny Czy warto mieć rekuperator? (1)

Poczytaj więcej

Odetchnij od miasta

Bądź ekomaniakiem. Buduj oczyszczalnię! (2)

Jak zrobić wiejski serek?

Życie. Część II. Wydanie poprawione.

Sceny z życia mrozu

AAAAlergię w dobre ręce oddam!

Nie robimy z dyni idiotki…

Uprawy na rabatach podniesionych

Obkładamy się cyrankami ostrożnie, aby nie zepsuć glasu!

Fioletowe ziemniaki, czyli dieta cud

Ogrodowy rozdrabniacz do gałęzi… Kupić?

Pan Z Kosą. Na co pozwala męski honor?

Jak zrobić nalewkę… z wszystkiego?

Nalewunia z młodych pędów sosny? Robi się!

Odliczamy do wiosny…